Dziurawe sankcje, czyli jak Rosja dzięki USA buduje rakiety
Autor. mil.ru
Większość komponentów elektronicznych wykorzystywanych w rosyjskich rakietach hipersonicznych Kinżał jest pozyskiwana w Stanach Zjednoczonych. Sankcje nie są więc szczelne, ale i rosyjski przemysł okazuje się uzależniony od przemytu.
Części z przemytu
Na podstawie komponentów znalezionych w lotniczych rakietach hipersonicznych Ch-47M2 Kinżał Ukraińcy ujawnili, że na 197 zidentyfikowanych podzespołów elektronicznych aż 155 (79%) pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Okazało się również, że Rosja użyła w Kinżale tylko jednego elementu produkowanego we własnym przemyśle (tranzystor BA996A1), jednego pochodzącego z Białorusi i jednego z Chin. Dla Pekinu może to być wizerunkowy policzek, ponieważ z kolei Tajwan dostarczył aż 7 podzespołów, zajmując tym samym czwarte miejsce jako „cichy kooperant”.
Na drugim miejscu jest Japonia, z której pochodzi 17 komponentów (9%) a na trzecim Szwajcaria z 10 zidentyfikowanymi podzespołami (5%). Wśród amerykańskich części Ukraińcy zidentyfikowali m.in.: mikroprocesor Geode, układy pamięci, programowalny cyfrowy układ logiczny o dużym stopniu scalenia FPGA, przetwornik analogowo-cyfrowy, transceiver, 5-bitowy tłumik cyfrowy o tłumieniu 31 dB, tranzystor MOSFET z kanałem typu N i moduł zasilania. Japońskie były natomiast: stabilizatory napięcia, układy scalone, szerokopasmowy filtr przeciwzakłóceniowy, cewka indukcyjna i wzmacniacz firmy Murata.
Przyczyny wstrzymania produkcji i ograniczenia bojowe Kinżałów
Konieczności zdobywania nielegalną drogą różnych części z zagranicy nie powinno się traktować jako powód wstrzymania produkcji Kinżałów, o czym poinformowano w kwietniu 2026 roku. Decyzja ta wynikała bowiem głównie z tego, że pocisk ten nie sprawdził się na Ukrainie jako coś, co diametralnie zmienia sytuację. Tymczasem to właśnie w ten sposób rakieta Kinżał została zaprezentowana przez Putina 1 marca 2018 roku. Przedstawił on wtedy sześć nowych systemów uzbrojenia, które według niego miały pozwolić Rosji uzyskać przewagę militarną nad krajami zachodnimi.
Wśród nich był pocisk Kinżał, który według Rosjan miał osiągać prędkość większą niż 12 000 km/h i przenosić głowicę o masie około 500 kg. Ta prędkość okazała się jednak mniejsza i nie na tyle duża, by przełamywać obronę przeciwlotniczą opartą na systemach zachodnich. Udowodnili to Ukraińcy już 4 maja 2023 roku, gdy nad Kijowem zestrzelili pierwszego Kinżała, i to korzystając ze starej wersji baterii Patriot (jeszcze bez pocisków PAC-3 MSE). Jeżeli Rosjanie uwzględnili przy tym duże koszty wyprodukowania tego systemu uzbrojenia, jak również skomplikowany sposób użycia (wymagający odpowiednio zmodyfikowanej wersji rosyjskiego myśliwca MiG-31K), to z pewnością uznali, że bardziej opłaca im się wykorzystywać systemy Iskander-M – z bardzo podobnymi pociskami.
Widać to zresztą po historii bojowej tych rakiet. Szacuje się, że Rosjanie użyli w całej wojnie na Ukrainie ponad 230 Kinżałów, najwięcej w 2025 roku (około 100). Według Głównego Zarządu Wywiadu Ukrainy Rosja w sierpniu 2026 roku miała jeszcze posiadać tylko około 50 Kinżałów. I tak się na razie zatrzymał kolejny mit zaprezentowany osiem lat temu przez Putina.
Informacja o komponentach zachodnich w Kinżałach nikogo nie powinna dziwić. Na specjalnym rządowym ukraińskim portalu „Wojna i Sankcje” można bowiem znaleźć o wiele więcej rosyjskich systemów uzbrojenia z zagranicznymi komponentami wraz ze wskazaniem miejsca, gdzie zostały one wyprodukowane i zamontowane. Takie posiłkowanie się zachodnimi technologiami zidentyfikowano w 284 systemach uzbrojenia (m.in. w dronach Gierań-4, Gierań-5 i Klin, amunicji krążącej Lancet, rakietach 3M-22 Cirkon, Iskander-M i Iskander-K). Znaleziono w nich w sumie 6181 zagranicznych podzespołów.
Z jednej strony powinna to być zła wiadomość, ponieważ dowodzi, że Rosja nadal potrafi omijać sankcje nałożone na import podzespołów dla sektora wojskowo-przemysłowego. Z drugiej jednak strony jest to bardzo dobra informacja. Dowodzi bowiem, że rosyjski przemysł praktycznie utracił zdolność do produkowania nowoczesnych podzespołów elektronicznych, nawet dla tak ważnego sektora, jak własne zakłady uzbrojenia rakietowego.
I ten odsetek przemycanych podzespołów cały czas się zwiększa. W rakietach Iskander-M Ukraińcy zidentyfikowali bowiem 140 komponentów, z których 25% pochodziło z Rosji, a 45% ze Stanów Zjednoczonych. W nowszych Kinżałach ten stosunek procentowy to już 5% do 79%.


