- WIADOMOŚCI
- OPINIA
- KOMENTARZ
Rosyjska propaganda w akcji. Politycy, uważajcie na słowa! [OPINIA]
Autor. Theis Nielsen/Duńskie siły zbrojne
Rosja „podkręciła” ocenę ich armii, jaką wystawił łotewski prezydent Edgars Rinkēvičs podczas wizyty w USA. Teraz wynika z niej, że według Łotwy rosyjska armia jest znacznie lepiej przygotowana i skuteczniejsza niż w 2022 roku.
Wywiad, jakiego udzielił prezydent Łotwy Edgars Rinkēvičs dla „The Wall Street Journal” przy okazji sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku wprost zachwycił kremlowską propagandę. Nieostrożne i źle dobrane słowa wypowiedziane przez Łotysza i odpowiednio przetłumaczone na język rosyjski wystawiły bowiem swoistą laurkę siłom zbrojnym Rosji.
Problem wynika prawdopodobnie z tego, że łotewskiego prezydenta nie ostrzeżono o sposobie działania kremlowskiej propagandy. Rosjanie nie wymyślają bowiem nieprawdziwych informacji, ale wykorzystują z rzeczywistych wypowiedzi to, co dla Kremla jest przydatne. W ten sposób nagłośniono tylko, że prezydent Łotwy miał zwrócić uwagę na „wzrost potęgi rosyjskich wojsk”, oceniając dodatkowo, że konflikt na Ukrainie, który rozpoczął się w 2022 roku, sprawił, że armia rosyjska:
- zdobyła cenne doświadczenia i stała się znacznie silniejsza;
- wykazała się dużą elastycznością i zdolnością do przystosowania się do nowych realiów prowadzenia wojny;
- i jest znacznie lepiej przygotowana i skuteczniejsza.
„Czy nam się to podoba, czy nie, jest to armia, która posiada obecnie doświadczenie bojowe, a także wykazała się dużą elastycznością i zdolnością przystosowania się do współczesnych konfliktów” – Edgars Rinkēvičs – prezydent Łotwy
W rzeczywistości prawdą w wypowiedzi łotewskiego prezydenta jest tylko to, że Rosjanie zdobyli cenne doświadczenie na wojnie z Ukrainą. Jednak doświadczenia te są wykorzystywane praktycznie jedynie w przypadku ofensywnych systemów bezzałogowych, które są wprowadzane powszechnie do rosyjskiej armii. W pozostałych rodzajach sił zbrojnych panuje natomiast zastój, a nawet cofnięcie w rozwoju. Wynika to ze strat, które w przypadku wielu rodzajów sprzętu nie pozwalają nawet na wyrównanie ubytków. Przykładowo Rosjanie przez kilkadziesiąt lat nie będą w stanie odbudować samodzielnie takich zapasów pojazdów i systemów artyleryjskich, jakie mieli przed 24 lutego 2022 roku.
Rosyjska armia nie jest więc ani silniejsza, ani również lepiej przygotowana. Rosjanie utracili już na froncie ponad półtora miliona żołnierzy – w tym większość bezpowrotnie. Od kilku miesięcy straty te są zresztą większe niż zdolności rosyjskich punktów naboru do służby kontraktowej. To właśnie z tego powodu mówi się cały czas o konieczności ogłoszenia kolejnej mobilizacji (chociaż poprzednia nadal trwa). Potrzeby frontu są tak duże, że do walki wysyła się ludzi już po krótkim przeszkoleniu. Efekt tego jest taki, że od momentu podpisania kontraktu rosyjski żołnierz po wysłaniu na Ukrainę nie żyje dłużej niż 30 dni.
No i najważniejsze. Półprawdą jest opinia prezydenta Rinkēvičsa, że rosyjska armia jest skuteczniejsza. Jest to bowiem fałsz, gdy się oceni rosyjskie sukcesy na Ukrainie, a właściwie ich brak. W coraz większej liczbie miejsc na froncie to Ukraińcy zaczynają bowiem odzyskiwać inicjatywę, a Rosjanie ponoszą straty całkowicie nierekompensujące zysków terenowych.
Może to być jednak prawdą w odniesieniu do państw NATO. Państwa te nie są bowiem przygotowane na taki sposób prowadzenia wojny, jaki stosuje się na Ukrainie. Widać to było w ćwiczeniach wojskowych w Estonii i w Szwecji, gdzie stronę przeciwną podgrywały rzeczywiste ukraińskie pododdziały dronów.
Ale było to widać również wtedy, gdy w podobny sposób działali żołnierze natowscy. Podczas manewrów Namejs 2026 na Łotwie kompania zmechanizowana duńskich żołnierzy, „walcząc” jak Ukraińcy dronami i odgrywając rolę przeciwnika, doprowadziła do chaosu wśród hiszpańskich oddziałów wchodzących w skład dowodzonej przez Kanadę brygady NATO.
Co gorsza, Duńczycy biorący udział w tym ataku sami stwierdzili, że daleko im jeszcze do „biegłości w naśladowaniu rosyjskiego i ukraińskiego stylu prowadzenia działań wojennych”, w których „90% skutecznych ataków przeprowadzanych jest przy użyciu dronów, a znaczna część tradycyjnej doktryny wojskowej straciła na aktualności”. Duńczycy przyznali np., że 90% ich dronów pełniło funkcje rozpoznawcze, a tylko 10% uderzeniowe – czyli odwrotnie niż na Ukrainie.
Widać z tego, że zmiany w sposobie działania natowskich sił zbrojnych są zbyt wolne w porównaniu do zmian realizowanych obecnie w armii rosyjskiej. Rinkēvičs słusznie zauważył, że może to być spowodowane małymi postępami Rosji w działaniach lądowych na Ukrainie. W ten sposób można odnieść wrażenie, że reformy rosyjskiej armii są mało skuteczne, co jest jednak słuszne tylko w odniesieniu do ukraińskich sił zbrojnych.
Niestety w odniesieniu do NATO sytuacja jest o wiele gorsza.



