Siły zbrojne

Perspektywy rozwoju stosunków polsko-rosyjskich

Fot. Kremlin.ru
Fot. Kremlin.ru

Sytuacja na Ukrainie i jej konsekwencje, tj. zachodnie sankcje oraz rosyjskie embargo, a następnie afera szpiegowska nad Wisłą praktycznie zdominowały relacje na linii Warszawa-Moskwa. Wszystko wskazuje na to, że pierwsze trzy czynniki mają charakter co najmniej średniookresowy i nic nie wskazuje na szanse ich szybkiej neutralizacji. Łącząc to z faktem braku elementarnej nawet komplementarności interesów strategicznych Polski i Federacji Rosyjskiej czy w dalszej kolejności – ogromnej różnicy potencjałów, nie ma co liczyć na odwilż czy reset. Czas na pragmatyzm, ale nie ten „ekonomiczny”, o jakim nieustannie mówi kremlowska propaganda, lecz pragmatyzm geopolityczny. 

Rosyjskiej aneksji Krymu, wspierania tzw. „separatystów” we Wschodniej Ukrainie, a następnie otwartego włączenia się regularnych sił FR w działania zbrojne na Ukrainie i ich wpływu na stosunki polsko-rosyjskie tłumaczyć nie trzeba. Przez nasze sąsiedztwo z Obwodem Kaliningradzkim, Białorusią i Ukrainą mamy inną perspektywę na wzrost rosyjskiej aktywności politycznej oraz rosyjski dobór środków i metod działania, niż chociażby Czesi, Słowacy, Hiszpanie czy Włosi. Naruszenie integralności terytorialnej niepodległego państwa stoi też w sprzeczności nie tylko z prawem międzynarodowym i wartościami na którymi oparty został cały obecny ład międzynarodowy, ale i z naszymi polskimi doświadczeniami historycznymi. Poza tym członkostwo w Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckim, a przede wszystkim nasze położenie geograficzne w znaczącym stopniu determinują wachlarz możliwości i ograniczeń w zakresie reakcji politycznych.

Strona rosyjska w sposób zrozumiały ma odmienny punkt widzenia. Bezprecedensowe działania propagandowe i manipulacje, stanowiące elementy wojny psychologicznej i informacyjnej, brak przestrzegania jakichkolwiek norm i procedur międzynarodowych w działaniach na Ukrainie, ale i agresywnych działaniach rosyjskich sił zbrojnych w skali globalnej czy wreszcie śmierć tysięcy ludzi po stronie ukraińskiej i rosyjskiej – to nie przyczyna, a rezultat „zachodniej ofensywy” przeciwko Rosji. Moskwa na oficjalnym poziomie dyplomatycznym niezmiennie forsuje tylko jedną motywację i klucz interpretacyjny do swoich działań: obrona mniejszości rosyjskiej i rosyjskojęzycznej, która została wymuszona została przez dążenie Waszyngtonu i Brukseli do naruszenia „stref wpływów” czy też rosyjskiej „bliskiej zagranicy”. Polityka zagraniczna Władimira Putina działa przy tym na równie wyrafinowanej zasadzie jak rosyjski system identyfikacji radiolokacyjnej wyrzutni Buk – „swój-obcy”, tj. albo ktoś akceptuje jedynie słuszną narrację Kremla, albo staje się wrogiem.

Trudno jest się w świetle powyższych faktów doszukać punktów wspólnych z FR w ocenie wydarzeń na Ukrainie i ich skutków w skali globalnej, przy założeniu, że ktoś nie zgodzi się w całej rozciągłości z postulatami forsowanymi przez kremlowskich propagandystów. Warto jednak pamiętać, iż niezależnie od finału wojny na Ukrainie, Polska, podobnie jak i Unia Europejska czy Stany Zjednoczone, będą w taki czy inny sposób zmuszone do współpracy z Rosją – czy będą to kwestie kulturowe, energetyczne, ekonomiczne czy bezpieczeństwa, jak choćby wojna z terroryzmem. To jednak od postawy obecnych, jak i przyszłych władz na Kremlu zależeć będzie dynamika, zakres i jakość owej współpracy. Tak samo Zachód, jak i Polska, niezmiennie deklarują chęć powrotu do status quo z Rosją sprzed aneksji Krymu, jeżeli ta zrezygnuje ze swojej agresywnej polityki. Tak więc drzwi dla współpracy i konstruktywnego dialogu nie zostały w żaden sposób trwale zamknięte.

Rosyjska aktywność związana z Ukrainą nie ogranicza się jedynie do jej terytorium czy do działań jawnych, co oczywiście jest zrozumiałe. Niepokojąca jest jednak skala tego zjawiska, o czym informuje nie tylko kontrwywiad polski, ale również czeski czy niemiecki. Innymi słowy, poprzez działania wywiadowcze i dezinformacyjne kwestia ukraińska staje się problemem nie tylko Europy Środkowo-Wschodniej, ale całego Zachodu, a strona rosyjska jasno pokazuje, że żaden wariant powrotu do scenariuszy zimnowojennych nie jest jej straszny, a wręcz przeciwnie. Nie jest to dobry prognostyk na najbliższe lata dla możliwości jakościowego rozwoju relacji polsko-rosyjskich w „dobrosąsiedzkiej” atmosferze, gdyż trudno zakładać nagłe wyciszenie mechanizmów działalności niejawnej, biorąc pod uwagę wieloletni wysiłek dla ich tworzenia. To bardziej sygnał do wzmacniania swojego potencjału obronnego nie tylko w dziedzinie militarnej, ale i w innych obszarach życia społeczno-politycznego, co będzie praktycznie jedynym gwarantem dla kreacji przez Polskę możliwie stabilnego środowiska dla zrównoważonych relacji z Rosją w długim okresie.

Pokłosiem afery szpiegowskiej w Polsce było wydalenie przez Warszawę czterech pracowników attachatu wojskowego ambasady FR (wszystko wskazuje na to, że byli to oficerowie GRU). Stanowisko Kremla nie było zaskoczeniem – uznano to za „nieprzyjazny i niczym nieuzasadniony krok”. Za niespodziankę nie można też uznać wydalenia z Moskwy adekwatnej liczby pracowników polskiej ambasady (dokładnie trzech pracowników attachatu wojskowego i jednego pracownika sekcji politycznej). Oficjalny powód to „działalność niezgodną z ich statusem”, tj. szpiegostwo. Z tym krokiem polski MSZ z pewnością się liczył. Zwraca jednak uwagę fakt, iż zachowanie strony rosyjskiej nie było do końca standardowe, gdyż sprawa została nagłośniona, czego zwyczajowo się jednak nie praktykuje. Oficjalnie poinformowano o „podjęciu przez stronę rosyjską adekwatnych kroków odwetowych”.

Takie zachowanie strony rosyjskie trudno jest uznać za dobry prognostyk na przyszłość. W połączeniu z mechanizmami rosyjskich „symetrycznych odpowiedzi” na sankcje Zachodu, w których Polska ze zrozumiałych powodów bierze udział czy fakt wprowadzenia embargo na owoce, warzywa, mięso, ryby, mleko i produkty mleczne z państw UE, USA, Australii, Kanady czy Norwegii, pokazuje, że płaszczyzna porozumienia z Rosją nie leży w obszarze gospodarczym. Przynajmniej przez najbliższe miesiące, jeśli nie lata. Poważne uderzenie w polskich producentów, rolnictwo i sadownictwo to tylko jedna z form wywierania presji. Za Witoldem Juraszem podkreślić można, że polityka zagraniczna Polski nie sprowadza się do „eksportu jabłek i buraków”. FR pokazała, że w jej przypadku nie sprowadza się do importu.

Wiele można też odczytać ze słów Władimira Putina skierowanych do nowej ambasador RP w Moskwie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz: „z Polską łączy nas wielowiekowa wspólna historia. Musimy wiele zrobić, aby podnieść nasze stosunki na nowy poziom. Jestem przekonany, że dowolny problem można rozwiązać, kierując się wzajemnym szacunkiem i pragmatyzmem”. Ów pragmatyzm, do którego nieustannie nawołuje od kwietnia br. rosyjski prezydent, sprowadzać się ma przy tym nie tyle do formalnego przyjęcia rosyjskiego punktu widzenia na kryzys ukraiński, ile w pierwszej kolejności do przyjęcia neutralnej formuły relacji „business as usual”. Innymi słowy – nic się nie zmieniło i w najbliższej przyszłości nie zmieni. Jedyną szansą na realną zmianę jakości wzajemnych stosunków Kreml widzi w akceptacji dla działań na Ukrainie (szacunek dla partnera i jego strefy wpływów) oraz pragmatyzmie (korzyści handlowe mają zrekompensować potencjalne osłabienie związków z sojusznikami czy „polityczne wyrzuty sumienia”).

Narzędziem do realizacji takiego celu będzie bez wątpienia dążenie strony rosyjskiej do „ułatwiania” wielu rządom podjęcia takich decyzji, w oparciu o tą „wyważoną” i „zdroworozsądkową” logikę, którą zakwalifikować można równie dobrze do kategorii szantażu. Problemy finansowe, destabilizacja danych sektorów gospodarek czy polityczna, dalsze działania z zakresu wojny informacyjnej i psychologicznej, mające na celu osłabienie pozycji określonych sił politycznych czy pojedynczych, nieprzychylnych autorytetów lub polityków, wspieranie określonych ugrupowań czy pojedynczych ludzi (agentów wpływu), zwłaszcza tych o poglądach antysystemowych, lewicowych czy wolnorynkowych – to tylko jedne z wielu możliwości.

Polskie stanowisko w tych kwestiach sprowadzić można do odpowiedzi ambasador Pełczyńskiej-Nałęcz: „problemy między Zachodem a Rosją – bo to nie są nasze problemy bilateralne – są na tyle głębokie, że ich rozwiązanie wymaga bardzo poważnego, strategicznego dialogu. Dialogu między Zachodem, UE a Rosją. W tym dialogu Polska powinna brać udział i bierze udział. I wnosi wkład w ten proces”. Rozróżnienie pomiędzy Zachodem a Unią Europejską to oczywiście włączenie nie wprost w ten proces USA.

Do tego dochodzi ostatnia wypowiedź ministra Grzegorza Schetyny dla niemieckiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung”: „Mówiąc otwarcie i jasno: chcemy i oczekujemy, że Niemcy bardziej zaangażują się w Europie i na świecie”. Poza tym opowiedział się również zdecydowanie za zwiększeniem roli i aktywności współpracy na linii Warszawa-Berlin-Paryż i dążenia za wszelką cenę do uniknięcia konfliktu pomiędzy FR a NATO, co tym samym otwierać będzie drogę do sprzedaży broni dla Ukrainy, biorąc pod uwagę stanowisko Zachodu wobec konfliktu.

To unikanie bardziej konkretnych i zdecydowanych działań i z jednej strony włączanie Polski w struktury UE i NATO, a z drugiej próby dołączania się do najsilniejszych, zdają się być półśrodkiem. Pokazują solidarność Warszawy z sojusznikami, a jednocześnie minimalizować mają potencjalne reperkusje ze strony Moskwy. Zachowawcza kontynuacja wcześniejszej linii rządu Donalda Tuska i ministra Radosława Sikorskiego w nieustannym oglądaniu się na Niemcy trudno określić inaczej niż minimalizm – tyle samo wygodny, co niebezpieczny w długim okresie. Dla Rosji natomiast służy to za oczywiste potwierdzenie, że polska chęć do aktywności w regionie jest przede wszystkim deklaratywna, bo na własne życzenie uzależniana od Berlina. Każda próba odejścia od tej korzystnej z punktu widzenia Kremla doktryny polityki zagranicznej Warszawy, np. na rzecz priorytetu aktywizacji współpracy w rejonie Morza Bałtyckiego czy bardziej samodzielnych działań na Ukrainie, spotykać się będzie z pewnością ze zdecydowaną reakcją.

Polityka zagraniczna państwa to nie kwestia selektywnej interpretacji faktów, emocji czy wykładni, które są co najwyżej jednymi z instrumentów jej realizacji. Jest ona też wyłączona ze zbiorów pojęciowych, jak „optymistyczny” czy „pesymistyczny”. Jej podstawowymi funkcjami są realizacja własnych celów i zabezpieczenie własnych interesów, a fundamentem realizm. Warto jednak odnotować, że realizm nie w wariancie czeskim czy węgierskim, ani nie w wariancie „wolnorynkowym”. W Rosji nie ma wolnego rynku, więc trudno postulować skupienie się we wzajemnych stosunkach na korzyściach handlowych w imię doktryny ekonomicznej – różnica potencjałów oraz rozbudowane sieci powiązań jawnych i niejawnych stanowiłyby dla Polski zbyt wielkie zagrożenie. Osłabienie spójności UE czy NATO przez Warszawę w sposób, w jaki czynią to obecnie Czechy czy Budapeszt, wymusiłyby konieczność tak samo daleko idących, jak i trudnych do przewidzenia zmian w polskiej strategii, polityce bezpieczeństwa, a zapewne i na scenie politycznej.

Największym wyzwaniem dla Polski w relacjach z Rosją na najbliższe lata będzie uniknięcie dylematu zajączka, który został użyty przez niedźwiedzia jako zamiennik papieru toaletowego i później opowiadał wszystkim, że nawiązał bliską współpracę z najsilniejszym zwierzęciem w lesie. Największym wyzwaniem dla Rosji z kolei, będzie udowadnianie światu, że nie tylko jest rzeczywiście owym „niedźwiedziem”, ale też przekonywanie, że jako „niedźwiedź” ma ochotę nawiązywać bliską współpracę, ale na zasadach „pragmatyzmu i wzajemnego szacunku”.

dr Adam Lelonek

Komentarze (20)

  1. Marcin Be

    Prawda jest taka, że FR nie traktuje nas równorzędnie. Wynika to wielu przyczyn. Co Polska może uczynić. Póki co mamy sojusze polityczne i gospodarcze z USA i UE. Nie eliminuje to jednak zagrożenia i negatywnych wpływów polityki FR w Europie środkowo-wschodniej. Co możemy realnie zrobić by nie ponosić konsekwencji embarga i militarnych kroków ze strony FR wobec sąsiadów. Niestety niewiele. Nie mamy potencjału gospodarczego ani militarnego. Polska polityka wobec Rosji wymaga konkretnego określenia co jest dla nas ważniejsze. Czy mamy możliwość działania wzmacniając wpływy w państwach takich jak Białoruś i Ukraina. Dotychczas niewiele wskazuje by było to możliwe. Białoruś jest całkowicie poddana wpływom FR. Trwa walka o wpływy FR na Ukrainie i RP nie rozgrywa tutaj żadnych interesów geopolitycznych samodzielnie. Działamy tylko i wyłącznie jako UE i NATO. Pasywnie przyglądamy się rozwojowi sytuacji. Kryzys ukraiński ujawnia brak jakiegokolwiek wpływu RP na rozwój sytuacji w regionie. FR natomiast realizuje samodzielnie swoją politykę i ponosi koszty embarga. Dotychczas Ukraina po rządami Janukowycza była traktowana przez FR jako strefa wpływu. Potwierdzają to stosunki gospodarcze, wspólne programy zbrojeniowe i przemysłowe. Zmiana władzy doprowadziła do zerwania tych powiązań i nowego otwarcia. FR działa na granicy wojny by zachować jak najwięcej swoich wpływów kontrolując Krym i przemysłowe rejony Ługańska i Doniecka. Niemniej jednak poza Krymem FR nie jest w stanie przejąć pełnej kontroli nad wschodnią Ukrainą bez otwartego konfliktu zbrojnego. Ukraina nie jest w żadnym sojuszu obronnym i FR wykorzystuje tą możliwość. Dotychczas jednak nie jest w stanie w pełnej skali rozpocząć działań wojennych tak jak to miało miejsce w Gruzji w 2008 roku. Bezpieczeństwo RP zależy więc od tego jakie kroki podejmie FR w najbliższym czasie. FR jest regionalnym mocarstwem atomowym. Ewentualny konflikt zbrojny jest bardziej niekorzystny dla RP. Wojna obronna na jej terenie spowodowałaby straty trudne do oszacowania i naprawienia. Rozsądek nakazuje więc nie pogarszanie stosunków RP z FR. Działania dyplomacji powinny skupiać się na porozumieniu w sprawie nie stosowania agresji, zapewnienia dostaw węglowodorów za pomocą istniejącej infrastruktury zgodnie z zapotrzebowaniem i po cenach rynkowych. RP może działać najskuteczniej tylko na swoim terytorium wzmacniając swój potencjał gospodarczy i obronny w oparciu o sojusze w ramach UE i NATO. Nigdy jednak nie będziemy w stanie równoważyć FR pod względem militarnym samodzielnie. Gospodarczo RP powinna dążyć do jak największej autarkii względem FR. Głównie w dostępie do surowców energetycznych. Powinna nastąpić modernizacja techniczna sił zbrojnych i technologiczna polskiej energetyki. Nie może się to jednak odbywać kosztem rozwoju gospodarczego i dochodów obywateli RP. Tylko rozwój społeczeństwa obywatelskiego w RP, gospodarki i poprawa stopy życiowej jej obywateli umożliwi realizację takiej polityki zagranicznej względem FR. FR-Federacja Rosyjska, RP - Rzeczpospolita Polska

  2. Szerszeń

    Przywoływanie Dugina, jako tego kto formułuje politykę rosyjską, lub pozostaje jakoby "w bliskich stosunkach" z Putinem jest kompletnym nieporozumieniem. Dugin i jemu podobni mogą być co najwyżej użyci przez Kreml do mobilizowania jakiejś części rosyjskiej opinii i ochotników do walki na Ukrainie. Ostatnio ten właśnie Dugin groził Putinowi buntem wewnątrz kraju, jeśli nie zaangażuje Rosji mocniej w toczący się konflikt - tacy to z nich kumple. Śmieszne, że rzekomy europejski ekspert od spraw Rosji, a za takiego podaje się Polska, ma w rzeczywistości tak małe rozeznanie w rosyjskiej polityce wewnętrznej.

    1. zdz

      Kto z kim trzyma na Kremlu i kto kształtuje politykę rosyjską nie jest chyba tak łatwe do ogarnięcia . A tym bardziej dla nas amatorów (przepraszam profesjonalistów na tym forum ) . Wydaje mi się jednak niemożliwe by takie postacie nie chodziły na krótszej lub dłuższej smyczy i nie były wykorzystane do medialnego prowadzenia realnej polityki przez Kreml . Tak jak i niejaki Żyrinowski .

    2. magu

      To czy Dugin pije wódkę z Putinem lub czy Putin słucha Dugina(lub odwrotnie) jest z pkt. widzenia Polski trzecio-czwarto rzędne. Najważniejsze jest to, że Dugin(jego tezy) uosabia i artykułuje ducha i treść planów odbudowy ZSRR2.0 ze wszystkimi dla Europy i Polski konsekwencjami.

  3. Wojmił

    Ja nie widzę szans na przyjaźń Polsko-Rosyjską... ale handlować i współpracować można nawet się nie lubiąc... tylko trzeba wszystko robić bardzo starannie, dokładnie i ostrożnie...

    1. kez87

      Trochę za późno na myślenie teraz o handlu i współpracy.Po tym,jak w sposób "umiarkowany" i "racjonalny" koncertowo skopano u nas politykę ws. Ukrainy (niechybnie znów oskarżenie o Ruskiego szpiona dostanę,ale trudno) to całe lata zajmie normalizacja stosunków.O ile Rosjanie nie uznali,że nie mogą skończyć tego już inaczej jak wojną - wtedy: Panie czuwaj nad naszymi duszami i pozostaje nam się już tylko modlić o to,by nas wszystkich nie wybili jak się zacznie.Bo prawda której nikt znać nie chce jest taka: do obrony kraju w konflikcie niekonwencjonalnym z Rosją (inny rodzaj należy wykluczyć,chyba że Rosjanie znajdą sposób by zneutralizować NATO),to jesteśmy przygotowani gorzej,jak PKW do wyborów... Sił przeciwrakietowych w razie wystrzelenia czegokolwiek przez Rosjan nie ma,schrony dla ludności cywilnej zdemontowane...

  4. Koksu

    No,tak lepiej niech dalej Polska szabelką wymachuje ...W końcu jesteśmy silni dzięki tej Unii,a embarga Rosyjskie oczywiście nic Nam nie robią,przecież rolnicy się nie buntują ;)

    1. rED

      Wolałbyś embarga UE? Mniej by były dotkliwe?

  5. olo

    Ktoś tutaj chyba przecenia Rosję. Raczej mamy problem wyeliminowania przekupnych lobbystów Moskwy na zachodzie a potem to tylko z górki Rosja zaliczy glebę szybciej niż ZSRR. Rosja ma PKB tylko 4 razy większe niż Polska i o bilion mniejsze niż same Niemcy. Wymiana EU z Rosją to tylko 2 % przed sankcjami. Rosja nie ma najmniejszych szans w konfronracji pytanie tylko czy my jako zachód bedziemy potrafili przywalić tego niedźwiadka bo do niedźwiedzia Rosji daleko prosto w czerep.

    1. zdz

      Prosze uprzejmie zauważyć że doprowadzenie Rosji do totalnego upadku finansowego i gospodarczego może skutkować dwojako i kazda z tych mozliwości jest równie prawdopodobna : - Putin zostanie obalony i Rosja wróci do dialogu - Putin wraz z "jastrzębiami" rozpęta wojnę bo nie będzie miał innego wyjścia zapędzony do rogu . Jest to tym bardziej prawdopodobna możliwość jeśli przekroczy próg wydatków na wojsko i zaangażowania społeczeństwa w stosunku do normalnych wydatków socjalnych . Jeśli mobilizacja przekracza pewien procent - nie ma już powrotu - trzeba rozpocząć wojnę .

  6. Koksu

    No,tak lepiej niech dalej Polska szabelką wymachuje ...W końcu jesteśmy silni dzięki tej Unii,a embarga Rosyjskie oczywiście nic Nam nie robią,przecież rolnicy się nie buntują ;)

    1. zdz

      Rzecz w tym by nie wymachiwać szabelką jako Polska na forum międzynarodowym ale robić to wewnątrz Unii i NATO lobbując za zwiększeniem zaangażowania i gwarancji państw związkowych wobec Polski i innych krajów frontowych .

  7. miki

    Wydaje mi się że najlepiej obecnie wyjdziemy na polityce wyważonej medialnie ,aczkolwiek robiąc swoje as usual. Jest takie powiedzenie ruskie skądinąd :) ''tisze jediesz dalsze budiesz''. Widać obecnie że największym wrogiem dla Rosji są USA, od wczoraj dołączyła do nich Litwa. Po Majdanie wszystko wskazywało że tym największym wrogiem możemy stać się my. Nasze zadanie obecnie to rozwijać gospodarkę, dla kacapskich towarów znaleźć inne rynki zbytu, wzmacniać siły zbrojne i pilnować solidarności i jedności w regionie i w całej UE. Mamy ku temu wszystkiemu narzędzia. Rosja natomiast jest na równi pochyłej, zaczęło się odliczanie.......kasy zostało na może 2-3 lata a potem albo padną na pysk albo narobią rabanu a co by nie było trzeba być przygotowanym, jak padną na pysk ktoś tym wielkim terenem będzie musiał zarządzać:)

    1. hej

      napisze tylko zgadzam się z tobą ,mógłbym napisać jota w jotę to samo

    2. kzet69

      Dobry komentarz, zgadzam się, dodam jeszcze konieczność ścisłej naszej współpracy w konflikcie ukraińskim w ramach UE i NATO.

  8. mac

    Możliwości naszej polityki zagranicznej dobrze pokazują sankcje którymi obłożyliśmy Rosję po wydarzeniach na Ukrainie. Rząd wydaje się do tego doszedł, albo ktoś im zasugerował, żeby pomyśleli zanim będą głośniej szczekać, kto mniej zarobi na ich/naszą karmę (=ponosi koszty sankcji).

    1. kzet69

      Możesz wytłumaczyć po jakiego grzyba wrzucasz ten sam tekst 3x???

  9. gosc

    Napisze nie na temat, ale nie ma aktualniejszego tematu. Podobno Ukraina odrzucila propozycje przyjecia od Kanady samolotow F-18 z powodow dlugiego szkolenia i kosztow eksploatacji. Co o tym myslicie? Dobrze gdyby je jednak wzieli?

    1. marek

      moim zdaniem NIE....proces szkolenia, niekompatybilnosc i polityczny pretekst---sprzet NATO na Ukrainie.....gra nie warta swieczki....jak Ukraina nie bedzie pelnoprawnym czlonkiem NATO to Hornety z Tryzubami to strzal w kolano, a i same maszyny z Kanady nie stanowily by istotnego wzmocnienia naszego wschodniego sasiada.....jakie tez mamy gwarancje, ze dostarczony sprzet trafil by we wlasciwe rece .....TAM nie ma regularnej wojny, czesc jednostek przechodzi na druga strone frontu, ktory jako taki nawet nie istnieje..............

    2. kzet69

      A co by z nimi zrobili skoro nie mają do nich pilotów? Przesiadka z MiG-29 i Su-25 na F-18 to lekko licząc 3 lata, dodatkowe koszty koniecznej infrastruktury i eksploatacji też wielokrotnie przekraczają możliwości ukraińskie...

  10. Koksu

    No,tak lepiej niech dalej Polska szabelką wymachuje ...W końcu jesteśmy silni dzięki tej Unii,a embarga Rosyjskie oczywiście nic Nam nie robią,przecież rolnicy się nie buntują ;)

  11. Pytajnik???

    Chyba najgorszy artykuł w DEFENCE24 do tej pory ...

  12. Michał

    Wnioski tej analizy są mętne, jak wody cieśniny Kerczeńskiej. Nie wiadomo, czy autor proponuje drogę Węgier, Czech i Słowacji, ale bez bycia "zajączkiem" do podcierania dla Rosji, czy też woli "aktywność" w stylu Grybauskaite. W regionie, poza Bałtami i Szwecją, nie mamy z kim prowadzić polityki powstrzymywania Rosji, a jak się skończyła nasza indywidualna polityka wschodnia z lata 2005-2007, to wszyscy pamiętamy. Mieliśmy wtedy rację i w tym roku okazało się, że "wyszło na nasze", ale co z tego, skoro w tamtym okresie zostaliśmy dyżurnymi rusofobami i czubkami, z którymi nikt nie chciał poważnie rozmawiać. Teraz trzeba cierpliwie czekać, nie wychylać się i pozwolić Putinowi powiesić się na sznurze, który mu sprzedaliśmy wkręcając UE w konflikt na Ukrainie. Dziś rusofobami zostało pół świata i to jest nasz wielki sukces. Zeman, Orban i im podobni idą pod prąd swojej opinii publicznej i tzw. społeczności międzynarodowej, więc spokojnie poczekamy, aż wylecą z siodła i będziemy robić politykę z ich następcami.

  13. Garry

    Doskonała, wyważona analiza. Pan dr Lelonek bez zbędnych emocji opisał rzeczywistość pozostawiając częściowo otwartymi kwestie dalszej polityki państwa, tym samym nikomu nic nie narzucił, a wręcz pozostawił wolną rękę naszym władzom, wskazując jednocześnie ogólne kierunki dalszego postępowania.

  14. Gość

    W mojej ocenie polityka Polski wobec wydarzeń na Ukrainie jest właściwa i wyważona. Polska może i powinna prowadzić taką politykę, na jaką pozwala jej pozycja międzynarodowa.

  15. ltp

    Ydź Pan do dochtora

  16. mac

    Możliwości naszej polityki zagranicznej dobrze pokazują sankcje którymi obłożyliśmy Rosję po wydarzeniach na Ukrainie. Rząd wydaje się do tego doszedł, albo ktoś im zasugerował, żeby pomyśleli zanim będą głośniej szczekać, kto mniej zarobi na ich/naszą karmę.

  17. mac

    Możliwości naszej polityki zagranicznej dobrze pokazują sankcje którymi obłożyliśmy Rosję po wydarzeniach na Ukrainie. Rząd wydaje się do tego doszedł, albo ktoś im zasugerował, żeby pomyśleli zanim będą głośniej szczekać, kto mniej zarobi na ich/naszą karmę.

  18. marek

    nie bardzo rozumiem, o co chodzi..............o sex czy pieniadze, czy o te 2 belki na prawoslawnym krzyzu. z prostowania historii wyjda nam obrecze, z handlu obie strony doloza do interesu, a w sprawach wojskowych - jest problem.....zielone ludziki nigdy nie beda gadac czysto po polsku, a rosyjskich patriotow szukac w Polsce mozna rownie skutecznie jak pedofili w domu starcow....

  19. zdz

    Jakos mi brakuje wyświetlenia celów Putina i oceny granic do których może się posunąć do ich realizacji . Na tej podstawie dopiero można wyznaczyć strategię własnych działań . Dla mnie dużo powiedział Aleksander Dugin , ideowiec Putina w swoim eseju (dost. w tłum. pol.). Ponadto po dzisiejszych doniesieniach o wypowiedzi Ławrowa wygląda że w stosunkach polsko-rosyjskich oraz zachodnio-rosyjskich czeka nas raczej ciemna noc . I to raczej Rosja generuje ten układ niż odwrotnie . Po pierwsze - konflikt ukraiński to pretekst dla Putina do wskazania Zachodu jako narodowego wroga i stworzenia psychozy zagrożenia . Towarzyszy temu agresywna i wręcz kłamliwa propaganda . Embargo importowe uderza w rynek obywatelski - to powrót do etosu ZSRR - tam żyło się trudniej ale rządziło łatwiej . Zresztą to chyba pasuje społeczeństwu - widać sukces tej polityki w sondażach poparcia dla Putina . Nie ma więc perspektywy resetu chociażby w kontekście polityki wewnętrznej . Po drugie - na arenie międzynarodowej Niedźwiedź nie chce dalej być Misiem , ale mając wciąż mały rozumek swoje znaczenie opiera na brutalności , agresji , kłach i pazurach - ilekolwiek ich ma . Ostatnio obserwujemy ewidentne demonstracje siły - pytanie tylko jak wielkiego faktycznego wysiłku ich to kosztowało . Czas gra na rzecz Rosji - z każdym miesiącem rośnie w siłę militarną , tam chyba co drugi rubel idzie na wojsko ? Agresywnej militarnie postawy nie da się pominąć i nie odnieść się negatywnie w kontekście stosunków międzynarodowych . Co do samego konfliktu ukraińskiego uważam że jego geneza leży w fakcie że na wschodzie kraju była zlokalizowana duża część high-techu militarnego Rosji . Dlatego teraz "Białe Konwoje " przywożą amunicję a wywożą fabryki . Po trzecie - aby być potęgą trzeba osłabiać konkurentów - wyrzucić USA z Europy , rozbić Unię , wyizolować kraje na których specjalnie Rosji zależy . I to się dzieje : prowokacje nad Bałtykiem maja na celu zaszczucie Państw Bałtyckich a specyficzna polityka wobec Niemiec i Francji , największych dostawców technologii militarnych do Rosji oraz zakulisowe acz skuteczne działania względem Węgier , Czech i Słowacji dość skutecznie jak na razie rozbijają jedność UE i NATO . Chociażby tylko z tego powodu nie wolno dopuścić do dowolności układania stosunków z Rosja przez poszczególne kraje UE . A to nie wróży dobrze dla tych stosunków , także polsko-rosyjskich . Pytanie zasadnicze - czy Rosja posunie się do opcji militarnej względem państwa NATO ? Mam nadzieję że nie . Wydaje mi się że kluczem Rosji do Europy będzie postawa Białorusi . Jestem prawie pewien że Putin szykuje to jako rozgrywkę ostateczną . Wtedy sytuacja Litwy , Łotwy i Estonii (w połączeniu z agresywnymi działaniami na Bałtyku - do czego przygotowania widzimy obecnie) stanie sie beznadziejna , podobnie jak i Ukrainy . Może to skłonić te kraje do zwrotu , a to będzie oznaczało poważne zagrożenie dla Polski . I jak tu lubić Rosjan i budować z nimi "przyjazne stosunki "?

  20. buc

    Wyśmienite stosunki z Rosją miało do czasu Powstania Listopadowego Królestwo Polskie, dobre - PRL. Tylko na podobnych warunkach może mieć je również III RP, a na to nie ma i nie będzie zgody Polaków.