Siły zbrojne

Dzień Zwycięstwa na Placu Czerwonym: subiektywny przegląd rosyjskiego arsenału

Fot. kremlin.ru
Fot. kremlin.ru

Zgodnie z tradycją w kolejną rocznicę zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami w Moskwie zorganizowano defiladę wojskową. Wzięło w niej udział ponad 11 000 żołnierzy, około 150 pojazdów i 69 statków powietrznych. 

Zgodnie z rozkazem rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu na cześć bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Moskwie i wybranych rosyjskich miastach oddano salut artyleryjski. Głównym punktem uroczystości była jednak defilada wojskowa na Placu Czerwonym w Moskwie, która jak zwykle rozpoczęła się dokładnie o godz. 10.00 czasu moskiewskiego.

Defiladę prowadził minister Obrony Rosji Siergiej Szojgu. Warto zaznaczyć, że podczas przeglądu pododdziałów lektor wskazując, czym wyróżnili się prezentowani żołnierze mówił o ich przygotowaniu do działań na Dalekiej Północy:

„Zgodnie z planem szkolenia bojowego pododdziały powietrzno - desantowych wojsk po raz pierwszy w historii wykonali masowy desant w warunkach anormalnie niskich temperatur na "Półwyspie Nowosybirskim" i dryfującej, polarnej stacji Borneo”.

To symbol coraz poważniejszego zaangażowania Rosji w Arktyce.

Pojazdy kołowe „Tajfun”

Największe zainteresowanie jak zwykle wzbudził przejazd kolumny pojazdów. Podobnie jak w zeszłym roku tak i teraz defiladę pojazdów rozpoczęła kolumna opancerzonych, wielozadaniowych samochodów terenowych GAZ-2975 Tigr. I tym razem „Tygrysy” były bez kamuflażu z zamontowanymi granatnikami i karabinami maszynowymi (chociaż bez malowanych wcześniej czerwionych gwiazd na masce i bokach). Według opisu lektora są one na wyposażeniu pododdziałów rozpoznawczych chociaż prezentowane pojazdy nie miały żadnych systemów obserwacji technicznej.

W odróżnieniu do defilady z 2013 r. po Tigrach przejechały w szyku rozwiniętym „stare” opancerzone transportery kołowe BTR-80, które nie pasowały do pozostałych – w miarę nowych systemów prezentowanych na Placu Czerwonym. Wytłumaczenie można było usłyszeć w opisie lektora, który wskazał, że należały one do 810 samodzielnej brygady piechoty morskiej Floty Czarnomorskiej:

„W składzie tej brygady służą mieszkańcy Krymu i Sewastopola. Na pojazdach rozwinięto flagi „Republiki Krymu, Floty Czarnomorskiej i miasta bohatera – Sewastopola”.

A więc to właśnie ci ludzie zajęli zbrojnie Krym.

BTR-80 to pojazdy, które w wojskach rosyjskich (choć nie we Flocie Czarnomorskiej) wymienia się na transportery BTR-82A z już nowoczesnymi wieżyczkami uzbrojonymi w armatę 2A72 30mm, w karabin maszynowy 7.62 oraz optoelektroniczny system kierowania ogniem. Ale te wozy w defiladzie jechały dopiero w drugiej kolejności - w kolumnie wystawionej przez wojska lądowe. W pokazie pojazdów kołowych tak naprawdę nowością był tylko przejazd dziesięciu opancerzonych, sześciokołowych samochodów ciężarowych odpornych na ostrzał broni strzeleckiej i wybuchy min o nazwie „Tajfun”. Jest to pierwsza w Moskwie prezentacja tych maszyn, które mają wejść na uzbrojenie dopiero w tym roku.

Pojazdy gąsienicowe – „Chryzantema S” i Tor-M2U

Za Tajfunami na Placu Czerwonym pojawiły się pojazdy gąsienicowe. Tak jak w ubiegłym roku przemarsz zaczęły znane czołgi T-90A (w takiej samej wersji jak w 2013 r.), a po nich prezentowane po raz pierwszy (nie było ich w 2013 r.), wielozadaniowe samobieżne systemy rakietowe „Chryzantema-S” (9K123/9М123) przeznaczone do zwalczania czołgów, niewielkich jednostek nawodnych oraz niskolecących celów powietrznych. Ich uzbrojeniem jest 15 kierowanych pocisków rakietowych 9М123/9М123-2 o zasięgu do 6000 m. Są one na uzbrojeniu rosyjskiej armii od listopada 2012 r.

Artylerię lufową reprezentowały jedynie haubice samobieżne 152 mm MSTA-S, które lektor scharakteryzował identycznie jak w 2013 roku:

„Pozwalają efektywnie niszczyć obiekty i siłę żywą przeciwnika”.

Co ciekawe defilował ten sam pododdział jak w ubiegłym roku – dowodzony przez majora Nikołaja Wasiliewa.

Później nastąpiła już zmiana. W 2013 r. za MSTA-S paradowała kolumna pojazdów artylerii przeciwlotniczej z zestawami rakietowymi średniego zasięgu 9K37M2/9K317 Buk-M2, później wyrzutnie rakiet S-400M i kołowe, przeciwlotnicze zestawy rakietowo – artyleryjskie Pancir-S1. Teraz za haubicami MSTA-S przejechała bateria mobilnych, taktycznych wyrzutni rakiet balistycznych Iskander-M, jakby Rosjanie chcieli wyraźnie pokazać, że należą one do artylerii, a nie są częścią wojsk strategicznych.

Później przejechały pododdziały reprezentujące wojska przeciwlotnicze. Po raz pierwszy w kolumnie pojawił się samobieżny, rakietowy zestaw przeciwlotniczy Tor-M2U. Sam system Tor (o zasięgu 12 km) wprowadzono na uzbrojenie w 1986 r., ale w tym roku zaprezentowano już jego nową wersję m.in. z nowym radarem obserwacji wstępnej. Za zestawami Tor jechały już prezentowane wcześniej systemy Buk-M2, kołowe zestawy przeciwlotnicze Pancir-S1, a później wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-400.

Kolumnę pojazdów podobnie jak rok wcześniej zamknęła defilada trzech wyrzutni rakiet balistycznych Topol-M.

Parada lotnicza – Mi-35

Później rozpoczęła się parada lotnicza, w której wzięło udział 69 statków powietrznych a więc o jeden więcej niż w 2013 r. Tradycyjnie paradę zaczęło pięć transportowych śmigłowców: 1 Mi-26 i 4 Mi-8. Później przeleciało 5 bojowych śmigłowców Mi-28 cztery Ka-52 oraz 4 Mi-35 (wcześniej nie były one prezentowane).

Dalej zgodnie z tradycją paradował jeden samolot transportowy An-22 Antei, jeden An-124 Rusłan, jeden samolot wczesnego ostrzegania radiolokacyjnego A-50 oraz lecące w ciasnym szyku (odległości ok. 200 m) trzy samoloty transportowe Ił-76. Za nimi leciały jak zawsze 4 samoloty myśliwskie MiG-29, chociaż tym razem lektor wyraźnie zaznaczył, ze chodzi o wersję SMT. Dalej były prezentowane cztery „ciężkie, przechwytujące myśliwce” MiG 31, cztery bombowce taktyczne Su-24M oraz cztery myśliwce bombardujące Su-34.

Ciężkie lotnictwo bojowe poprzedzał jak zwykle pokaz tankowania w powietrzu: samolotu Ił-78 i bombowca ponaddźwiękowego Tu-160, później przeleciały trzy stare, turbośmigłowe bombowce strategiczne Tu-95 i trzy nowsze, odrzutowe bombowce ze zmienną geometrią skrzydeł Tu-22M3.

Dalej tradycyjnie nastąpił przelot szyku 10 samolotów Su-34, Su-27 i Mig-29, „nowa” formacja „klin” utworzona przez 5 samolotów Su-25, a całą defiladę zakończył przelot sześciu samolotów Su-25MP, które ciągnęły za sobą smugi dymu w kolorach flagi rosyjskiej.

Co się zmieniło w samej defiladzie?

„Widoczną” nowością w odniesieniu do większości poprzednich defilad była obecność w paradzie żołnierzy w mundurach polowych i hełmach. Najbardziej „bojowo” wyglądał pododdział 16 brygady specjalnego przeznaczenia w oporządzeniu, które według lektora nie mają swoich odpowiedników na świecie. Tego rewolucyjnego oporządzenia jednak tak naprawdę nie było widać, natomiast wszyscy komandosi nieśli karabiny snajperskie, ale oceniając kolbę - jedyny dobrze widoczny element tej broni - to tym uzbrojeniem nie ma się co chwalić.

Podobnie ubrana była również kolumna desantowców z 217 spadochronowo- desantowego pułku. Oni też byli ubrani w mundury polowe, mieli na sobie kamizelki taktyczne, ale w zestawie od dawana wykorzystywanym na zachodzie oraz byli uzbrojeni w jedną z wersji Kałasznikowa.

W tym wszystkim tak naprawdę nowością był sam klimat parady. W Moskwie Putin nie wspomniał o wydarzeniach na Krymie, ale zewnętrzni obserwatorzy wszędzie widzieli efekty tego, co Rosjanie zrobili i robią na Ukrainie. Nawet pokazanie przez telewizję RT małego chłopca ubranego w czapkę marynarską z napisem „Odessa” musiało zostać odebrane z podtekstem politycznym, a nie z uśmiechem jaki się pojawia na widok dziecka.

Defilada nie wzbudzała w tym roku ciekawości, ale przede wszystkim grozę. I nie chodzi to u odstraszanie, czyli coś do czego powinna służyć armia w demokratycznych państwach, ale o obawę całego regionu przed rosyjską agresją. Armia FR jest teraz bowiem odbierana jako siła gotowa do napaści – i to bez jakiegoś konkretnego powodu. Na szczęście poza Moskwą sytuacja w siłach zbrojnych Rosji już nie jest taka piękna.

Widać to było po przemarszu na Placu Czerwonym liniowych, a nie pokazowych pojazdów BTR-80 Floty Czarnomorskiej oraz w defiladzie zorganizowanej dla prezydenta Rosji w Sewastopolu. W tym przypadku to bowiem Władimir Putin defilował przed ustawionymi w linii, na kotwicach i cumach dwunastoma starymi, ale za to wielkimi okrętami.

Nie zmienia to jednak faktu, że Rosja zawsze jest groźbą dla całego świata. Z tym, że by to pokazać nie trzeba tresować 11000 żołnierzy by przemaszerowali przed kamerami, ale puścić pieszo po Placu Czerwonym jedynie prezydenta Putina, za to niosącego teczkę z kodami atomowymi.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.