Reklama
  • WIADOMOŚCI

Mało prawdopodobne, by amerykańska broń jądrowa trafiła do Polski [WYWIAD]

Donald Trump
Donald Trump
Autor. The White House / flickr

Rozmowa z Johnem Erathem, starszym dyrektorem ds. polityki w Center for Arms Control and Non-Proliferation, który wcześniej pracował w amerykańskiej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie odpowiadał za sprawy europejskie.

Zanim przejdziemy do ustaleń NATO w zakresie współdzielenia broni jądrowej (nuclear sharing), w ramach których Stany Zjednoczone rozmieszczają taktyczną broń jądrową na terytorium wybranych sojuszników z NATO nieposiadających własnej broni jądrowej, chciałbym zacząć od szerszego pytania. Czy mógłby Pan nakreślić obecną amerykańską strategię jądrową, koncentrując się na rywalizacji z mocarstwami światowymi, w tym z Chinami?

Według dostępnych ocen Pekin w ostatnich latach znacznie przyspieszył rozbudowę swojego arsenału jądrowego. W swoim raporcie z 2022 roku na temat zdolności wojskowych Chin Pentagon szacował, że chińskie zapasy przekroczyły 400 głowic jądrowych; zaledwie rok później Departament Obrony przewidywał, że arsenał ten może przekroczyć 1000 głowic do 2030 roku.

Amerykańska strategia jądrowa nie zmieniła się znacząco od okresu bezpośrednio po zimnej wojnie. Oficjalnie amerykańska broń jądrowa istnieje w celach obronnych i odstraszających. Innymi słowy, są to bronie, co do których decydenci mają nadzieję, że nigdy nie zostaną użyte.

Mimo to strategia ta nieco ewoluuje ze względu na trwającą rozbudowę potencjału jądrowego Chin. Chiny rozszerzają swój arsenał jądrowy w szybkim tempie, co wywołało zaniepokojenie w Waszyngtonie. Istnieją poważne pytania, czy obecny amerykański inwentarz jądrowy jest wystarczający, aby odstraszyć jednocześnie Rosję i Chiny.

Osobiście uważam, że istniejący arsenał jest bardziej niż odpowiedni. Potrzeba stosunkowo niewielu głowic jądrowych, aby zadać nieakceptowalne straty przeciwnikowi, co stanowi istotę odstraszania. Jednak obecna debata w Waszyngtonie koncentruje się na tym, czy Stany Zjednoczone powinny rozszerzyć lub rozmieścić dodatkowe siły jądrowe w odpowiedzi na wzrost potęgi Chin.

Wyzwanie polega na tym, że Chiny pozostają bardzo skryte co do swoich zamiarów. Nie wiemy, jak duży arsenał ostatecznie chcą zbudować, czy dążą do parytetu ze Stanami Zjednoczonymi i Rosją, czy do jakiegoś innego poziomu zdolności. Ta niepewność naturalnie rodzi niepokój.

A co z taktyczną bronią jądrową rozmieszczoną w Europie? Jaką rolę odgrywa ona dziś w amerykańskiej strategii? Szacuje się, że Stany Zjednoczone utrzymują obecnie około 100 taktycznych bomb jądrowych w sześciu bazach wojskowych w pięciu państwach członkowskich NATO: Belgii, Niemczech, Włoszech, Holandii i Turcji.

Dzisiaj mają one znikomą rolę militarną, jeśli w ogóle jakąkolwiek. Ich główna funkcja jest polityczna. Symbolizują solidarność sojuszu i demonstrują zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę sojuszników z NATO, w tym poprzez pełne spektrum zdolności wojskowych i zgodnie ze zobowiązaniami wynikającymi z artykułu 5.

Jak scharakteryzowałby Pan podejście administracji Trumpa do broni jądrowej? Czy istnieją jakieś znaczące różnice w porównaniu z poprzednimi administracjami pod względem modernizacji, kontroli zbrojeń lub ogólnej polityki?

To ciekawe pytanie, ponieważ retoryka prezydenta Trumpa dotycząca broni jądrowej często podkreślała, że jest jej na świecie za dużo i że jej liczba powinna zostać zredukowana.

Jednocześnie administracja konsekwentnie popierała zwiększone wydatki na siły jądrowe, ciągłą modernizację i większy udział budżetu obronnego przeznaczanego na zdolności jądrowe. W tym sensie przekaz jest nieco niejednoznaczny.

Czy podejście to było inne za prezydentów Obamy (2009 – 2017) i Bidena (2021 – 2025)?

Zarówno Obama, jak i Biden wspierali program unowocześnienia. Amerykańskie siły jądrowe nie przeszły poważnej modernizacji od czasów zimnej wojny i pojawiły się obawy dotyczące starzenia się niektórych systemów, a także kwestii związanych z bezpieczeństwem i niezawodnością. W rezultacie wysiłek modernizacyjny został szeroko zaakceptowany przez kolejne administracje.

Prezydent Obama wygłosił w 2009 roku słynne przemówienie w Pradze, deklarując, że Stany Zjednoczone są gotowe dawać przykład w dążeniu do świata wolnego od zagrożenia bronią jądrową. Dwa lata później, w 2011 roku, podpisał z Rosją traktat New START. Jednak relatywnie niewiele zrobiono, aby zrealizować tę szerszą wizję.

Wspomniał Pan, że amerykańska taktyczna broń jądrowa jest przede wszystkim instrumentem politycznym. Czy mógłby Pan rozwinąć tę myśl w kontekście natowskich ustaleń dotyczących współdzielenia broni jądrowej? Czy ta broń posiada dziś jakąkolwiek wartość strategiczną?

Taktyczna broń jądrowa jest w dużej mierze dziedzictwem zimnej wojny. W tamtym czasie planiści wojskowi zakładali, że każdy większy konflikt w Europie będzie wiązał się z użyciem broni jądrowej. Dlatego też istniała rozbudowana doktryna regulująca jej użycie przeciwko celom o wysokiej wartości, sieciom transportowym, centrom dowodzenia i podobnym obiektom.

Dziś jednak konwencjonalne zdolności wojskowe mogą wykonywać wiele z tych zadań znacznie skuteczniej. Broń precyzyjna i konwencjonalne zdolności uderzeniowe dalekiego zasięgu znacząco obniżyły przydatność militarną taktycznej broni jądrowej.

Co więcej, współczesna doktryna jądrowa coraz bardziej kładzie nacisk na odstraszanie, a nie na prowadzenie wojny. W tych ramach systemy strategiczne, takie jak okręty podwodne z pociskami balistycznymi czy bombowce dalekiego zasięgu, zapewniają znacznie bardziej wiarygodny środek odstraszania niż bomby jądrowe krótkiego zasięgu przenoszone przez samoloty taktyczne.

Jeśli mają one ograniczoną wartość militarną, dlaczego wciąż są rozmieszczone w Europie?

Ponieważ służą jako symbol zaangażowania USA w NATO. Poparcie dla tej broni pozostaje stosunkowo silne wśród wielu sojuszników z NATO.

Osobiście uważam, że gdyby nie ciągłe wsparcie ze strony sojuszników z NATO, którzy postrzegają ją jako ważny symbol polityczny, Stany Zjednoczone prawdopodobnie wycofałyby całą swoją taktyczną broń jądrową już dawno temu.

Biorąc pod uwagę obecne napięcia w stosunkach transatlantyckich, czy mogłoby się to zmienić w niedalekiej przyszłości?

Trudno przewidzieć, co administracja Trumpa może zrobić z dnia na dzień. Wahałbym się przewidywać tak znaczący jednostronny ruch, ale jednocześnie ta administracja już nie raz zaskakiwała obserwatorów.

Polska wielokrotnie wyrażała zainteresowanie przystąpieniem do natowskich mechanizmów w zakresie współdzielenia broni jądrowej i pozyskuje samoloty F-35. Czy Polska ma realne szanse na włączenie się do tego programu?

To trudne pytanie, ale też ważne.

Moja szczera ocena jest taka, że współdzielenie broni jądrowej służy celom politycznym, a nie militarnym. Z tej perspektywy nie ma oczywistego powodu politycznego, dla którego Polska miałaby być wykluczona. Jednocześnie nie widzę żadnej istotnej wartości militarnej w udziale Polski, także w szerszym aspekcie współdzielenia broni jądrowej.

Gdybym doradzał Polsce czysto z wojskowego punktu widzenia, prawdopodobnie sugerowałbym uniknięcie tych kosztów. Niemniej jednak w pełni rozumiem, dlaczego Polska chciałaby uczestniczyć w tym programie, jeśli ustalenia te nadal będą istniały.

Z polskiej perspektywy udział wzmocniłby amerykańską obecność wojskową w regionie. Czy po stronie amerykańskiej istnieje jakakolwiek gotowość do wsparcia takiego ruchu?

W Waszyngtonie nie ma dużego zrozumienia dla polskiego punktu widzenia w tej kwestii.

Zasadą przewodnią obecnej administracji jest „Ameryka przede wszystkim”. Decyzje coraz częściej oceniane są przez pryzmat bezpośrednich interesów Stanów Zjednoczonych i wewnętrznych rozważań politycznych. W rezultacie nie uważam, aby w tej chwili poświęcano szczególną uwagę polskim obawom.

Z jakimi przeszkodami politycznymi lub instytucjonalnymi musiałaby się zmierzyć Polska, przystępując do programu?

Każda taka decyzja wymagałaby zatwierdzenia w ramach Grupy Planowania Jądrowego NATO (NPG), która jest jednym z kluczowych organów politycznych sojuszu.

Wyjaśnię, że od momentu powstania w 1966 roku Grupa Planowania Jądrowego (NPG) funkcjonuje jako główny organ NATO ds. konsultacji i decyzji dotyczących odstraszania jądrowego, zajmujący się takimi sprawami jak polityka, doktryna, planowanie, postawa sił, zdolności i ćwiczenia.

Spodziewałbym się oporu ze strony niektórych europejskich sojuszników. Wiele rządów nie chce stwarzać wrażenia, że broń jądrowa rozprzestrzenia się dalej na wschód Europy, a niektóre nadal obawiają się prowokowania Rosji.

Mimo ostatnich wydarzeń, wciąż istnieją rządy, które preferują ostrożne podejście wobec Moskwy. Państwa te prawdopodobnie sprzeciwiłyby się każdej inicjatywie, którą można by zinterpretować jako rozszerzenie natowskiego śladu jądrowego.

Ostatnie doniesienia medialne, w tym artykuł w „Financial Times”, sugerowały, że Stany Zjednoczone mogą rozważać rozszerzenie rozmieszczenia elementów związanych z bronią jądrową w Europie, być może z uwzględnieniem Polski. Jak wiarygodne są te doniesienia?

Artykuł, który czytałem, odnosił się nie do samej broni jądrowej, ale raczej do samolotów zdolnych do jej przenoszenia. To bardzo ważne rozróżnienie.

Dyskusja dotyczyła prawdopodobnie zaawansowanych samolotów, takich jak F-35. Rozmieszczenie takich samolotów w odpowiedzi na rosyjską agresję byłoby rozsądnym krokiem, ponieważ ich główną misją jest prowadzenie działań konwencjonalnych, a nie operacje jądrowe.

Dlatego interpretowałbym takie rozmieszczenie przede wszystkim jako wysunięte pozycjonowanie wysoce zdolnych konwencjonalnych zasobów wojskowych.

Niektóre doniesienia sugerują, że amerykańscy urzędnicy faktycznie są skłonni rozważyć rozmieszczenie samolotów zdolnych do przenoszenia broni jądrowej poza sześcioma obecnymi krajami współdzielącymi broń jądrową. Jaki przekaz chciałby wysłać Waszyngton?

Celem byłoby zapewnienie bezpieczeństwa. Stany Zjednoczone chcą zasygnalizować swoim sojusznikom, że pozostają zaangażowane w bezpieczeństwo Europy i nie odwracają swojej uwagi od regionu pomimo rozwoju wydarzeń w innych miejscach, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie.

Patrząc w perspektywie pięciu do dziesięciu lat, czy myśli Pan, że możemy zobaczyć F-35, a nawet broń jądrową, rozmieszczoną w Polsce lub krajach bałtyckich?

Gdybym miał przewidywać, powiedziałbym, że rozmieszczenie samolotów jest z pewnością możliwe. Rozmieszczenie broni jądrowej jest znacznie mniej prawdopodobne.

Gdyby Stany Zjednoczone kiedykolwiek poważnie rozważały użycie broni jądrowej w konflikcie europejskim – czego szczerze mam nadzieję, że nigdy się nie wydarzy – dostępne są znacznie skuteczniejsze systemy przenoszenia niż taktyczne bomby jądrowe bazujące na wysuniętych pozycjach. Okręty podwodne z pociskami balistycznymi i strategiczne bombowce dalekiego zasięgu zapewniają znacznie większą elastyczność działania.

Z tego powodu uważam, że rozmieszczenie samolotów jest możliwe, podczas gdy rozmieszczenie broni jądrowej pozostaje mało prawdopodobne.

Zobacz również

Reklama

Najnowsze wiadomości

Wojna na Ukrainie

Najważniejsze analizy