Geopolityka

Niemieckie Tornado opuszczają Turcję

Fot. Bundeswehr / Flickr.com
Fot. Bundeswehr / Flickr.com

To już pewne - z końcem czerwca br. Bundeswehra rozpoczyna wycofywanie swoich sił z Turcji. W wyniku decyzji podjętej przez gabinet Angeli Merkel niemieckie samoloty będą prowadziły działania z jordańskiej bazy Al-Asrak. Zakończenie procesu przerzutu planowane jest na początku października tego roku. 

Na początku tego miesiąca do nowej bazy udała się jednostka, zadaniem której było sprawdzenie warunków na miejscu i podjęcie pierwszych kroków przygotowawczych. Jako pierwszy z Turcji będzie relokowany samolot do tankowania w powietrzu. Według planów ministerstwa obrony, będzie on mógł wrócić do czynnej służby w celu wsparcia lotnictwa koalicji już w połowie lipca. Przeniesienie maszyn Tornado służących do działań rozpoznawczych planowane jest w sierpniu i wrześniu tak, aby Bundeswehra mogła wznowić swoje operacje w regionie na początku października. Tak długi czas jest związany z koniecznością przeprowadzenia działań związanych z demontażem i ponowną instalacją infrastruktury niezbędnej do przetwarzania danych ze zdjęć wykonywanych podczas lotów zwiadowczych. 

W środę Bundestag podjął decyzję w sprawie przeniesienia niemieckich wojsk z Turcji do bazy w Jordanii. Decyzja parlamentarzystów ma znaczenie symboliczne, bowiem mandat, jaki posiada rząd w ramach zgody na prowadzenie działań przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu, pozwala mu na samodzielną dezycję o zmianie lokalizacji niemieckich wojsk. Głosowanie wiąże się jednak z wydarzeniem, które przesądziło o decyzji o przeniesieniu niemieckich sił do Jordanii. Chodzi o niewpuszczenie na teren bazy deputowanych Bundestagu, którzy chcieli się spotkać z nimieckimi żołnierzami. Bundeswehra jest określanej jako "armia parlamentarna", bowiem to właśnie Bundestag podejmuje decyzje w kwestiach związanych z operacjami prowadzonymi przez wojsko.

W Turcji pozostanie wciąż 20 - 30 żołnierzy, którzy stacjonują w Konji w ramach misji rozpoznawczej NATO prowadzonej za pomocą samolotów AWACS. Decyzja o przeniesieniu żołnierzy do Jordanii jest kolejną odsłoną pogarszających się relacji niemiecko - tureckich, których elementem stały się wojska Bundeswehry stacjonujące w Incirlik. 

Już w styczniu tego roku Spiegel Online, powołując się na raport niemieckiej ambasady w Ankarze, poinformował, że podczas noworocznego przyjęcia tureckich sił zbrojnych generał brygady Duman, odpowiedzialny w tureckim sztabie generalnym za kontakty międzynarodowe, stwierdził, że niemieckie plany inwestycyjne dla bazy w Incirlik będą mogły być zrealizowane pod warunkiem, że zdjęcia rozpoznawcze wykonane przez samoloty Bundeswehry będą przekazywane bezpośrednio Turcji. Te roszczenie zostało powtórzone przez Bo Arslana, doradcę do spraw zagranicznych prezydenta Recepa Tayypa Erdoğana, w rozmowie z niemieckim ambasadorem Martinem Erdmannem.

Turcja argumentowała, że pełne dane pomogłyby jej w skuteczniejszej walce z Państwem Islamskim w Iraku i Syrii. Istnieje jednak wysokie prawdopodobieństwo, że udostępnione informacje zostałby wykorzystane także w zwalczaniu sił kurdyjskich. Nie jest także wykluczone, że zdjęcia byłyby przekazywane Rosji. Dlatego Niemcy udostępniają Ankarze niepełne informacje. Ministerstwo Obrony Narodowej Niemiec wykluczyło możliwość przekazania Turcji pełnego dostępu do zdjęć rozpoznawczych wykonywanych przez Tornado nad terytorium Iraku i Syrii. W odpowiedzi Turcja zagroziła brakiem zgody na niemieckie inwestycje w bazie w Incirlik.

Ursula von der Leyen, szefowa niemieckiego resortu obrony, oświadczyła, że przeniesienie żołnierzy do Jordanii spowoduje kilkumiesięczną przerwę w działaniach Bundeswehry przeciw IS. "Konieczna będzie przerwa (w udziale niemieckich żołnierzy w operacji przeciwko Państwu Islamskiemu). Najgorsze jest to, że obu zdolności, jakimi dysponuje Bundeswehra - tankowania w powietrzu i rozpoznania prowadzonego przez samoloty Tornado - brak jest w NATO i są one bardzo potrzebne" - powiedziała von der Leyen w wywiadzie dla telewizji ZDF.

Czytaj także: Turcja: twarda gra mimo politycznego rozchwiania [WYWIAD]

Komentarze