Geopolityka

Rosja wzmacnia wojska blisko Ukrainy. „Świąteczna ofensywa” czy demonstracja siły? [ANALIZA]

Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

Od początku 2021 roku Ukraina alarmuje w kwestii wzrastającej aktywności i obecności rosyjskich wojsk na Krymie i kontrolowanej przez promoskiewskich tzw. "separatystów" wschodniej Ukrainy. W ostatnich dniach ruchy rosyjskich wojsk i natężenie ataków na linii rozgraniczenia znacznie się nasiliły. Powstaje pytanie, czy jest to „prężenie muskułów” wobec administracji Bidena lub przed kolejną turą rozmów pokojowych, czy też zbliża się kolejna eskalacja konfliktu lub otwarcie go na nowym froncie?

Od kilku miesięcy nasilały się sygnały o rosnącej aktywności separatystów w Doniecku i Ługańsku. Zwiększyła się również liczba incydentów i ofiar. Kijów mówi o 22 zabitych żołnierzach i niemal 60 rannych w wyniku ostrzału ze strony tzw. "separatystów" i działających tam nieoznakowanych żołnierzy od początku roku. To oznacza eskalację, bo w całym okresie od zawieszenia broni z lipca 2020 roku było 26 ofiar śmiertelnych. Zdaniem ukraińskich służb wywiadowczych siły tzw. "separatystów" nie tylko są intensywnie szkolone i wyposażane w nowy sprzęt, ale też zostały wzmocnione przez rosyjskich snajperów i grupy rozpoznawcze.

Pracowity okres w Donbasie i na Krymie

30 marca Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, gen.  Rusłan Chomczak poinformował, że od początku 2021 roku Federacja Rosyjska przetransportowała na tereny Ukrainy zajmowane przez separatystów 19 tys. ton paliwa, 335 ton amunicji, 35 pojazdów wojskowych, 3 czołgi oraz znaczną liczbę wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet i specjalistycznego sprzętu oraz uzbrojenia.

Informacje pochodzące z obszarów tak zwanych "republik": donieckiej i ługańskiej zbiegają się w czasie ze znacznymi przemieszczeniami sprzętu i ludzi w przylegających obszarach rosyjskiego obwodu rostowskiego, ale też w Kraju Krasnodarskim, który Mostem Kerczeńskim łączy się z Krymem. Na tym moście np. 29 marca sfotografowano pociąg przewożący liczne pojazdy wojskowe, w tym samobieżne haubice 2S19 Msta-S oraz bojowe wozy piechoty typu BMP-2 i BMP-3.

W tym samym okresie w Krasnodarze i na Krymie zaobserwowano kolumny pojazdów pancernych, a w Rostowie nad Donem, głównym węźle komunikacji z Donbasiem, transport kolejowy przewożący m. in. transportery BTR-82A z zamalowanymi oznaczeniami przynależności i numerami taktycznymi. To praktyka obserwowana w ostatnich dniach w przypadku wielu pojazdów bojowych transportowanych w tym rejonie. Na północny wschód od Sewastopola sfotografowano 1 kwietnia dużą kolumnę rosyjskich, wojskowych cystern z paliwem. Prawdopodobnie jedną z wielu. Wszystko to łącznie wskazuje na znaczną koncentrację wojsk, ale też zapasów amunicji i paliwa, niezbędnych podczas działań operacyjnych.

Również w powietrzu sporo działo się w ostatnich dniach marca. W obwodzie rostowskim, w odległości kilkudziesięciu kilometrów do siebie nagrane zostały przez przypadkowe osoby dwie formacje śmigłowców lecących na zachód. W rejonie Morozowska, na północy obwodu rostowskiego była to grupa 16 śmigłowców Mi-8, natomiast na południu, w pobliżu lotniska Salsk, pojawiła się formacja złożona z co najmniej 4 śmigłowców uderzeniowych Mi-28N i podobnej liczby Ka-52. Najprawdopodobniej należą one do 55. Samodzielnego Pułku Śmigłowców stacjonującego w pobliskim Kraju Krasnodarskim. Jednostka uzbrojona jest w około 50 maszyn, z których ¾ to śmigłowce uderzeniowe Mi-28N, Ka-52 i szturmowe Mi-35M.

"Wisienką" na tym militarnym "torcie" jest przemieszczenie na Krym 56. Samodzielnej Gwardyjskiej Brygady Powietrznodesantowej, której pododdział brały już udział w walkach w Donbasie w 2014 roku. Obecnie, jak wynika z oficjalnych informacji rosyjskiego ministerstwa obrony, będzie ona na Krymie przekształcana w 56. Pułk Powietrznodesantowy wchodzący w skład słynnej 76. Gwardyjskiej Dywizji Desantowo-Szturmowej z Pskowa. Lokalizacja jest dość osobliwa, ale uzasadnia np. transport w ostatnich dniach sprzętu tej jednostki, w tym znacznej liczby przeciwlotniczych systemów rakietowych Tor-M1.

Rosyjska narracja. Planowana prowokacja czy nieplanowany pokaz siły?

Są to jedynie niektóre, lepiej udokumentowane zdarzenia z ostatnich dni marca, ale faktycznie aktywność transportowa w zakresie sprzętu ciężkiego jest wyjątkowa. Oczywiście Rosjanie bagatelizują sprawę. 29 marca rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że - „Federacja Rosyjska podejmuje konieczne środki, by zagwarantować bezpieczeństwo swoich granic”. Często też pojawiają się sugestie, że jest to element ćwiczeń, które w marcu odbywały się na obszarze niemal całego Południowego Okręgu Wojskowego, rzecz jasna, ze szczególnym uwzględnieniem obszarów graniczących z Ukrainą i Krymu.

Należy jednak zauważyć, że aktywna faza ćwiczeń zakończyła się 25 marca i gdyby kwestie te były powiązane, to sprzęt powinien przemieszczać się na wschód, a nie na zachód. Mało prawdopodobna jest też alternatywna narracja, wiążąca te ogromne transfery sprzętu z odbywającym się zwykle w kwietniu sprawdzeniem gotowości operacyjnej jednostek Południowego Okręgu Wojskowego. Tego typu działania mają po pierwsze znacznie mniejszą skalę, a po drugie nie wiązały się dotąd z usuwaniem z pojazdów wojskowych oznaczeń przynależności i transportowaniem ich dziesiątki, jeśli nie setki kilometrów koleją.

Reklama
Reklama

W kwestii kolei pojawia się również inna ciekawa koincydencja. Otóż w tym samym czasie rosyjski dziennik „Kommiersant” informuje, że pojawiły się problemy z dostawami maszyn rolniczych, niezbędnych w rozpoczynającym się okresie wiosennych prac polowych. Producenci tych maszyn zgłosili nawet skargę do Ministerstwa Transportu twierdząc, że może to uniemożliwić prace rolnikom. Jak odkrył rosyjski dziennik przyczyną jest to, że znaczna ilość ciężkich platform kolejowych została zarekwirowana do zadań zleconych przez ministerstwo obrony Federacji Rosyjskiej. Nie były to transporty wcześniej zaplanowane, gdyż te dotyczą przede wszystkim przygotowywanych na przełom sierpnia i września ćwiczenia rosyjsko-białoruskie.

Na te doniesienia nakładają się rozpowszechniane przez służby propagandowe i media tak zwanej republiki donieckiej doniesienia dotyczące planowanej jakoby przez Ukrainę ofensywy na wschodzie. Dowodem na to jest rozpowszechniane nagranie pociągów z opisem „ukraińskie czołgi jadą na wschód” wraz z informacją, że wiózł on czołgi T-72 i T-64 7 marca 2021 roku, co zostało odnotowane przez OBWE jako naruszenie zawieszenia broni. W raporcie misji OBWE faktycznie wymieniono 11 ukraińskich czołgów na stacji poza strefą zawieszenia broni, ale w paragrafie o sprzęcie wycofywanym z regionu. Doniecka propaganda przypisała też stronie ukraińskiej 3 działa samobieżne które OBWE wykryło w obwodzie ługańskim, ale po stronie tzw. "separatystów".

Jest to elementem szerszej narracji rosyjskiej, mówiącej o koncentracji wojsk ukraińskich i planowanej jakoby ofensywie. Były dowódca sił donieckich rebeliantów Igor Girkin ogłosił nową datę tej operacji na 15-20 kwietnia, o ile przyjdzie susza i uczyni błota nieco bardziej przejezdnymi. Girkin, rosyjski oficer występujący w Donbasie pod pseudonimem Striełkow, twierdzi też, że wie w jakiej części frontu będzie przeprowadzona ta operacja. Oświadczył również, że ofensywa związana jest ze zmianą prezydenta w USA.

Rosyjski ekspert wojskowy Aleksiej Leonkow przekonuje natomiast, że Ukraina przygotowała do tej operacji 19 tys. żołnierzy, których przez 5 lat szkolili zachodni instruktorzy w taktyce NATO. „Jeśli Federacja Rosyjska zainterweniuje w konflikcie w Donbasie, zwróci terytoria Donbasu, które znajdują się pod rządami faszystów. Jest mało prawdopodobne, aby NATO odważyło się stawić czoła rosyjskiej armii” – grzmi ten sam ekspert, rysując wizję potęgi Moskwy wspartej argumentem broni jądrowej. Co istotne, zarówno Lenokow jak i Girkin/Striełkow cytowani są przez portal DonbassToday, którego logo jedynie jedną literą różni się od symbolu rosyjskiego kanału propagandowego RussiaToday.

Rosyjskie media są z resztą są bardzo aktywne we wzmacnianiu tego przekazu o narastającym zagrożeniu ze strony Ukrainy. Jest to akcja zaplanowana i rozpisana co najmniej na kilka tygodni. Zagrywane są też kolejne karty. 2 kwietnia na Syberii FSB zatrzymało, jak informuje terrosytów, którzy mieli planować ataki na mniejszość azjatycką i muzułmańską w ramach wspieranej przez Ukrainę siatki białorusko-rosyjsko-ukraińskich nacjonalistów. Cała historia nie ma większego sensu, ale tworzy odpowiednie poczucie zagrożenia i to nie tylko Rostowie czy na Krymie, ale w całym kraju.

Scenariusze eskalacji. Wojna czy „siły pokojowe”?

Wszystkie te fragmenty układają się w obraz narastającego na pograniczu Ukrainy i Rosji poczucia zagrożenia i napięcia. Czuć je szczególnie na terenach kontrolowanych przez separatystów. W Ługańsku i Doniecku w ostatnich dniach nerwowość mieszkańców zwiększył jeszcze nagły, przymusowy pobór, obejmujący łącznie około 400 młodych ludzi z rocznika 2000. Narracja lokalnych, kontrolowanych przez Moskwę mediów, to jak widać z przykładów publikacji DonbassToday, dalsze zwiększenie poczucia zagrożenia i potrzeby wsparcia przez Federację Rosyjską. Otwiera to Moskwie kilka możliwych scenariuszy: 

Fot.mil.gov.ua
Fot.mil.gov.ua

Siły „pokojowe”

Sugeruje to, iż jedną z planowanych przez Moskwę akcji może być zaostrzenie konfliktu w Donbasie i stworzenie narracji w której separatystów trzeba „bronić” przed ukraińskimi siłami rządowymi. To mogłoby stać się pretekstem dla wprowadzenia „Mirotworców”, tak zwanych rosyjskich sił pokojowych, czyli de facto legalizacji obecności pewnej części rosyjskich sił zbrojnych na tym terenie. Oficjalnie Rosja byłaby „trzecią stroną” na prośbę władz „republik” donieckiej i Ługańskiej wprowadzającą stabilizację w konflikcie, który Moskwa ukazuje od początku jako spontaniczne „powstanie” przeciw „prozachodnim faszystom” którzy w 2014 roku przejęli władzę w Kijowie. W działania te mogłaby również zostać wciągnięta Białoruś. Ten scenariusz pozwoliłby Moskwie stać się rzekomo legalnie stroną w tej sytuacji polityczno-militarnej i zyskać spory wpływ na sytuacje na Ukrainie. Problemem jest niska wiarygodność takich działań na arenie międzynarodowej, która mogłaby skutkować kolejnymi sankcjami.

Odwrócenie uwagi

Sytuacja na pograniczu z Krymem, w strefie zawieszenia broni i na granicy Rosji z obszarami kontrolowanymi przez separatystów są w tej chwili pod obserwacją nie tylko wielu ekspertów, dziennikarzy i analityków. Nad Morzem Czarnym od kilku dni znacznie częściej pojawiają się amerykańskie samoloty i bezzałogowce rozpoznawcze. Politycy wygłaszają poważne oświadczenia. Prezydent Biden powiedział, że nie zostawi Ukrainy samej w przypadku konfliktu Uwaga została zwrócona na południe, co znaczy, że np. coś ważnego może się zdarzyć w innym miejscu, choćby na Białorusi. Może pojawią się tam niespodziewanie rosyjskie wojska, a może nastąpią innego typu zawirowania. Coś może zacząć dziać się w Syrii, w Afryce lub np. w Mjanmie, gdzie podczas ostatniego krwawego święta armii obecni byli wysokiej rangi goście z Moskwy. A może konflikt w Donbasie czy na Krymie wybuchnie, gdy wszyscy zmęczymy się czekaniem i odwrócimy wzrok w inną stronę?

Prężenie muskułów

Wiele wskazuje na to, że ogromne siły i środki mają wraz z agresywnymi działaniami propagandowymi wpłynąć jedynie na sytuacje polityczną i dyplomatyczną w regionie. Część komentarzy mówi o sygnale dla administracji Bidena, ale nie wydaje się to optymalną metodą sygnalizowania czegokolwiek Waszyngtonowi. O wiele bardziej prawdopodobny kierunek to Kijów. Groźba otwartego konfliktu ma zmiękczyć przed zbliżającymi się rozmowami pokojowymi. Moskwa może liczyć, że presja skłoni prezydenta Zełeńskiego do ustępstw, np. w kwestii dostaw wody dla Krymu, czy jakiegoś rodzaju legalizacji rosyjskiej obecności w Donbasie. Jak dotąd jednak prezydent Ukrainy deklaruje, że wierzy w „negocjacje pokojowe, jako najszybszą i najskuteczniejszą taktykę”, jednocześnie jasno wykreślając czerwoną linię, poza którą się nie cofnie.

Należy również pamiętać, że celem Rosji nie jest militarne zwycięstwo nad Ukrainą czy zajęcie i przyłączenie do Federacji Rosyjskiej Doniecka i Ługańska. Chodzi o to, aby w długiej perspektywie odzyskać kontrolę nad Ukrainą i ponownie podporządkować ją władzy Moskwy. Najlepiej w ramach Federacji Rosyjskiej lub UOBZ. W krótkiej perspektywie wymaga to zablokowania bliższej integracji Ukrainy z UE i NATO. Udało się to uzyskać, dzięki wywołaniu konfliktu zbrojnego, co daje Rosji wpływ na sytuację, ale nie daje kontroli nad krajem. W odróżnieniu np. od sytuacji w Gruzji, ostateczne cele wymagają więcej czasu i finezji. Co nie wyklucza użycia sił zbrojnych jako narzędzia nacisku, a niekoniecznie ataku. Putin wykorzystuje wojsko i wojnę jako kolejne narzędzie w polityce międzynarodowej oraz wewnętrznej. Obecnie wojna z Ukrainą nie jest mu potrzebna.

Reklama
Reklama

Komentarze