- WIADOMOŚCI
Wielka Wojna w Dolinie Śmierci. 94 cmentarze wokół małego miasteczka
Autor. Fot. Mat. prasowe gorlice.pl
Podczas obu wojen światowych przez terytorium współczesnej Słowacji kilkukrotnie przetoczyły się wielkie operacje wojskowe. W drugiej części artykułu przedstawimy starcia, jakie w Dolinie Śmierci toczyły się w czasie I wojny światowej i próby ich upamiętnienia na terenie Polski.
Krwawy szlak w Karpatach
Jeśli już zdecydujecie się rozważyć tę rekomendację, to nie zaszkodzi wiedzieć, że nie tylko bitwa o Przełęcz Dukielską jesienią 1944 roku zapisała się krwawo na kartach historii wojen. Blisko 20 lat wcześniej na tych samych terenach rozgrywała się inna krwawa bitwa, a w zasadzie duża kampania militarna. Mowa jest o operacji gorlickiej trwającej od grudnia 1914 r. do maja 1915 r. Po nieudanej ofensywie wojsk cesarsko-królewskich w kierunku Przemyśla w połowie stycznia 1915 r., Rosjanie, dążąc do przełamania obrony wojsk austro-węgierskich na linii Karpat, parli przede wszystkim do opanowania dwóch sąsiadujących ze sobą przełęczy, dukielskiej i łupkowskiej.
Choć toczone ze zmiennym powodzeniem walki miały swój kulminacyjny moment 10 marca 1915 r. (nagły nawrót wyjątkowo mroźnej zimy zaskoczył nieprzygotowane do niej oddziały rosyjskie, w wyniku czego wiele tysięcy żołnierzy po prostu zamarzło), to jednak szczęście sprzyjało Rosjanom. Choć w wyniku krwawych walk w Bieszczadach pozostało na około 400 cmentarzach wojennych kilkadziesiąt tysięcy poległych, to jednak Rosjanie w połowie kwietnia 1915 r. mieli, wydawałoby się, inicjatywę operacyjną. Taki stan trwał do początku maja 1915 r., kiedy ruszyła ofensywa wojsk cesarsko-królewskich i niemieckich z okolic Tarnowa.
Do rozstrzygającej bitwy doszło na początku maja w okolicy Gorlic. Miasto kilkukrotnie przechodziło z rąk do rąk, w ponad 80 procentach zostało zrównane z ziemią. Liczbę zabitych i rannych po obu stronach szacuje się na ok. 200 tysięcy, jeszcze więcej zostało wziętych do niewoli. „Pamiątką” po tej operacji są 94 cmentarze wojenne rozsiane po okolicy Gorlic. Ich zagęszczenie przypomina cmentarze pozostałe po operacji dukielsko-karpackiej po słowackiej stronie granicy.
Autor. Gorlice24
Tracący w bitwie gorlickiej inicjatywę Rosjanie musieli uznać wyższość przeciwnika, dokonując odwrotu i oddając kolejne tereny, ze zdobytym niewiele wcześniej, silnie ufortyfikowanym Przemyślem włącznie. W wyniku przełamania frontu rosyjskiego losy I wojny światowej w tej części świata radykalnie odwróciły się. Rosjanie nigdy już nie odzyskali inicjatywy zaczepnej, a wewnętrzne problemy państwa rosyjskiego, jak wiadomo, na początku 1917 roku doprowadziły do rewolucji, obalenia caratu i wycofania się kraju z wojny.
W kampanii karpackiej 1914-1915 roku zostało zabitych lub rannych przeszło 1,2 mln żołnierzy rosyjskich oraz 800 tysięcy żołnierzy wojsk austro-niemieckich.
Zarówno Muzeum w Dukli, jak i jego słowacki odpowiednik w Svidniku mają w swoich zbiorach kolekcje eksponatów związanych z działaniami wojennymi z lat 1914-1915, prowadzonymi na tym terenie. Z oczywistych względów nie są to kolekcje tak bogate, jak te związane z II wojną światową, ale są. Pamiątki związane z działaniami wojennymi w tym regionie spotkać też można w Muzeum Regionalnym w Gorlicach.
Władze tego miasta od kilku lat podejmują starania, aby właśnie w nim powstało Muzeum I Wojny Światowej. Jego idea, inspirowana sukcesem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, zakłada budowę muzealnego obiektu na górującej nad miastem Górze Cmentarnej, czyli wzgórzu Korczaka, w bezpośrednim sąsiedztwie cmentarza wojennego nr 91. Teren tej monumentalnej nekropolii był miejscem obchodów 100-lecia bitwy gorlickiej, zorganizowanych z udziałem przedstawicieli wszystkich państw, z których wywodzili się żołnierze wszystkich walczących wojsk. Od tej pory rokrocznie na początku maja na terenie pobliskiej gminy Sękowa (gdzie znajdują się kolejne wojenne cmentarze z 1915 r. i gdzie usytuowano niewielki skansen nawiązujący do I wojny) odbywają się z udziałem grup rekonstrukcyjnych z wielu krajów spektakle przypominające klimat i przebieg bitwy.
Trudne stosunki sąsiedzkie
Przełęcz Dukielska jeszcze raz zapisała się na kartach historii polskiej wojskowości. Otóż także tędy, choć nie tylko przez przełęcze dukielską i łupkowską, 1 września o piątej rano wkroczyły na teren Polski, wspierając niemiecką agresję, jednostki słowackie. Łącznie w wojnę przeciwko Polsce Słowacja zaangażowała korpus w sile 3 dywizji („Janosik”, „Škultéty”, „Rázus”) oraz Grupę Szybką „Kalinčiak”, liczących łącznie ok. 50 tys. żołnierzy. W trakcie walk stoczonych ze stawiającymi opór polskimi jednostkami Armii „Karpaty”, Słowacy stracili 18 zabitych, 46 rannych, 11 zaginionych oraz dwa zestrzelone samoloty. Do słowackiej niewoli trafiło 1350 polskich żołnierzy, z których większość po ustaniu walk przekazano Niemcom.
Epizod ten jest stosunkowo mało znany szerokiej publiczności. PRL i powojenna Czechosłowacja były „bratnimi krajami” w Układzie Warszawskim i RWPG, więc nie nagłaśniano tak kontrowersyjnych i konfliktowych tematów historycznych, w czym oczywiście pomagała cenzura. Od kiedy jesteśmy sojusznikami w NATO, te wstydliwe wątki nie są już tak skrzętnie ukrywane, ale też nie są przesadnie eksponowane.
Autor. Gorlice24
Niemniej w 2009 r. słowacki wicepremier Dušan Čaplovič złożył oficjalnie wyrazy ubolewania „nad smutnym faktem, że w tragicznym wrześniu 1939 r. słowaccy żołnierze weszli na terytorium Polski u boku nazistowskiej armii niemieckiej, stąd wielu obywatelom Polski zapisali się w pamięci jako jedni z agresorów”. Skorzystał jednak ze sposobności, aby wyrazić opinię, że „dzisiejsza Republika Słowacka nie jest prawnym ani historycznym następcą wojennego Państwa Słowackiego, a udział Słowacji w kampanii wrześniowej był narzucony przez zwierzchnie mocarstwo, podobnie jak udział PRL w interwencji w Czechosłowacji w 1968 r.”.
Z naszymi południowymi sąsiadami dzielimy część naszej historii, chcemy tego czy nie. I to pomimo faktu, że mieliśmy na pieńku z różnych powodów – dość przypomnieć z najnowszej historii kwestię Zaolzia czy udziału Polaków w wojskowej „bratniej pomocy” i tłumieniu Praskiej Wiosny w sierpniu 1968 r. Ale to już zupełnie inna historia, choć też dominują w niej wątki militarne… Cóż, aby daleko nie szukać: pomimo „różnej” przeszłości sojusznikami jesteśmy nie tylko z Niemcami, ale m.in. z Rumunami i Węgrami, którzy w czasie II wojny „szli pod pachę” z Hitlerem…
Pomnik dla sowieckiego marszałka
Życie dopisuje zaskakujący, i na pewno przewrotny z naszej, polskiej, perspektywy, ciąg dalszy do naszych niedawnych opowieści o toczonych od sierpnia 1944 roku wojennych zmaganiach w rejonie Przełęczy Dukielskiej. Otóż w czasie, kiedy pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Federacją Rosyjską co i raz dochodzi do dyplomatycznych napięć związanych z likwidacją miejsc od dziesięcioleci służących podtrzymywaniu propagandowego kultu Armii Czerwonej na ziemiach polskich, nasi południowi sąsiedzi w tym samym czasie prowadzą zgoła odmienną politykę historyczną.
Autor. For. Jerzy Reszczyński
W Polsce nadal są demontowane i w inny sposób likwidowane pomniki i obeliski mające wyrażać wdzięczność czerwonoarmistom. Podobną postawę wobec posowieckich „pamiątek” zajmują Czesi, gdzie – podobnie jak na krakowskich Bronowicach w maju 2026 roku dokończono rozbiórkę cokołu po zlikwidowanym wcześniej pomniku sowieckiego marszałka Iwana Koniewa – w 2020 roku rozebrano, stojący w stolicy Republiki Czeskiej, pomnik tego samego wodza. W Słowacji – odwrotnie. Nieomal dokładnie w 82. rocznicę najcięższych walk w rejonie Przełęczy Dukielskiej, w sobotę 3 października 2026 roku, w Krużlovej na terenie osławionej Doliny Śmierci, odsłonięto ni mniej ni więcej tylko pomnik… Iwana Koniewa. Jak informują słowackie media, inicjatorem tego wydarzenia był premier Robert Fico.
Czescy historycy to nie komu innemu, jak właśnie Koniewowi przypisują inicjatywę zbrojnego stłumienia Praskiej Wiosny w 1968 roku przez wojska Układu Warszawskiego, m.in. polskie. Nie słychać, aby podobna do słowackiej inicjatywa pojawiła się np. na Węgrzech w czasach rządów Victora Orbana, choć wiele źródeł historycznych jednoznacznie wskazuje „zasługi” tego wojskowego dla „odwiecznej przyjaźni węgiersko-radzieckiej”. Jakie zasługi? Koniew był odpowiedzialny za krwawe stłumienie węgierskiego powstania w październiku 1956 roku, którego rocznicę niedawno celebrowano…