- WIADOMOŚCI
Śladami wojen światowych: pancerne zwarcie w Dolinie Śmierci [FOTO]
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Podczas obu wojen światowych przez terytorium współczesnej Słowacji kilkukrotnie przetoczyły się wielkie operacje wojskowe. O niemych świadkach historii XX w., których można spotkać za południową granicą Polski, pisze Jerzy Reszczyński.
Nie jest żadnym odkrywaniem Ameryki, że o tej porze roku Bieszczady uchodzą za jeden z najbardziej malowniczych regionów Polski i Europy. Październik jest wyjątkowo atrakcyjny dla odwiedzających ten region. Feerią barw wybucha karpacka jesień, śnieg i mróz jeszcze nie ograniczają wędrówek, zaś ze szlaków znikają tysiące wycieczek zorganizowanych, potrafiących bardzo uprzykrzyć obcowanie z naturą. Dodajmy – szczególnie atrakcyjne dla mieszkańców północnej, centralnej i zachodniej części Polski, dla których wyprawa w tę część kraju bywa wyzwaniem i prawdziwą przygodą. Miejscowi mają Bieszczady oraz Beskid Niski „na co dzień” i nieco innymi oczami spoglądają na Bieszczady oraz na tutejsze atrakcje, nie tylko przyrodnicze.
Dla tych, którzy gotowi są „zakosztować” uroków Bieszczadów nie tylko od strony ich walorów turystycznych czy krajoznawczych oraz chcą rozkoszować się nie tylko widokami i poznawaniem istnych perełek architektury drewnianej, ale chcieliby program wyjazdu wzbogacić o wątki być może dla siebie zaskakujące, mamy podpowiedź i propozycję. Jeśli interesują się historią wojen, a także historią wojskowości i militariami, mogą stosunkowo niewielkim nakładem czasu poznać mniej znaną część historii tego regionu, po której pozostało sporo materialnych śladów i pamiątek.
Pamiątki Przełęczy Dukielskiej
Niektóre źródła podają, niezgodnie z prawdą historyczną zresztą, że dokładnie 10 października przypada 82. rocznica jednej z najkrwawszych bitew II wojny światowej rozgrywających się na ziemiach polskich. Tzw. operacja karpacko-dukielska, zwana czasami operacją dukielsko-preszowską lub po prostu bitwą o Przełęcz Dukielską, trwała od 8 września 1944 roku. Choć za jej najbardziej morderczy epizod uznaje się walki toczone właśnie 10 października, to jednak kampania trwała aż do ofensywy styczniowej 1945 r.
Jej strategicznym celem miało być nie tyle wsparcie stłumionego przez Niemców powstania na Słowacji, ile stworzenie dla Armii Czerwonej strategicznego wyjścia na Nizinę Węgierską i – szerzej – Bałkany oraz przyspieszenie dojścia do Budapesztu, Wiednia i Pragi (to ostatnie miasto zresztą mogli przed nimi opanować stojący na przedmieściach żołnierze gen. Pattona, ale uzgodnienia międzysojusznicze dały ten przywilej Rosjanom…).
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Założenia operacji były tyleż ambitne i dalekosiężne, co nie do końca proporcjonalne do możliwości i kompetencji dowódczych radzieckiego marszałka Iwana Koniewa, ówczesnego dowódcy I Frontu Ukraińskiego. Uczestniczyło w niej łącznie ponad ćwierć miliona żołnierzy. Broniąca przeprawy przez Karpaty strona niemiecka straciła, według różnych źródeł, od 20 do 70 tys. żołnierzy, a nacierające wojska radzieckie i Korpus Czechosłowacki – ok. 130 tys. Siły niemiecko-węgierskie skupione w Grupie Armii Heinrici dysponowały ok. 2 tysiącami dział i 350 czołgami, strona radziecka i Korpus Czechosłowacki – ok. tysiącem czołgów, 1517 działami i 1700 moździerzami. Obydwie strony poniosły znaczne straty w sprzęcie, liczone w setkach jednostek (tylko stronie radzieckiej przypisuje się utratę 478 czołgów i dział szturmowych, 962 dział i 192 samolotów).
Do dziś, w związku z trwającą budową prowadzącego od strony Rzeszowa i Krosna odcinka trasy ekspresowej S19 dochodzącego do polsko-słowackiego przejścia granicznego Barwinek-Vyšný Komarnik, saperzy przeczesujący miejsca prowadzenia prac odnajdują setki niewybuchów i niewypałów, w tym także porzucone i zapomniane improwizowane polowe składy amunicji z setkami pocisków artyleryjskich. To są te smutne pamiątki po olbrzymiej bitwie, których przez dekady ludzkie oczy nie oglądały. Są także inne, eksponowane dla upamiętnienia wydarzeń sprzed ponad 80 lat. I zapoznanie się z nimi podpowiadamy tym, którzy spędzają wolny czas w okolicy Połonin, Soliny, Ustrzyk Górnych, Komańczy czy nawet Arłamowa.
Wystarczy wykroić sobie w programie pobytu jeden dzień i wybrać się w okolice Dukli oraz na północną Słowację, w tereny leżące dosłownie o rzut beretem od polskiej granicy. Pomimo trwających prac przy S19 dojazd w te strony nie jest uciążliwy. Jeśli komuś będzie nie po drodze pokonywanie Przełęczy Dukielskiej w Barwinku, może skorzystać z mało uczęszczanych przejść w sąsiedztwie, np. Radoszyce-Palota, niedaleko Przełęczy Łupkowskiej, i dojechać do słowackich atrakcji wzdłuż południowej strony granicy. Drogi północnej Słowacji może nie są rewelacyjnej jakości, ale mają niezaprzeczalną zaletę – ruch na nich jest o niebo mniejszy niż w Polsce… Wybór trasy zależy od tego, co zechcemy zobaczyć.
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Eksponaty na świeżym powietrzu i muzea
Co zatem warto i można zobaczyć spośród pamiątek po bitwie dukielskiej?
Po pierwsze – Dukla i Muzeum Historyczne w zabytkowym pałacu, obejmujące ekspozycję zarówno pamiątek w rodzaju broni lekkiej, umundurowania i dokumentów, jak i skansen plenerowy z ekspozycją broni ciężkiej. Można w nim zobaczyć m.in.: T-34-85, kultowy czołg II wojny światowej, ciężkie działo samobieżne ISU-152 oraz wyrzutnię rakietową BM-13, czyli słynną Katiuszę.
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Ponadto – co jest zrozumiałe z punktu widzenia intensywności działań artyleryjskich prowadzonych podczas bitwy przez obydwie strony – w skansenie eksponowana jest broń artyleryjska, od armat przeciwlotniczych 37 mm wz. 1937 i 85 mm wz. 1939 (52-K), po popularną armatę dywizyjną 76,2 mm wz. 1942 (ZiS-3) i armatę polową BS-3 wz. 1944 kal. 100 mm.
Niektóre eksponaty występują w kilku egzemplarzach. Niemieckie działo z czasów tej bitwy, lekka haubica polowa le.F.H. 18 kal. 105 mm, było depozytem ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego i została już zwrócona macierzystej placówce. Na ekspozycji wewnętrznej znajdziemy m.in. wielkokalibrowy karabin maszynowy DSzK, ckm Goriunowa, rusznicę przeciwpancerną PTRS oraz PPSz i karabiny Mosin, a także sporo broni ręcznej.
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Po drugie – jeśli wjedziemy na Słowację od strony Barwinka, to tuż za granicą, po prawej stronie drogi, towarzyszyć nam będzie widok rozstawionych na stromym zboczu eksponatów. Kiedyś, oprócz czołgu T-34-85 i działa pancernego ISU-152, były tutaj także: ciężka haubica polowa 152 mm, samolot szturmowy Ił-10, a w zasadzie jego powojenna licencyjna czechosłowacka kopia, Avia B-33. Od kilku lat skład ekspozycji zmienia się, bo niektóre z eksponatów są zabierane do prac konserwacyjnych i konserwatorskich i nie zawsze wracają na poprzednie miejsca, gdzie niszczały narażone na warunki atmosferyczne. Tak było np. z samolotem B-33, który po renowacji i pracach konserwatorskich nie powrócił już pod gołe niebo.
Można go obejrzeć na ekspozycji w pawilonie wchodzącym w skład malowniczo położonej wieży widokowej (słow. Vyhliadková veża na Dukle, GPS: N49°24’37” E21°26’37”, wstęp – ostatnio 1 euro, przyjmują tylko gotówkę, parking jest bezpłatny) tuż obok przejścia w Barwinku. Z położonego na wysokości 49 m tarasu wieży rozpościera się wspaniały widok na całą okolicę, a więc i miejsce rozgrywania się bitwy. Natomiast w pawilonie znajduje się ekspozycja pamiątek po bitwie. Oprócz samolotu wewnątrz jest kilka armat, m.in. przeciwpancerna „45”, broń maszynowa, umundurowanie, plansze sytuacyjne, fotografie.
Po trzecie – Dolina Śmierci (Údolie smrti), pomiędzy wioskami Kapišova i Kružlova, upamiętniająca miejsce, w którym w dniach 11-14 września doszło do dużej bitwy pancernej, gdy radziecka kolumna czołgów wpadła w niemiecką zasadzkę (z 65 czołgów należących do Rosjan uratowały się jedynie dwa). Na dość rozległym i malowniczym, wręcz sielankowym terenie, w plenerze, rozmieszczono zgrupowanie rozwiniętych w ataku i zajmujących bojowe pozycje czołgów T-34-85.
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
To pozwala wyobrazić sobie, jak skomplikowane warunki, głównie za sprawą ukształtowania terenu, wpływały na zdolność do obrony starannie przygotowanych pozycji niemiecko-węgierskich, i jak ekstremalnie trudne zadanie mieli atakujący czołgiści, musząc wykonywać nie zawsze najmądrzejsze rozkazy. Czołgi-eksponaty są w różnym stanie, część z nich nosi wyraźne oznaki dewastacji bądź szabru, jako że stojące od dekad w pozbawionym pełnego monitoringu terenie stalowe kolosy zawsze stanowiły wyzwanie dla złomiarzy. A tych, zwłaszcza w niezbyt bogatej północnej Słowacji, z wielu powodów nie brakuje…
Dojazd do Doliny Śmierci jest prosty – prowadzącą od strony Barwinka drogą E371 dojeżdżamy do rozwidlenia przed miasteczkiem Svidník i nie skręcamy w lewo, na obwodnicę w kierunku Preszowa, ale kierujemy się na Svidník i Bardejów, po czym tuż za rozjazdem odbijamy w prawo. Już z tego miejsca zauważymy zwracający uwagę obelisk, na którym radziecki T-34 taranuje i miażdży gąsienicami niemiecki czołg Panzerkampfwagen IV. Ta mocno propagandowa aranżacja trochę koliduje swą wymową ze wspomnianą wcześniej bitwą w Dolinie Śmierci, ale to bez większego znaczenia. Aranżacja, na milę pachnąca typowym dla socrealistycznej propagandy wydźwiękiem, jest sugestywna, dynamiczna.
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Co ważne, można dzięki niej zobaczyć nieczęsto widywany w muzeach niemiecki czołg, stanowiący nawet jeszcze w tej fazie wojny podstawowy oręż jednostek pancernych Wehrmachtu, które przecież nie walczyły na masowo produkowanych Panterach i Tygrysach, bo ich po prostu na tyle nie było… Obok obelisku, który co jakiś czas przechodzi dość intrygujące przemiany za sprawą przemalowywania czołgów w nie zawsze mające związek z prawdą historyczną barwy, są starannie odrestaurowane ostatnio plansze z informacjami o bitwie i całej operacji.
Po czwarte – odległy zaledwie o kilka kilometrów od Doliny Śmierci Svidník i kompleks memorialny składający się z trzech segmentów. Pierwszym jest Wydział Muzeum Svidník, który jest częścią Wojskowego Muzeum Historycznego Piešťany. W 22 kolekcjach muzealnych gromadzi ponad 10,6 tys. eksponatów, specjalizuje się w dokumentacji historii militarnej Słowacji bezpośrednio przed i w czasie I wojny światowej w Karpatach Wschodnich, w okresie międzywojennym i w okresie II wojny światowej z naciskiem na przebieg operacji karpacko-dukielskiej, ruch partyzancki i wyzwolenie terytorium Słowacji w latach 1944-1945. Placówkę uruchomiono w 1969 roku, z okazji 25-lecia operacji karpacko-dukielskiej, a w 2011 roku zakończono jej remont i modernizację.
Autor. Jerzy Reszczyński / Defence24
Wielkie radzieckie mauzoleum
Drugim segmentem kompleksu jest cmentarz-mauzoleum, na którym spoczywa ponad 9 tys. radzieckich żołnierzy. Nie jest to jedyny taki cmentarz w tej okolicy, ale ten, zbudowany w 1954 roku, jest chyba najokazalszy, najlepiej wyeksponowany na wysokim wzniesieniu i ma najsilniej zaakcentowaną propagandową formę, z potężnym 37-metrowej wysokości obeliskiem zwieńczonym… 3,5-metrowej wielkości gwiazdą. W Polsce to musiałoby razić, tutaj jest jak jest, po prostu.
Pamiątki między tym cmentarzem a muzeum znajduje się dość rozległy militarny skansen o nazwie „Park Braterstwa w Walce” otwarty w 30. rocznicę bitwy. Na jego terenie obejrzeć można kilkadziesiąt jednostek sprzętu wojskowego, z tym że nie w każdym przypadku jest to sprzęt mogący mieć bezpośredni związek z bitwą, ale pochodzący z lat powojennych, kiedy w Czechosłowacji produkowano na radzieckiej licencji wiele typów uzbrojenia radzieckiej proweniencji bądź ich lokalne modyfikacje i mutacje.
Ekspozycja co jakiś czas jest przearanżowywana, a niektóre z eksponatów dość zaskakująco zmieniają nie tylko lokalizację, ale też – za sprawą niejednokrotnie dość fantazyjnego malowania – wygląd. Część eksponatów jest w, delikatnie mówiąc, dość nieciekawym stanie technicznym, widoczne są ubytki i uszkodzenia, które mogą, choć nie muszą, być zasługą jedynie warunków atmosferycznych… Można tylko snuć domysły, czy ma to związek z bliskością… osiedla mieszkaniowego, które – w wyniku terytorialnej ekspansji miasteczka – zajęło otaczające cały kompleks wolne od zabudowy przestrzenie. Niemniej warto się przyjrzeć temu, co tutaj zgromadzono.
Znajdziemy tu nie tylko znany już z innych ekspozycji T-34-85, ale też odmiany specjalistyczne tego czołgu, takie jak wozy zabezpieczenia technicznego i ewakuacyjne, ciągniki artyleryjskie, armaty polowe i przeciwlotnicze, niemiecki półgąsienicowy transporter opancerzony, niemiecki zestaw artyleryjski (haubica polowa plus ciągnik), radziecki (?) gąsienicowy ciągnik artyleryjski, zdewastowaną wprawdzie (lub częściowo rozmontowaną do remontu) wyrzutnię BM-13 Katiusza oraz samolot transportowy Li-2, najprawdopodobniej w wersji fotogrametrycznej. Wszystkie eksponaty są dostępne z bliska. Niestety nieliczne z nich są opisane…