- WIADOMOŚCI
Tu szkolą się przyszli piloci F-35 i Apache. Weszliśmy za kulisy
Weszliśmy tam, gdzie zwykle nie wpuszcza się kamer. Sprawdziliśmy też na sobie, jak wygląda skok nad Dęblinem. Zanim przyszły pilot F-35 lub śmigłowca Apache dotknie sterów maszyny bojowej, musi przejść przez Dęblin. Lotnicza Akademia Wojskowa i 4. Skrzydło Lotnictwa Szkolnego korzystają z lotniska, które pod względem liczby operacji ustępuje w Polsce tylko Lotnisku Chopina. To najlepiej oddaje jak dużo godzin wylatują podchorążowie.
Zaczynają latać już po kilku miesiącach nauki. Najpierw jednak trafiają do symulatorów, które odtwarzają lot w chmurach, awarię silnika, a nawet skok ze spadochronem. Potem siadają w Diamondach i Robinsonach. Najlepsi trafiają do kabiny Bielika, ostatniego kroku przed F-16, F-35 i FA-50, albo do Puszczyka, ostatniego kroku przed śmigłowcami AW149.
„Powietrze nie patrzy, kto jest w kokpicie” – mówi gen. pil. Krzysztof Szymaniec, Rektor Akademii. Kandydatów jest więcej niż ośmioro na jedno miejsce. Po walce powietrznej piloci Bielików wychodzą z kabiny zlani potem, a 15 minut zawisu na śmigłowcu wystarczy, żeby podchorąży był kompletnie mokry.
