Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Zełenski odrzucił pokój w 2023 roku? Doniesienia ukraińskiego deputowanego budzą poważne wątpliwości

Wołodymyr Zełenski w zamyśleniu - zdjęcie poglądowe
Autor. President of Ukraine / Wikimedia Commons / Public Domain

Ukraiński deputowany Ołeksij Honczarenko twierdzi, że w 2023 roku Wołodymyr Zełenski odrzucił propozycję zakończenia wojny na warunkach znacznie korzystniejszych dla Ukrainy niż obecnie. Według parlamentarzysty Rosja miała być gotowa wycofać się z większości terytoriów zajętych po lutym 2022 roku, przekazać setki miliardów dolarów na odbudowę kraju i zaakceptować zachodnie gwarancje bezpieczeństwa. Problem w tym, że przedstawiona przez niego wersja wydarzeń stoi w sprzeczności z ówczesnym stanowiskiem Kremla.

Reklama

Ołeksij Honczarenko, deputowany Rady Najwyższej Ukrainy, przedstawił szczegóły rzekomej propozycji pokojowej z 2023 roku, którą miał odrzucić prezydent Wołodymyr Zełenski. Według jego relacji Moskwa była gotowa zgodzić się na wycofanie swoich wojsk z większości terytoriów czterech ukraińskich obwodów, których aneksję ogłosiła we wrześniu 2022 roku.

Nowa linia rozgraniczenia miałaby przebiegać w przybliżeniu wzdłuż pozycji zajmowanych przez wojska rosyjskie przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji. Rosja zachowałaby faktyczną kontrolę nad Krymem i okupowaną wcześniej częścią Donbasu, natomiast Ukraina zobowiązałaby się do niepodejmowania prób odzyskania tych terytoriów drogą militarną. Nie oznaczałoby to jednak formalnego uznania rosyjskiej suwerenności nad półwyspem.

Honczarenko twierdzi również, że Rosjanie byli gotowi oddać Ukrainie Zaporoską Elektrownię Jądrową, rozważać wycofanie się z Melitopola, a także zaakceptować wykorzystanie około 300 mld dolarów zamrożonych aktywów rosyjskich na odbudowę Ukrainy. Moskwa miałaby jednocześnie zachować Tokmak oraz uzyskać gwarancje funkcjonowania lądowego połączenia z Krymem. Porozumienie miały zabezpieczać państwa NATO, które zapewniłyby Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa.

Reklama

Na pierwszy rzut oka wygląda to na propozycję niezwykle korzystną dla Kijowa, szczególnie w porównaniu z późniejszymi rosyjskimi żądaniami. Właśnie dlatego przedstawiona historia budzi poważne wątpliwości. Honczarenko nie przedstawił dokumentu potwierdzającego, że Putin zaakceptował podobne warunki. Nie wskazał również, dlaczego rosyjskie kierownictwo miałoby zgodzić się na tak daleko idące ustępstwa.

Kim jest Ołeksij Honczarenko?

Honczarenko od lat należy do najbardziej rozpoznawalnych i kontrowersyjnych ukraińskich parlamentarzystów. Polityk pochodzący z Odessy rozpoczynał działalność w lokalnych strukturach politycznych, a następnie związał się z Partią Regionów, ugrupowaniem stanowiącym zaplecze Wiktora Janukowycza.

Po wydarzeniach Euromajdanu przeszedł do obozu Petra Poroszenki, z którym pozostawał związany przez kolejne lata. Był deputowanym Bloku Petra Poroszenki, a następnie Europejskiej Solidarności. Jego polityczna droga pokazuje znaczącą ewolucję poglądów i umiejętność odnajdywania się w różnych układach politycznych.

Reklama

Parlamentarzysta przez lata budował rozpoznawalność dzięki medialnym wystąpieniom, ostrym wypowiedziom i politycznym prowokacjom. Wielokrotnie wykorzystywał międzynarodowe fora do krytykowania rosyjskich władz, a jego działania często były obliczone na szeroki oddźwięk medialny.

W październiku 2026 roku deputowany zaczął jednak przyciągać uwagę z innego powodu. Coraz aktywniej promuje koncepcję zakończenia wojny poprzez negocjacje, dopuszczając kompromisy, które dotychczas były odrzucane przez znaczną część ukraińskiej klasy politycznej.

Wśród rozważanych przez niego rozwiązań znalazły się neutralność Ukrainy, rezygnacja z członkostwa w NATO, częściowe zniesienie sankcji wobec Rosji oraz dyskusja o przyszłym statusie Donbasu. Polityk przekonuje, że kontynuowanie wojny prowadzi do wyniszczenia kraju, a negocjacje powinny rozpocząć się, zanim pozycja Ukrainy ulegnie dalszemu pogorszeniu.

Reklama

Honczarenko krytykuje również Zełenskiego, zarzucając mu brak gotowości do otwartej rozmowy ze społeczeństwem o kosztach wojny i możliwych ustępstwach. Twierdzi także, że część parlamentarzystów prywatnie podziela jego stanowisko, lecz obawia się publicznie je prezentować.

Negocjacje trwały od pierwszych dni wojny

Wbrew pojawiającym się niekiedy opiniom Ukraina podejmowała próby dyplomatycznego zakończenia wojny już od pierwszych dni pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Pierwsze spotkanie delegacji obu państw zorganizowano 28 lutego 2022 roku na Białorusi. Rozmowy kontynuowano w marcu, zarówno podczas kolejnych bezpośrednich spotkań, jak i w formie zdalnej. W proces dyplomatyczny zaangażowała się również Turcja, która 10 marca gościła w Antalyi ministrów spraw zagranicznych obu państw, Dmytra Kułebę i Siergieja Ławrowa. Pomimo braku przełomu negocjacje trwały, a ich najważniejszy etap przypadł na koniec miesiąca.

To właśnie podczas spotkania w Stambule 29 marca ukraińska delegacja przedstawiła propozycję neutralności państwa w zamian za międzynarodowe gwarancje bezpieczeństwa. Kijów deklarował gotowość do rozmów o rezygnacji z członkostwa w NATO, a także o wieloletnim procesie negocjacyjnym dotyczącym statusu Krymu. Były to znaczące ustępstwa, pokazujące, że ukraińskie kierownictwo rzeczywiście poszukiwało dyplomatycznego rozwiązania konfliktu. Problemem pozostawały jednak rosyjskie żądania dotyczące ograniczenia ukraińskiego potencjału militarnego oraz mechanizmu przyszłych gwarancji bezpieczeństwa. Moskwa dążyła do uzyskania wpływu na ich uruchamianie, co mogłoby podważyć skuteczność całego porozumienia.

Reklama

Szanse na osiągnięcie kompromisu zaczęły maleć wraz ze zmianą sytuacji militarnej i ujawnieniem zbrodni popełnionych przez rosyjskich żołnierzy w Buczy oraz innych miejscowościach obwodu kijowskiego. Wycofanie rosyjskich wojsk z północnej Ukrainy, a następnie kolejne sukcesy ukraińskiej armii zmieniły również kalkulacje obu stron. Szczególne znaczenie miała kontrofensywa w obwodzie charkowskim, która we wrześniu doprowadziła do odzyskania przez Ukrainę znacznych obszarów. Kreml odpowiedział ogłoszeniem częściowej mobilizacji, a pod koniec tego samego miesiąca Putin ogłosił nielegalną aneksję obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego.

Decyzja rosyjskiego przywódcy jeszcze bardziej oddaliła perspektywę porozumienia. Zełenski zatwierdził wówczas stanowisko wykluczające negocjacje z Putinem, a ukraińska dyplomacja skoncentrowała się na budowaniu międzynarodowego poparcia dla własnej koncepcji zakończenia wojny. Jej podstawą stała się dziesięciopunktowa formuła pokojowa przedstawiona przez prezydenta Ukrainy podczas listopadowego szczytu G20. Zakładała ona między innymi przywrócenie integralności terytorialnej państwa, wycofanie rosyjskich wojsk, zapewnienie bezpieczeństwa jądrowego i energetycznego oraz uwolnienie jeńców.

W kolejnych miesiącach inicjatywy dyplomatyczne nie ustały, choć ich charakter wyraźnie się zmienił. Zamiast bezpośrednich negocjacji między Kijowem a Moskwą dominowały konsultacje z udziałem państw trzecich, próbujących wypracować podstawy przyszłego porozumienia. W lutym 2023 roku własny dwunastopunktowy dokument dotyczący politycznego rozwiązania konfliktu przedstawiły Chiny. Kilka miesięcy później do Ukrainy i Rosji udała się delegacja przywódców państw afrykańskich, która również próbowała doprowadzić do rozpoczęcia rozmów pokojowych.

Reklama

Równolegle Kijów zabiegał o międzynarodowe poparcie dla swojej formuły pokojowej. Jednym z najważniejszych wydarzeń było sierpniowe spotkanie w saudyjskiej Dżuddzie, w którym uczestniczyli przedstawiciele ponad 40 państw. Podobne konsultacje przeprowadzono następnie na Malcie, a proces ten doprowadził do zorganizowania w czerwcu 2024 roku szczytu pokojowego w Szwajcarii. W żadnym z tych trzech spotkań nie uczestniczyła rosyjska delegacja, co ograniczało możliwość bezpośredniego uzgadniania warunków zakończenia wojny.

Nową dynamikę rozmowy zyskały dopiero po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu w 2025 roku. Amerykański prezydent rozpoczął intensywne kontakty z Moskwą i Kijowem, deklarując zamiar doprowadzenia do zakończenia konfliktu. Jednym z rezultatów tych działań było wznowienie w maju bezpośrednich negocjacji delegacji rosyjskiej i ukraińskiej w Stambule, po ponad trzech latach od poprzednich rozmów prowadzonych w tym mieście.

Przebieg tych wydarzeń ma istotne znaczenie dla oceny najnowszych twierdzeń Ołeksija Honczarenki. W 2023 roku rzeczywiście podejmowano liczne inicjatywy pokojowe, jednak miały one przede wszystkim charakter konsultacji dyplomatycznych i prób wypracowania wspólnego stanowiska państw zaangażowanych in poszukiwanie rozwiązania konfliktu. Nie przedstawiono wówczas publicznie żadnego uzgodnionego z Kremlem projektu porozumienia, który zakładałby wycofanie rosyjskich wojsk niemal do pozycji sprzed lutego 2022 roku. Tym bardziej wątpliwe wydaje się twierdzenie, że tak daleko idące ustępstwa zostały zaakceptowane przez Putina, a następnie jednostronnie odrzucone przez Zełenskiego.

Reklama

Kreml nie zamierzał oddawać anektowanych terytoriów

Najpoważniejszy problem z relacją Honczarenki polega na jej sprzeczności z oficjalną polityką Rosji. We wrześniu 2022 roku Putin ogłosił aneksję czterech ukraińskich obwodów. Od tego momentu rosyjskie władze konsekwentnie przedstawiały je jako integralną część Federacji Rosyjskiej. W kolejnych miesiącach przedstawiciele Kremla wielokrotnie podkreślali, że przyszłe porozumienie musi uwzględniać tak zwane nowe realia terytorialne. Moskwa nie ograniczała się przy tym do terenów faktycznie okupowanych, lecz zgłaszała roszczenia do całych obwodów w ich granicach administracyjnych.

Tymczasem według Honczarenki już w 2023 roku Putin miał być gotowy do rezygnacji z większości tych obszarów. Taka wersja wydarzeń pozostaje sprzeczna z publicznymi deklaracjami rosyjskiego kierownictwa. W 2023 roku Rosja nadal liczyła na wyczerpanie ukraińskiego potencjału wojskowego i osłabienie zachodniego wsparcia. Rosyjskie siły rozbudowywały umocnienia na południu Ukrainy, a Kreml przygotowywał gospodarkę do długotrwałego konfliktu. Co więcej, w czerwcu 2024 roku Putin przedstawił warunki pokojowe znacznie dalej idące niż te, o których mówi Honczarenko. Zażądał całkowitego wycofania ukraińskich wojsk z obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego, również z obszarów pozostających pod kontrolą Kijowa.

Rosyjski prezydent domagał się także rezygnacji Ukrainy z członkostwa w NATO, przyjęcia neutralności i uznania rosyjskich roszczeń terytorialnych.

Rosji nie chodzi wyłącznie o terytoria

Moskwa od lat dąży do ograniczenia ukraińskiej suwerenności strategicznej. Jeszcze przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji, w grudniu 2021 roku, rosyjskie władze przedstawiły Stanom Zjednoczonym i NATO projekty porozumień dotyczących europejskiej architektury bezpieczeństwa. Rosyjskie żądania obejmowały między innymi zablokowanie dalszego rozszerzania NATO oraz ograniczenie obecności wojskowej Sojuszu w Europie Środkowo-Wschodniej. Ukraina była więc jednym z elementów znacznie szerszej rosyjskiej strategii.

Reklama

Po rozpoczęciu inwazji Kreml domagał się neutralności Ukrainy, jej demilitaryzacji oraz ograniczenia współpracy wojskowej z państwami zachodnimi. Rosyjskie kierownictwo dążyło w ten sposób do uzyskania trwałego wpływu na politykę bezpieczeństwa sąsiedniego państwa. Z tego powodu sprowadzanie rosyjskich celów wyłącznie do kwestii Krymu i Donbasu jest błędem. Nawet utrzymanie kontroli nad tymi terytoriami nie gwarantowałoby Moskwie realizacji wszystkich jej strategicznych zamierzeń.

Z perspektywy Kremla korzystne byłoby również doprowadzenie do sytuacji, w której Ukraina pozostaje formalnie niepodległa, ale jej możliwości współpracy wojskowej z Zachodem są ograniczone, a Rosja zachowuje instrumenty wpływu na jej politykę wewnętrzną i zagraniczną. Dlatego tak istotne pozostaje pytanie o charakter gwarancji bezpieczeństwa, które miałyby towarzyszyć rzekomemu porozumieniu z 2023 roku.

Cała sprawa wygląda więc przede wszystkim na próbę wykorzystania niejasnych informacji o zakulisowych kontaktach dyplomatycznych do bieżącej walki politycznej. Honczarenko przedstawia wydarzenia sprzed trzech lat w sposób, który pozwala obarczyć Zełenskiego odpowiedzialnością za przedłużanie wojny, a jednocześnie uzasadnić własne postulaty dotyczące szybkiego rozpoczęcia negocjacji. W obecnej sytuacji politycznej Ukrainy, przy rosnącym zmęczeniu społeczeństwa i coraz trudniejszych perspektywach zakończenia konfliktu, jest to przekaz mogący znaleźć szerokie grono odbiorców.

Reklama

Nieprzekonujący jest jednak sam sposób ujawnienia tych informacji. Deputowany przedstawia historię o ogromnym znaczeniu dla oceny decyzji ukraińskich władz, ale nie wyjaśnia, skąd zna szczegóły rzekomych ustaleń ani dlaczego zdecydował się opowiedzieć o nich właśnie teraz. Brakuje nazwisk uczestników rozmów, dokumentów oraz niezależnego potwierdzenia jego relacji. Zamiast odpowiedzi na te pytania opinia publiczna otrzymuje gotową interpretację wydarzeń, w której odpowiedzialność za niewykorzystaną szansę na pokój zostaje przypisana prezydentowi Ukrainy.

Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama