Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Dlaczego Polska nie zestrzeliła rosyjskiego Mi-8? Następnym razem może być inaczej

Mi-8AMTSh helicopter in Russia.
Autor. Vitaly V. Kuzmin / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0

Po każdym rosyjskim naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej wraca ten sam komentarz: „trzeba było zestrzelić”. Nie, tak to nie działa. 23 września rosyjski wojskowy Mi-8 naruszył polską przestrzeń na około 300 metrów i przez 42 sekundy. To incydent, który wymaga reakcji, niekoniecznie automatycznego użycia uzbrojenia wobec maszyny. Śmigłowiec był śledzony, poderwano myśliwce, a naziemne systemy pozostawały w gotowości. Dowództwo Operacyjne oceniło, że Rosja po raz kolejny testowała gotowość naszej obrony powietrznej.

Nie można wrzucać do jednego worka drona, rakiety, śmigłowca transportowego i uzbrojonego samolotu bojowego. Inny jest poziom zagrożenia, czas na reakcję i możliwe konsekwencje. W czasie pokoju liczy się identyfikacja, ocena zagrożenia, kontakt z załogą, wezwanie do opuszczenia przestrzeni i możliwość eskorty. Strzał jest ostatnim etapem. Samo naruszenie przestrzeni powietrznej nie oznacza automatycznego zestrzelenia.

Reklama

Najczęściej przywoływany jest kazus turecki z 2015 roku. Tyle że sytuacja była zupełnie inna. Rosyjski Su-24 działał przy granicy turecko-syryjskiej, bezpośrednio przy strefie działań wojennych i wykonywał misję bojową. Co więcej, nie był to pierwszy incydent. Już 3 i 4 października rosyjskie Su-30 i Su-24 naruszały turecką przestrzeń mimo – jak podkreślało NATO – „precyzyjnych, szczegółowych i powtarzanych ostrzeżeń” strony tureckiej.

To właśnie wcześniejsze ostrzeżenia są kluczowe. Ankara twierdziła, że jej działania były wcześniej jasno określone, a strona rosyjska została poinformowana o konsekwencjach kolejnych naruszeń. Premier Ahmet Davutoğlu mówił po zestrzeleniu, że Rosja była o tych zasadach informowana trzykrotnie, tj. w Ankarze, Antalyi i Moskwie. NATO uznało później, że dane sojusznicze były zgodne z tureckim opisem naruszenia przestrzeni powietrznej. Jednocześnie Sojusz po zestrzeleniu nie nawoływał do dalszego użycia siły, ale do uspokojenia sytuacji i deeskalacji.

Dlatego nie można powiedzieć: „Turcja zestrzeliła, więc Polska też powinna”. W Turcji mieliśmy strefę wojny, uzbrojony samolot bojowy, wcześniejsze naruszenia, narastające napięcie i jasno zakomunikowaną czerwoną linię. Pod Braniewem rosyjski Mi-8 wszedł około 300 metrów w polską przestrzeń i po 42 sekundach ją opuścił. Zestrzelenie załogowej maszyny w takich warunkach oznaczałoby śmierć rosyjskich żołnierzy i natychmiastowe wejście na znacznie wyższy poziom eskalacji. To zupełnie inna sytuacja niż neutralizacja drona lub rakiety stanowiącej bezpośrednie zagrożenie.

Nie oznacza to pobłażliwości. Dzień wcześniej polskie lotnictwo reagowało na rosyjską aktywność nad Bałtykiem, a teraz doszło już do fizycznego przekroczenia granicy przez wojskowego Mi-8. Takich lotów, podejść do granicy i kolejnych prób naruszenia przestrzeni będzie więcej. Dotychczasowy wzorzec rosyjskich działań na wschodniej flance wskazuje, że Moskwa będzie dalej sprawdzać czas reakcji, procedury, systemy, polityczne manifesty, zachowanie społeczeństwa i ogólną odporność państw NATO. Samo polskie Dowództwo Operacyjne traktuje ten incydent jako test gotowości obrony powietrznej.

Dlatego kolejny etap – jeśli chcemy być agresywniejsi – powinien być czytelny. Jeśli Polska i NATO chcą dopuścić możliwość zestrzeliwania rosyjskich załogowych maszyn przy kolejnych prowokacjach, trzeba wcześniej jasno określić warunki użycia siły i zakomunikować je Moskwie. Nie chodzi o automatyczne strzelanie do wszystkich obiektów, które przekroczą granicę, ale o określenie czerwonej linii, po przekroczeniu której Rosja będzie wiedziała, że następny incydent może zakończyć się utratą maszyny.

Rosja będzie testować na wielu polach. Naszą odpowiedzią nie może być ani panika, ani brak reakcji. Potrzebujemy obrony, odstraszania, dyplomacji i – kiedy zostanie przekroczona jasno określona granica – gotowości do zniszczenia zagrożenia.

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama