- WIADOMOŚCI
Co możemy zrobić, by zamach w Krakowie nie był taki łatwy?
Autor. Tiia Monto/Wikipedia
Pomimo błyskawicznej reakcji ze strony służb państwowych, terroryście udało się wjechać na Rynek Główny w Krakowie i strzelać do ludzi. Czy jednak rzeczywiście nie mamy możliwości zapobiec takim sytuacjom w przyszłości?
Polska do wczoraj była uznawana na świecie za kraj bezpieczny. I tej opinii nie zmieniłby nawet zamach w Krakowie, gdyby nie to, że udało się go przeprowadzić z taką łatwością. Po sobocie 7 listopada 2026 roku powinniśmy przestać się łudzić, że jesteśmy w kraju bez osób, które chciałyby powtórzyć ten wyczyn. Wszędzie są bowiem ludzie pragnący znaleźć się na pierwszych stronach gazet, nawet jeżeli miałoby się to stać poprzez zbrodnię.
Dlatego trzeba mieć pełną świadomość, że do życia, które było do wczoraj w naszym kraju, nie ma już powrotu. Musimy się teraz nauczyć egzystować w nowej rzeczywistości. W rzeczywistości, w której pojawią się ograniczenia, zmieniające często nasz dotychczasowy swobodny styl życia. W pierwszej kolejności musimy utrudnić pojazdom dostęp do miejsc, gdzie gromadzą się ludzie. Na zachodzie Europy poradzono sobie z tym, odgradzając takie miejsca zaporami, które są opuszczane tylko by umożliwić przejazd służbom, taksówkom i dorożkom. Doraźnie można to również robić, rozstawiając zapory betonowe, co już zresztą zaczęło być widoczne wczoraj w Warszawie przy wjazdach na Krakowskie Przedmieście.
Od razu pojawiły się głosy, że jest to działanie niepotrzebne i doraźne, że docelowo może to za bardzo utrudnić nam życie. Jednak, niestety, z takimi zaporami pozostaniemy już na stałe i teraz należy się tylko zastanowić, jak pogodzić to z codziennością, np. udrażniając drogę dla Policji, Straży Pożarnej czy Pogotowia Ratunkowego.
Tym, co również powinno ulec zmianie, jest prawo dostępu do broni. Nie może być bowiem tak, by zgodnie z przepisami ludzie mieli możliwość legalnego posiadania uzbrojenia, które jest bardziej skuteczne niż to, w co wyposażeni są policjanci. I nie ma tu znaczenia, że morderca z Krakowa używał broni półautomatycznej, z której usunięto funkcję prowadzenia ognia seriami. Czas wreszcie doprowadzić do tego, by dostęp do takiej broni dla osób cywilnych był zabroniony, pod groźbą surowej kary.
Zobacz też 
I nie pomogą w tym badania psychologiczne, które uważa się za coś, co gwarantuje nam bezpieczeństwo. Takiej broni w naszych domach po prostu nie powinno być. A jeżeli już ktoś bardzo chce sobie postrzelać z karabinka, to niech to robi na odpowiednio przygotowanych i wyposażonych strzelnicach lub po prostu zgłosi się na przeszkolenie wojskowe.
Kolejną lekcją, którą powinniśmy odrobić, jest nasze zachowanie. Musimy wreszcie zacząć słuchać ekspertów, którzy radzą nam, jak postępować w sytuacji zagrożenia. Tymczasem to, co się działo w Krakowie, niestety, często odbiegało od tego, co możemy znaleźć chociażby w Poradniku Bezpieczeństwa.
Po pierwsze nadal nie działamy zgodnie z zasadą czterech U (uważaj, uciekaj, ukryj się i udaremnij atak). Oczywiście większość ludzi rzeczywiście zaczęła uciekać i się kryć, ale były też osoby, które biegły z telefonami, by nagrać całe zdarzenie. Tymczasem trzeba sobie zdawać sprawę, że kula z pistoletu kalibru 9 mm może być groźna nawet w odległości ponad 900 metrów od strzelającego. W przypadku karabinu jest jeszcze gorzej, ponieważ ta odległość może być nawet większa niż 3 km.
Dlatego naszym głównym celem powinno być szybkie zejście z linii strzału i to nie poprzez położenie się na ziemię, ale poprzez ucieczkę, bo w cel ruchomy trudniej trafić niż w cel nieruchomy. To powinno się nam od dzisiaj wbijać w głowę, byśmy działali odruchowo, a nie zastanawiali się, jak zrobić sobie najlepsze zdjęcie.
W Krakowie służby , w tym Policja, zadziałały wzorowo. I tym się możemy chwalić. Naszym zadaniem jest teraz zrobić wszystko, by tym służbom w takiej interwencji pomagać, głównie po prostu im nie przeszkadzając. Osoby widoczne na jednym z nagrań, dyskutujące z policjantką i niepozwalające jej wejść na Rynek Główny, powinny być dla nas negatywnym wzorem, czego nie powinniśmy na pewno robić.
Ważną sprawą jest również umiejętność udzielania pierwszej pomocy. Na szczęście po odjeździe samochodu z zamachowcem ludzie samodzielnie zaczęli pomagać rannym do czasu przyjazdu pierwszych ratowników. Jednak czym innym jest ratowanie ludzi, którzy mają atak serca, a czym innym tamowanie krwotoków. I to też powinno już na stałe wejść do naszych umiejętności. Pomóc w tym może chociażby program „W gotowości”, ale bez udziału szkół nie nastąpi diametralna zmiana w tej dziedzinie na lepsze.
Od ostatniej soboty powinniśmy mieć świadomość, że zapewnienie nam pełnego bezpieczeństwa jest po prostu niemożliwe. Ale poprzez odpowiednie działanie w czasie, gdy takie zagrożenie się pojawi, możemy zwiększyć nasze szanse na przeżycie i pomóc tym, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują.


