- WIADOMOŚCI
„To nie jest ich terytorium”. Putin stanowczo o wypowiedzi Zełenskiego
Autor. Kremlin.ru / Wikimedia Commons / CC BY 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/)
Jak podaje Interfax, w czwartek, 22 października, Władimir Putin zakpił z Wołodymyra Zełenskiego, cynicznym komentarzem atakując stanowisko Kijowa, wyrażające gotowość do utraty części terytorium w celu osiągnięcia pokoju.
Cyniczna wypowiedź Putina
W czwartek, 22 października, w rozmowie z Pawłem Zarubinem, rosyjski prezydent, Władimir Putin, zakpił ze słów Wołodymyra Zełenskiego. Prezydent Ukrainy zadeklarował bowiem, że jest w stanie pogodzić się z utratą części terytorium, jeżeli tylko ma to doprowadzić do osiągnięcia pokoju.
„Po pierwsze, moje podejście do tej sprawy jest takie, że to nie jest ich terytorium, to jest terytorium historycznie Rosji. Dlatego wydaje mi się niewłaściwe mówienie o jakichkolwiek stratach terytorialnych” – powiedział Władimir Putin.
Rzeczona wypowiedź ma jednak niewiele wspólnego z prawdą. Można, co prawda, popaść w regressum ad infinitum, próbując Putina komentarz rozważać na gruncie ponad tysiącletnich dziejów regionu – można jednak spróbować prościej, odwołując się do prawa międzynarodowego i traktatów podpisywanych w ciągu ostatnich dekad przez samą Rosję.
Rosja uznawała granice Ukrainy. I to wielokrotnie
Rosja już od 2014 roku próbuje uzasadniać napaść na Ukrainę na wielu płaszczyznach – jedną z nich jest prawo międzynarodowe. W tej mierze wymaga odnotowania fakt, że Rosja kilkukrotnie uznawała istnienie państwa ukraińskiego w jego granicach sprzed roku 2014, a więc sprzed aneksji Krymu.
Co ciekawe, historia formalnego uszanowania granic Ukrainy przez Rosję sięga aż 19 listopada 1990 roku, a więc czasu, w którym istniał jeszcze ZSRR. Wówczas RFSRR i USSR podpisały traktat (rękoma Borysa Jelcyna i Leonida Krawczuka), którego artykuł 6 mówi o wzajemnym poszanowaniu granic. Naturalnie, został on podpisany bez udziału władz centralnych ZSRR (Michaiła Gorbaczowa), podobnie jak późniejsze porozumienie białowieskie, które finalnie doprowadziło do rozpadu ZSRR – fakty te mogą budzić uzasadnione podejrzenia co do jego legalności i ciągłości.
Takich podejrzeń nie mogą jednak budzić traktaty późniejsze. 5 grudnia 1994 roku Rosja podpisała „traktaty budapesztańskie” (dokładnie: Memorandum Budapesztańskie), w których wprost zobowiązała się do „poszanowania niezależności i suwerenności istniejących granic Ukrainy”, włącznie z powstrzymaniem się od użycia przeciwko Ukrainie siły militarnej (i groźby użycia takowej) i przymusu ekonomicznego w celu jej podporządkowania.
Granice Ukrainy uznawał... sam Putin
To jednak nadal nie wszystko. Prawdopodobnie najważniejszym dokumentem w kontekście rosyjskich kłamstw dot. relacji Rosji z Ukrainą jest traktat o rosyjsko-ukraińskiej granicy państwowej z 2003 roku, podpisany 28 stycznia przez… samego Władimira Putina, reprezentującego stronę rosyjską. Ukrainę ponownie reprezentował Leonid Kuczma.
Rzeczony dokument stwierdza ponad wszelką wątpliwość, że Rosja uznaje granice Ukrainy w kształcie, jaki znamy sprzed rosyjskiej aneksji Krymu. Podkreślić należy, że jest to pierwszy dokument, dokonujący kompleksowej delimitacji – a więc dosłownie wytycza granice na mapach, podkreślając przynależność Donbasu i Krymu do Ukrainy (wcześniejsze umowy opierały się na politycznych formułach). I owszem, szczegółowa delimitacja dotyczyła wyłącznie lądowej granicy rosyjsko-ukraińskiej, jednak mapa załączona do dokumentu jasno wskazywała także Krym jako część terytorium Ukrainy.
Formalnie Rosja nie wypowiedziała traktatu z 2003 roku – nie ma zresztą ku temu legalnej możliwości. Niemniej, cynizm Władimira Putina znalazł na to sposób 4 marca 2014 roku, kiedy to stwierdził on, że Euromajdan doprowadził do powstania nowego państwa, z którym Rosja nie podpisywała wcześniejszych umów.
„Kiedy zwracamy uwagę, że jest to niekonstytucyjny zamach stanu, mówi się nam: nie, to nie jest zbrojne przejęcie władzy, to rewolucja. A jeśli to rewolucja, to trudno mi nie zgodzić się z niektórymi naszymi ekspertami, którzy uważają, że na tym terytorium powstaje nowe państwo (…). Nie podpisaliśmy żadnych wiążących dokumentów z tym państwem ani w odniesieniu do tego państwa” – mówił w 2014 roku Władimir Putin.
Dodatkowo rosyjski prezydent powołał się wówczas na analogię do rewolucji bolszewickiej obalającej Imperium Rosyjskie, formując na jego miejscu Rosyjską Republikę Radziecką, która przeistoczyła się później w RFSRR, a finalnie w ZSRR. Naturalnie, słowa prezydenta Rosji nie mają ani żadnej mocy prawnej, ani żadnego uzasadnienia w świetle prawa międzynarodowego, obiektywnej prawdy czy ludzkiej przyzwoitości.



