Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • OPINIA
  • KOMENTARZ

Kto zyska, a kto straci na zakończeniu wojny? Czy istnieje gospodarcza premia za pokój?

Autor. Bucha. Faces of War. - Ukraine War Photo Exhibition 2023/commons.wikimedia.org/CC BY 2.0

Koniec wojny zwykle budzi nadzieję na gospodarczą premię za pokój, czyli mniej wydatków na zbrojenia, mniej ryzyka, więcej pieniędzy na inwestycje i rozwój. Warto jednak nieco odwrócić perspektywę. Pokój nie jest wydarzeniem, po którym przedsiębiorcy jednocześnie otwierają szampana, giełda wybija rekordy, a PKB rusza w górę. Gospodarka jest pod tym względem znacznie mniej romantyczna. Koniec wojny nie sprawi przecież, że pieniądze nagle pojawią się znikąd. Sprawi raczej, że część z nich przestanie znikać w bardzo drogim miejscu – w rachunku za ryzyko.

Co więcej, dla części gospodarki pokój może oznaczać wręcz gorszy biznes. Przez ostatnie lata wojna stworzyła popyt, którego normalna gospodarka raczej nie zamawiała. Firmy zbrojeniowe dostały rekordowe zamówienia, państwa zaczęły kupować szybciej, więcej i bez specjalnego pytania o promocję. Trudno się więc dziwić, że nie każdy będzie tęsknił za pokojem z powodów czysto biznesowych.

Reklama
2S7 Pion.
Należące do ukraińskiej 43. Brygady Artylerii działo samobieżne 2S7 Pion o nazwie własnej "Atena".
Autor. 43 Окрема Артилерійська Бригада імені гетьмана Тараса Трясила / Facebook

Kto może stracić?

Przemysł zbrojeniowy, który w ostatnich latach korzystał ze zwiększonych zamówień państwa, może zobaczyć wolniejszy wzrost zamówień. Nie oznacza to oczywiście końca wydatków na obronność. Polska nadal będzie musiała kupować broń, amunicję i systemy obronne. Różnica polega na tym, że po zakończeniu wojny część zakupów może zostać rozłożona w czasie. A dla producenta „kupimy później” jest ekonomicznie znacznie mniej atrakcyjne niż „kupimy natychmiast”.

Zmienić mogą się też priorytety inwestycyjne. Przez lata państwo może być zmuszone do utrzymywania wysokich wydatków na bezpieczeństwo, ale jednocześnie większa stabilność pozwoli przesuwać część pieniędzy w stronę infrastruktury, energetyki, transportu, mieszkań czy cyfryzacji. Z punktu widzenia gospodarki to dobra wiadomość. Z punktu widzenia firmy żyjącej dotąd głównie z wojennego boomu zamówień już niekoniecznie.

Podobne przetasowania mogą pojawić się na rynku energii i surowców. Zakończenie wojny może zmniejszyć premię za ryzyko w regionie, zmienić kierunki handlu i przywrócić część dawnych przepływów gospodarczych. To może obniżyć koszty niektórym firmom, ale jednocześnie pogorszyć sytuację tym, którzy zarabiali na obecnym układzie cen, dostaw i ograniczonej konkurencji.

Właśnie dlatego warto uważać z hasłem „pokój = wszyscy bogatsi”. Gospodarka nie działa jak automat, do którego wrzucamy pokój, a z drugiej strony wypada wzrost PKB. Pokój przede wszystkim zmienia strukturę kosztów, ryzyka i popytu. Jedne branże mogą na tym bardzo dużo zyskać, inne stracić, a jeszcze inne będą musiały po prostu znaleźć sobie nowy sposób zarabiania.

Bo pokój, podobnie jak wojna, nie jest programem socjalnym dla przedsiębiorców. Niektórzy dostaną dywidendę. Niektórzy dostaną rachunek. A niektórzy po prostu odkryją, że skończył się bardzo dobry dla nich biznes.

kijów bombardowanie wojna
Zbombardowane zabudowania w Kijowie.
Autor. Wolodymyr Zelensky/X

Największa dywidenda jest niewidoczna

Najciekawsza ekonomicznie część całej historii jest taka, że największa wartość pokoju może wcale nie pojawić się w budżecie państwa jako efektowna pozycja pod tytułem „dywidenda pokojowa”. Szkoda, bo byłoby to bardzo wygodne. Minister finansów mógłby wtedy po prostu powiedzieć, że wojna się skończyła, proszę bardzo, oto nasze oszczędności.

W rzeczywistości największa korzyść może być znacznie mniej widowiskowa. Jest nią spadek ryzyka. A ryzyko ma swoją cenę, nawet jeśli nie dostajemy za nie osobnej faktury.

Jeżeli inwestor uzna, że Polska i cała Europa Środkowa są bezpieczniejsze, może być bardziej skłonny lokować tutaj kapitał. Firmy mogą łatwiej podejmować decyzje o budowie fabryki, magazynu czy centrum usługowego. Bank może ostrożniej, ale taniej wyceniać ryzyko. Państwo może mieć lepsze warunki finansowania. Przedsiębiorca może wreszcie planować inwestycję na dziesięć lat, a nie na trzy miesiące, do następnego komunikatu z frontu.

To samo dotyczy łańcuchów dostaw. Im mniejsze ryzyko wojny, blokad, nagłych ograniczeń handlu czy przerw w transporcie, tym mniej firm musi utrzymywać kosztowne zabezpieczenia na wypadek katastrofy. Magazynowanie zapasów, dodatkowi dostawcy, alternatywne trasy transportowe czy ubezpieczenia nie tworzą przecież dodatkowej wartości. Są ceną za niepewność.

Pokój może więc obniżyć koszty prowadzenia działalności gospodarczej, nawet jeśli żadna konkretna firma nie dostanie z tego powodu ani jednej złotówki z budżetu. Mniej kapitału trzeba będzie zamrażać w zabezpieczeniach, więcej można przeznaczyć na inwestycje. Ludzie i firmy mogą podejmować decyzje z większym horyzontem czasowym. Kapitał może przepływać tam, gdzie daje najwyższą stopę zwrotu, a nie tam, gdzie akurat najmniej grozi mu wojna.

To jest właśnie ta niewidoczna dywidenda. Nie musi polegać na tym, że państwo nagle wydaje mniej. Może polegać na tym, że cała gospodarka zaczyna „marnować” mniej pieniędzy na radzenie sobie z ryzykiem.

nad obiektami widać ogień i gęste kłęby czarnego dymu
Widok na płonący po ukraińskim ataku terminal naftowy w Petersburgu 4 lipca 2026 r.
Autor. X / @ZelenskyyUa

Wartość pokoju

Dlatego pokój może być ekonomicznie wart znacznie więcej, niż wynikałoby z prostego porównania wydatków wojskowych przed i po wojnie. Nie chodzi tylko o to, ile państwo zaoszczędzi na czołgach. Chodzi o to, ile przedsiębiorcy, banki, inwestorzy i gospodarstwa domowe przestaną płacić za sam fakt, że muszą żyć i inwestować w regionie podwyższonego ryzyka.

Oczywiście nie oznacza to, że po podpisaniu pokoju wszyscy nagle zaczną inwestować jak szaleni. Kapitał potrzebuje czegoś więcej niż ciszy na froncie. Wymaga stabilnych instytucji, przewidywalnych podatków, infrastruktury, energii i perspektywy wzrostu.

Trwały spadek ryzyka może być potężnym impulsem, którego nie widać w jednej tabeli budżetowej, bo największa dywidenda z pokoju może nie wyglądać jak dodatkowe miliardy w kasie państwa.

Może wyglądać znacznie mniej spektakularnie jako fabryka, która jednak powstanie, kredyt, który będzie tańszy, inwestycja, której nikt już nie odłoży, i przedsiębiorca, który po raz pierwszy od lat może planować przyszłość na pięć czy dziesięć lat.

Krótko mówiąc, pokój nie musi przede wszystkim przynieść Polsce więcej pieniędzy. Wystarczy, że pozwoli jej przestać tracić tyle pieniędzy przez strach przed tym, co mogłoby się wydarzyć jutro.

Reklama
System Patriot na Ukrainie.
System Patriot na Ukrainie.
Autor. Ukraińskie Siły Powietrzne

Dywidenda pokojowa, czyli jak zarobić na braku wojny

Pokój nie będzie darmowy. Paradoksalnie właśnie dlatego może okazać się bardzo opłacalny.

Najpierw przyjdzie rachunek na utrzymanie wojska, odbudowę zapasów, inwestycje w bezpieczeństwo i dostosowanie gospodarki do nowej rzeczywistości. Część firm straci też wojenny boom i będzie musiała poszukać nowego źródła popytu. Nie będzie żadnej zbiorowej fiesty. Gospodarka jak zwykle wystawi fakturę przed ustaleniem premii.

Dopiero później może pojawić się dywidenda, czyli niższe ryzyko, tańszy kapitał, większe inwestycje, stabilniejsze łańcuchy dostaw i udział w odbudowie Ukrainy. Największe korzyści zresztą nie trafią bezpośrednio do budżetu, tylko zostaną w gospodarce jako pieniądze, których nie trzeba już wydawać na zabezpieczanie się przed kolejnym kryzysem.

Można oczywiście nadal stawiać pytanie, ile Polska zaoszczędzi po wojnie Znacznie ważniejsze jest jednak ustalenie, ile przestaniemy tracić tylko dlatego, że wojny może już nie być

Pokój nie skasuje rachunków. Zmieni jednak rachunek, który wystawia nam rzeczywistość. Zamiast płacić coraz więcej za przygotowanie się na najgorsze, będziemy mogli wreszcie zacząć wydawać więcej na to, żeby wydarzyło się coś lepszego.

I tu kryje się największy paradoks. Największym ekonomicznym zyskiem z pokoju może być nie to, co państwo dostanie, ale to, czego państwo, firmy i zwykli ludzie nie będą już musieli płacić.

Ukraiński zestaw przeciwlotniczy ZSU-23-4 Szyłka. Pojazd ten został poddany remontowi generalnemu.
Ukraiński zestaw przeciwlotniczy ZSU-23-4 Szyłka. Pojazd ten został poddany remontowi generalnemu.
Autor. Defense of Ukraine/X

Nie będzie więc wielkiego dnia, w którym minister finansów wyjdzie przed kamery i ogłosi narodowi wypłatę „dywidendy pokojowej”. Żadnego przelewu. Żadnego czeku. Żadnego wielkiego „500+ za brak wojny”.

Wojna potrafi bardzo szybko nauczyć gospodarkę, jak wydawać pieniądze na przetrwanie. Prawdziwym testem pokoju będzie to, czy nauczymy się znowu wydawać je na przyszłość.

Mechanizm myślenia jest zatem dość prosty. Najpierw rachunek – potem dywidenda. Tyle że największej części tej dywidendy nie zobaczymy na koncie. Zobaczymy ją dopiero wtedy, gdy okaże się, że coraz mniej pieniędzy musimy wydawać ze strachu przed jutrem.

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama