- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Zamiast „złotej gwiazdy” – „złota godzina” dla rosyjskiego żołnierza
Autor. Ukraińskie siły zbrojne
Ministerstwo obrony Rosji propagandowo reaguje na skargi żołnierzy pozostawionych na froncie bez opieki medycznej, chwaląc się wprowadzeniem „złotej godziny”. Tylko gdzie?
Informacje o braku nawet podstawowego wsparcia medycznego dla rosyjskich żołnierzy na Ukrainie przekazywane były już wielokrotnie i to bezpośrednio przez samych Rosjan. Doskonałym tego przykładem był kapral Pietrow, który w wieku 41 lat zgłosił się na wojnę i po zranieniu osiem dni czekał na pomoc. W efekcie tego amputowano mu obie nogi, za co otrzymał tytuł Bohatera Rosji i bilet powrotny do domu, gdzie bardzo szybko umarł w dziwnych okolicznościach.
Pietrow miał jednak szczęście, ponieważ po tygodniu wycofano go na tyły. Tymczasem większość rosyjskich żołnierzy po zranieniu nie ma w ogóle szans na ewakuację. Wiedząc o tym, kilku rannych Rosjan popełniło samobójstwo, by nie cierpieć, co zostało nagrane kamerami ukraińskich dronów śledzących ich działania. Ten brak ewakuacji nie wynika jednak jedynie z braku dobrej woli, ale z samego sposobu prowadzenia operacji wojennej na Ukrainie. Żołnierze są tam wysyłani do walki najczęściej pieszo, pojedynczo lub w małych grupkach i muszą przebyć szarą strefę, o szerokości nawet kilkunastu kilometrów, kontrolowaną całkowicie przez drony obu stron.
Autor. Ukraińskie siły zbrojne
Rosyjscy żołnierze bici z każdej strony
Taktyka infiltracji za pomocą pojedynczych żołnierzy daje szansę na skryte przejście na wyznaczone pozycje, ale nie daje szans na zorganizowanie ewakuacji medycznej. Rosjanie mają tym większy problem, że są zagrożeni z obu kierunków. Jeżeli idą do przodu, to atakują ich drony ukraińskie. Jeżeli chcą się wycofać, to atakują ich drony rosyjskie, które pełnią obecnie rolę oddziałów zaporowych NKWD z czasów II wojny światowej.
Z kolei zorganizowana ewakuacja medyczna jest po prostu niemożliwa. Teren, jaki wykorzystują rosyjscy infiltratorzy, by przeniknąć niezauważenie przez barierę dronów, jest najczęściej nieprzejezdny dla rosyjskich pojazdów wojskowych z powodu min, zawałów, podmokłego terenu czy drzew. Nie ma też szans na wysłanie śmigłowców MEDEVAC, ponieważ byłyby one natychmiast zestrzelone przez Ukraińców.
Autor. U.S. Army/ Ellen C. Brabo
Ale nawet jeżeli jakiemuś rosyjskiemu rannemu żołnierzowi uda się wrócić, to w wielu przypadkach po zgrubnym opatrzeniu jest on wysyłany z powrotem na front. Kamery ukraińskich dronów niejednokrotnie nagrały Rosjan idących w kierunku stanowisk bojowych z wykorzystaniem kul, często wykonanych w sposób chałupniczy. Wiedząc o tej sytuacji, rosyjscy żołnierze zaczęli się skarżyć, i ich protesty stały się tak głośne, że Kreml nie mógł już ich ignorować.
Zareagował jednak po swojemu i po prostu ogłosił 17 lipca 2026 roku, że teraz ranni żołnierze rosyjscy w czasie tzw. „specjalnej operacji wojskowej” na Ukrainie otrzymują opiekę medyczną w czasie „złotej godziny”. Komunikat ten został ogłoszony podczas posiedzenia rady nadzorczej rosyjskiego Ministerstwa Obrony przez Annę Ciwilewą, która jest sekretarzem stanu i wiceministrem obrony. Ciwiliewa poinformowała przy tym, że problem skrócenia czasu ewakuacji rannych do specjalistycznych placówek medycznych oraz poprawienia jakości pierwszej pomocy bezpośrednio na linii kontaktu został zauważony w Minoboronie już w grudniu 2025 roku.
Utworzono kompleksowy system opieki medycznej. Żołnierz ranny na linii kontaktu otrzymuje niezwłocznie niezbędną opiekę, w tym w tzw. złotej godzinie, a następnie w ciągu pierwszych 24 godzin.
Komunikat rosyjskiej Minoborony z 17 lipca 2026 roku.
Pani wiceminister pochwaliła się przy tym, że zareagowano od razu, tworząc „kompleksowy system opieki medycznej”. Dzięki niemu ranny żołnierz znajdujący się na linii kontaktu już otrzymuje niezwłocznie niezbędną opiekę w czasie pierwszej godziny (tzw. „złotej godziny”) i pełną opiekę medyczną w ciągu pierwszej doby. W żadnym z komunikatów, które natychmiast pojawiły się w rosyjskich agencjach (w tym w TASS) nie było jednak informacji, co zrobiono, by taki efekt osiągnąć.
Autor. M.Dura
I trudno się temu dziwić, ponieważ intensywność walk wcale nie zmalała, krwawy sposób prowadzenia ofensywy za pomocą pieszych infiltratorów się nie zmienił, a na front nie wysłano jakichś rewolucyjnych zapasów sprzętu medycznego, który pozwoliłby na szybką ewakuację rannych.
Kiedy kłamstwo Minoborony wyjdzie na jaw?
Informacja przekazana przez Ciwiliewą może uspokoić część rosyjskiego społeczeństwa, ale na pewno nie samych żołnierzy. Oni doskonale wiedzą, że walczą w rejonie i warunkach, gdzie wprowadzenie „złotej godziny” jest po prostu niemożliwe. Oznaczałoby to bowiem, że każdy ranny musiałby w ciągu sześćdziesięciu minut dotrzeć, nie do punktu opatrunkowego, ale do szpitala.
Bo taki właśnie warunek wynika z definicji „złotej godziny”, jaką sformułował w 1961 roku chirurg traumatolog z Uniwersytetu w Baltimore R. Adams Cowley. Jest on uważany za pioniera medycyny ratunkowej i leczenia wstrząsów zagrażających życiu po ciężkich urazach. Cowley udowodnił, że ewakuacja w ciągu sześćdziesięciu pierwszych minut do szpitala znacznie zwiększa szanse rannego na przeżycie. Dzięki temu jest bowiem większa możliwość, by zapobiec nieodwracalnym zmianom w organizmie, by zmniejszyć rozległość urazu oraz ograniczyć skutki wstrząsu.
Autor. U.S. Army
W przypadku cywilnego ratownictwa medycznego „złotą godzinę” zabezpiecza się chociażby przez wprowadzenie lotniczego pogotowia medycznego i przeszkolenie z ratownictwa medycznego wszechobecnych strażaków i wielu policjantów. W przypadku ratownictwa wojskowego sytuacja jest już jednak o wiele bardziej skomplikowana, ponieważ tutaj w akcji ratowniczej aktywnie przeszkadza przeciwnik.
Jednak pomimo tego, w takich wojnach, jak Wietnam, Iran czy Afganistan zasady „złotej godziny” dawało się wprowadzić i to nie tylko w przypadku wojsk amerykańskich. To właśnie z tego powodu w pobliżu linii frontu zaczęto tworzyć sieć szpitali polowych, jak również wciągnięto do zadań ewakuacyjnych śmigłowce. Jednak wojna na Ukrainie całkowicie zmieniła sposób prowadzenia działań wojennych, w tym również – sposób, w jaki zabezpiecza się medycznie walczących żołnierzy.
Jeżeli na to nałoży się podejście rosyjskiego dowództwa do własnych wojsk, wychodzi prawdziwa katastrofa. Tutaj nie chodzi więc o zmiany organizacyjne, ale w ogóle o zmianę mentalności u Rosjan. Jeżeli dowódcy rosyjscy organizują tzw. „szturmy mięsne”, to mają pełną świadomość, że ich żołnierze zostaną – nie tylko zdziesiątkowani, ale praktycznie wybici. Prowadzona obecnie taktyka infiltracji polega przecież na zasadzie, że „może się uda”. A najczęściej się nie udaje.
I dzieje się to cały czas. Według statystyk prowadzonych przez Ukraińców w ciągu pierwszych 23 dni lipca udało im się wyeliminować 29930 żołnierzy, a więc średnio 1301 dziennie. Oznacza to, że do końca miesiąca te straty jeszcze wzrosną do ponad 40 tysięcy. Większość z tego to zabici, ponieważ środkiem zadającym największe straty są drony. I jeżeli nawet w wyniku uderzenia Rosjanin jest ranny, to w chwilę później na miejscu pojawia się inny bezzałogowiec, który sprawdza skutek poprzedniego ataku i ewentualnie go kończy.
Oczywiście są również ranni, jednak ich ewakuacja z pola walki w ciągu godziny jest technicznie niemożliwa, ze względu na odległość i aktywność sił ukraińskich. Ranni więc muszą się albo sami wycofać, co trwa o wiele dłużej niż 60 minut, lub czekać na podejście kolegów, którzy być może pomogą im w ewakuacji. Ale ci „koledzy” nie kwapią się do pomocy, ponieważ taka grupa poruszających się żołnierzy jest łatwa do wykrycia i na pewno zostanie zaatakowana.
Raporty o takich sytuacjach są jednak blokowane i być może to właśnie dlatego rosyjskie ministerstwo obrony zdecydowało się złożyć tak daleko idącą i niemożliwą do spełnienia deklarację. Tym bardziej, że nadal tolerowane są inne kłamstwa Kremla, np. na temat odnoszonych sukcesów. Dodatkowo „złotą godzinę” ogłosiła Anna Ciwilewa, która od „zwykłej” lekarki przed pełnoskalową inwazją na Ukrainie obecnie przeistoczyła się w urzędnika rangi radcy stanu drugiej klasy, co w wojsku odpowiada generałowi porucznikowi. Tak błyskotliwa i niespotykana kariera daje prawo do mówienia jeszcze większych głupot.
Tym bardziej, że rosyjskiemu ministrowi obrony tak naprawdę nie zależy na ewakuacji rannych. Bo dla Kremla ci ranni stanowią problem – trzeba się nimi zająć i za to zapłacić. Dlatego najlepsi są tzw. zaginieni, bo ich rodziny nie otrzymują „trumiennego” oraz nie trzeba im płacić pensji. I to właśnie dlatego „złota godzina” w wydaniu rosyjskim będzie znaczyła zupełnie co innego niż np. w wydaniu amerykańskim i ukraińskim.



