Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Koniec pocisków Flamingo? Fire Point odpowiada na zarzuty

Flamingo
Rakieta manewrująca FP-5 Flamingo prezentowana na targach MSPO 2026 w Kielcach
Autor. M.Dura

Ukraińska firma Fire Point zaprzecza doniesieniom o zakończeniu produkcji pocisków manewrujących FP-5 Flamingo. W mediach społecznościowych pojawiły się twierdzenia o zamknięciu projektu z powodu jego nieskuteczności. Spór podsycił fragment wywiadu z szefową przedsiębiorstwa Iryną Terech, w którym pominięto pytanie dziennikarza. Producent zapewnia, że zamierza dalej rozwijać Flamingo, jednocześnie koncentrując znaczną część wysiłków na pociskach balistycznych.

Reklama

Wokół jednego z najbardziej rozpoznawalnych ukraińskich programów rakietowych ponownie pojawiły się kontrowersje. W internetowych komentarzach zaczęto przedstawiać FP-5 jako przedsięwzięcie, z którego producent miał już zrezygnować. Jedno z rozpowszechnianych doniesień, powołujące się na Stanisława Osmana, przypisywało mu twierdzenie, że projekt został zamknięty ze względu na nieskuteczność.

Tak daleko idącego wniosku nie potwierdzają jednak wyjaśnienia Fire Point. Firma deklaruje kontynuowanie produkcji i dalsze udoskonalanie pocisku. Jak podał portal Gordon, stanowisko to potwierdziła również służba prasowa przedsiębiorstwa.

W dyskusji połączono przy tym kilka różnych kwestii: przyszłość produkcji FP-5, plany opracowania kolejnych modeli uzbrojenia, ocenę dotychczasowych uderzeń oraz polityczne znaczenie ukraińskiego programu rakietowego. Rozdzielenie tych spraw jest konieczne, ponieważ samo sprostowanie wypowiedzi szefowej firmy nie stanowi jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania o możliwości Flamingo.

Reklama

Stary wywiad i pominięte pytanie

Źródłem części zamieszania była rozmowa Iryny Terech z projektem Dronex.ua, pochodząca z 20 lipca. W ostatnich dniach w mediach społecznościowych rozpowszechniano jej skrócony fragment. W nagraniu znalazła się odpowiedź szefowej Fire Point dotycząca przyszłości pocisków manewrujących, ale zabrakło pytania, na które odpowiadała.

Dziennikarz interesował się możliwością rozszerzenia oferty przedsiębiorstwa o kolejne konstrukcje tej kategorii. Przywołał oznaczenia FP-5, FP-7 i FP-9 oraz zapytał o ewentualne następne warianty pocisków manewrujących. Nie pytał o zakończenie produkcji Flamingo.

„Nie będzie, przynajmniej na dziś nie planujemy kolejnych pocisków manewrujących” – odpowiedziała Terech.

Bez poprzedzającego pytania wypowiedź można było odczytać jako zapowiedź rezygnacji z całej kategorii uzbrojenia. W rzeczywistości dotyczyła braku planów opracowywania dodatkowych modeli. To istotna różnica: producent może kontynuować dostawy istniejącego pocisku i rozwijać jego konstrukcję, nie rozpoczynając równocześnie prac nad następną rodziną podobnego uzbrojenia.

Reklama

Terech odpowiedziała na krytykę, publikując obszerniejszy fragment rozmowy, obejmujący również pytanie dziennikarza. Wyjaśniła, że firma zamierza skoncentrować się na udoskonalaniu obecnego modelu oraz na dwóch konstrukcjach balistycznych. Tymczasem skrócone nagranie posłużyło do rozpowszechniania zarzutów, że przedsiębiorstwo wycofuje się z programu, a nawet że sam pocisk był mistyfikacją.

Balistyka miała być pierwsza

Wyjaśnienia szefowej Fire Point pokazują również, jak przedsiębiorstwo przedstawia kolejność swoich prac. Według Terech rozwój uzbrojenia balistycznego rozpoczął się wcześniej niż projekt Flamingo. Okazał się jednak przedsięwzięciem wymagającym dłuższego procesu projektowania i kolejnych prób.

„Wykorzystywaliśmy najlepiej, jak mogliśmy, warunki, w których pracowaliśmy. Prace nad pociskiem balistycznym zaczęliśmy przed pociskiem manewrującym, ale to proces iteracyjny, skomplikowany i czasochłonny” – wyjaśniła.

Reklama

Firma zdecydowała się więc równolegle opracować rozwiązanie, przy którym mogła wykorzystać lepiej rozpoznane technologie i posiadane doświadczenie. W ten sposób, zgodnie z relacją Terech, powstał Flamingo. Nie przedstawiała go jako rezultatu porzucenia balistyki, lecz jako uzbrojenie rozwijane podczas prac nad trudniejszym programem.

Z perspektywy przemysłu obronnego taka kolejność ma uzasadnienie. Państwo prowadzące wojnę potrzebuje dostaw w możliwie krótkim czasie, podczas gdy bardziej wymagające przedsięwzięcia mogą potrzebować kolejnych cykli prób i poprawek. Uruchomienie równoległego projektu pozwala wcześniej dostarczyć wojsku określone zdolności, choć samo w sobie nie gwarantuje powodzenia żadnej z konstrukcji.

Dalsze prace nad FP-7 i FP-9 trzeba zatem oceniać osobno. Zapowiedź rozwijania pocisków balistycznych nie potwierdza jeszcze ich gotowości operacyjnej, skali przyszłych dostaw ani skuteczności. Nie jest też dowodem na zakończenie programu FP-5.

Reklama

Uwagę zwraca inny fragment wypowiedzi Terech. Szefowa firmy podkreśliła, że Flamingo nie miał być uzbrojeniem zdolnym samodzielnie odmienić przebieg wojny.

„Myślę, że był znacznie ważniejszy jako deklaracja polityczna niż jako jakaś »superbroń«. Nigdy nie pokładaliśmy w nim nadziei jako w »superbroni«. Chodziło o pokazanie przeciwnikowi, że możemy go dosięgnąć tam, gdzie najmniej się nas spodziewa. I właśnie tę funkcję bardzo dobrze spełnia” – stwierdziła.

Uderzenia nie dają jeszcze pełnej oceny skuteczności

Flamingo otrzymał duży rozgłos jeszcze przed ujawnieniem szerszych informacji o jego wykorzystaniu. W sierpniu 2025 roku prezydent Wołodymyr Zełenski przedstawiał go jako wyjątkowo udany przykład ukraińskiego uzbrojenia. Zapowiadał wówczas rozpoczęcie masowej produkcji w styczniu lub lutym 2026 roku.

Tego rodzaju deklaracje budowały wysokie oczekiwania. Ich późniejsza weryfikacja wymaga jednak rozróżnienia między zapowiedzianą zdolnością produkcyjną, rzeczywistymi dostawami dla wojska oraz liczbą pocisków skutecznie użytych przeciwko przeciwnikowi. Są to powiązane, ale odrębne wskaźniki.

Reklama

W kolejnych miesiącach pojawiały się informacje o bojowym wykorzystaniu FP-5. Jednym z przykładów był atak na cele przemysłowo-obronne w Czeboksarach, stolicy rosyjskiej Republiki Czuwaskiej, przeprowadzony w nocy z 4 na 5 maja 2026 roku. Użycie Flamingo potwierdził Zełenski, publikując również nagranie startów. Według jego relacji pociski pokonały ponad 1500 kilometrów.

Następny opisywany przypadek dotyczył uderzenia na przedsiębiorstwo Wołgogradpromprojekt w nocy z 10 na 11 września. Fire Point informował o wykorzystaniu swoich pocisków i trafieniu obiektu. Późniejsze doniesienia, oparte na zdjęciach satelitarnych, wskazywały na zniszczenie części hali produkcyjnej.

Przykłady te są istotne dla dyskusji o programie, ale nie pozwalają obliczyć jego ogólnej skuteczności. Do takiej oceny potrzebne byłyby między innymi dane o liczbie wystrzelonych pocisków, awariach, przechwyceniach i trafieniach, a także o trwałości szkód wyrządzonych przeciwnikowi.

Reklama

Fotografia uszkodzonego budynku może dokumentować rezultat konkretnego uderzenia. Nie odpowiada jednak na pytanie, ile pocisków wykorzystano do jego przeprowadzenia ani jak długo zakład pozostawał niezdolny do pracy. Podobnie pojedyncze nieudane odpalenie nie wystarcza do uznania całego programu za bezwartościowy.

Wojskowa przydatność takiego uzbrojenia zależy także od powtarzalności efektów. Zdolność do okazjonalnego trafienia odległego obiektu ma inną wartość niż możliwość regularnego prowadzenia skutecznych uderzeń. Znaczenie mają dostępność pocisków, koszt osiągnięcia zamierzonego rezultatu oraz to, czy zniszczenie danego celu rzeczywiście ogranicza rosyjskie możliwości prowadzenia wojny.

Kto płaci za rozwój pocisków?

Odpowiadając na krytykę, Iryna Terech odniosła się również do finansowania prac. Zadeklarowała, że Fire Point samodzielnie pokrywa koszty rozwoju swoich produktów, a państwo nie przeznaczyło pieniędzy na ten etap.

Reklama

„Na rozwój każdego z modeli naszych produktów państwo wydało zero hrywien i zero kopiejek. Dotyczy to FP-1, FP-2, FP-4, FP-6, FP-7 i FP-9 oraz będzie dotyczyło wszystkich kolejnych konstrukcji. To nietypowe podejście, ale jest naszym dodatkowym wkładem na rzecz kraju” – napisała.

Trzeba przy tym zachować rozróżnienie między finansowaniem prac rozwojowych a zakupami gotowego uzbrojenia. Pokrycie kosztów projektowania przez firmę nie oznacza, że późniejsza produkcja i dostawy dla sił zbrojnych odbywają się bez udziału pieniędzy publicznych.

Dla oceny ekonomicznej programu znaczenie mają oba etapy. Samodzielnie sfinansowany projekt może być wartościowym wkładem przedsiębiorstwa w obronność, ale zamawiający nadal musi ocenić cenę, jakość i przydatność kupowanego produktu. Z kolei problemy z konkretną konstrukcją nie dowodzą automatycznie, że państwo finansowało jej opracowanie.

Reklama
Mogą Cię zainteresować
Najpopularniejsze
Najnowsze
Wojna na Ukrainie
Zobacz także
Reklama