Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Napięcie rośnie. Północnokoreańscy wojskowi notorycznie przekraczają linię demarkacyjną

KRLD żołnierze
Od lat KRLD utrzymuje jedną z największych armii lądowych na świecie, a obecnie w ramach pomocy Rosji w agresji na Ukrainę dąży do uzyskania za jej sprawą dodatkowych środków finansowych i pomocy technologicznej
Autor. Uwe Brodrecht - Nordkorea 2015, CC BY-SA 2.0, commons.wikimedia.org

Żołnierze Korei Płn. w sierpniu i wrześniu ponad 50 razy naruszyli linię demarkacyjną (MDL) dzielącą obie Koree – podał w czwartek południowokoreański dziennik „Munhwa Ilbo”, powołując się na Dowództwo Połączonych Szefów Sztabów (JCS) w Seulu.

Jak wynika z raportu JCS przekazanego w środę parlamentowi, do naruszeń granicy dochodziło głównie na wschodnim odcinku granicy, w rejonie odpowiedzialności południowokoreańskiej 21. Dywizji Piechoty. W samym wrześniu wojskowi Korei Płn. przekraczali MDL niemal codziennie – 30 razy. Schemat incydentów był podobny: kilkuosobowe patrole północnokoreańskie wkraczały na terytorium pod kontrolą Korei Płd., po czym wycofywały się natychmiast po oddaniu przez wojska południowokoreańskie strzałów ostrzegawczych lub nadaniu komunikatów głosowych.

Reklama

Równolegle na zachodnim odcinku doszło do znacznego zagęszczenia pól minowych. Jak podał „Munhwa Ilbo”, cytując ustalenia posła opozycyjnej Partii Władzy Ludowej, Ju Dzong Wona, reżimowe wojska utworzyły co najmniej sześć pól usytuowanych 10-15 metrów na południe od linii demarkacyjnej. Według jego szacunków rozmieszczono tam co najmniej kilkaset min przeciwpiechotnych. Jak zaznaczył, ładunki umieszczane są w obudowach z plastiku, co sprawia, że są trudne do wykrycia i mają zwielokrotnioną siłę rażenia.

Reżim w Pjongjangu zintensyfikował zaminowywanie DMZ w celu trwałego odcięcia granicy od początku 2024 r., kiedy północnokoreański lider Kim Dzong Un uznał Koreę Płd. za „głównego wroga” swojego państwa. Incydenty na granicy wywołują rosnące zaniepokojenie wśród mieszkańców przygranicznego powiatu Ganghwa. Agencja Yonhap przekazała w środę, że we wsi Dangsan od lipca słychać niemal codzienne eksplozje związane z budową dróg taktycznych po stronie Korei Płn. „Początkowo wybuchy i wstrząsy przypominające trzęsienie ziemi wywoływały w nas ogromny lęk” – powiedział agencji sołtys wsi An Hjo Czol.

Lokalna społeczność obawia się, że w odwecie za incydent związany z wybuchem 21 września miny, w wyniku którego rannych zostało trzech południowokoreańskich wojskowych, władze w Seulu podejmą decyzję o ponownym uruchomieniu przygranicznych głośników. Zdaniem cywilów wznowienie emisji audycji może sprowokować Pjongjang do odwetowego ostrzału ich miejscowości. Kim Jo Dzong, wpływowa siostra północnokoreańskiego przywódcy, zapowiedziała w środę, że jeśli siły Południa zaczną strzelać do żołnierzy Północy ostrą amunicją, nastąpi „natychmiastowy i bezlitosny atak odwetowy”. Oba państwa koreańskie formalnie pozostają w stanie wojny, bo konfliktu zbrojnego z lat 1950–1953 nie zakończył traktat pokojowy, ale rozejm.

Krzysztof Pawliszak (PAP)

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama