Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Kim Dzong Un triumfuje? Trump wycofuje siły z manewrów

Spotkanie Trumpa i Kima
Prezydent Trump spotyka się z Kim Dzong Unem we Wspólnym Obszarze Bezpieczeństwa, 30 czerwca 2019 r.
Autor. The White House

Prezydent USA Donald Trump chce znacząco zmniejszyć zaangażowanie sił amerykańskich podczas corocznych manewrów prowadzonych wspólnie z armią Republiki Południowej Korei. Głównym powodem mają być jego relacje z… Kim Dzong Unem.

W poniedziałek 17 sierpnia żołnierze Stanów Zjednoczonych oraz Korei Południowej rozpoczną wspólne, coroczne manewry wojskowe. W ćwiczeniach po stronie gospodarza (Korei) udział ma wziąć nawet 18 500 żołnierzy, po stronie USA liczba ćwiczących jest nieznana (w Korei Południowej stacjonuje dziś niecałe 30 tysięcy amerykańskich żołnierzy). Historia trwających 10 dni ćwiczeń „Ulchi Freedom Shield” sięga 1976 roku. W 50. rocznicę ich inauguracji niewiele zabrakło, aby ostatecznie do nich nie doszło.

Reklama

Trump narzeka na Seul

Okazuje się, że przeszkodą w podjęciu takiej decyzji był… czas. „W związku z tym, że jest za późno na odwołanie (tegorocznych ćwiczeń – red.), zleciłem sekretarzowi Hegsethowi znaczącą redukcję wspólnych ćwiczeń wojskowych (org. Joint Military Exercises)” – napisał amerykański przywódca na jednej z platform społecznościowych. Jego zdaniem manewry „(…) wysyłają sygnał, który jest całkowicie niewłaściwy i wrogi wobec państwa, które od kiedy Donald Trump sprawuje urząd prezydenta, nie stwarza zagrożenia i okazuje szacunek”. Tym państwem jest Korea Północna oraz jej przywódca Kim Dzong Un.

W uzasadnieniu takiej oceny amerykańsko-południowokoreańskich ćwiczeń Trump wymieniał duże koszty manewrów, nierówne ich rozłożenie (Amerykanie mieliby płacić znacznie więcej), południowokoreańską odmowę „w procesie denuklearyzacji Iranu” oraz negatywny wpływ na relacje Trumpa ze wspomnianym Kim Dzong Unem.

Zmienne nastroje

Choć pstryczek Trumpa w sojusznika z Seulu nie jest już dziś czymś wyjątkowym (w 2025 USA nałożyły na Republikę Korei 25-procentowe cła w ramach tzw. Reciprocal Trade Act), najnowsza wiadomość, krytycznie odnosząca się do władz południowokoreańskich, stoi w pewnej sprzeczności z tym, co jeszcze niedawno mówił sekretarz obrony Pete Hegseth.

W maju gościł on w Pentagonie swojego południowokoreańskiego odpowiednika, ministra Ahn Gyu-backa, i chwalił Seul za „zaangażowanie w zwiększenie wydatków na obronę oraz przywództwo w przejęciu głównej odpowiedzialności za bezpieczeństwo Półwyspu Koreańskiego”. Korea Południowa została tam wtedy nawet nazwana wzorem do naśladowania dla innych amerykańskich sojuszników.

Reklama

W sekwencji ostatnich zdarzeń oraz różnych wypowiedzi najważniejszych polityków opisywanych krajów warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną wypowiedź. Otóż słowa Donalda Trumpa można odczytać jako próbę deeskalacji sporu z Pjongjangiem i wpisanie się w niedawną wypowiedź prezydenta Korei Południowej, Lee Jae-myunga, który publicznie wzywał do rozpoczęcia rozmów pokojowych z Koreą Północną. Lee chciałby zastąpić obowiązujące od 1953 roku zawieszenie broni oficjalnym pokojem (wojna de iure trwa do dziś). Powyższe próby mogą jednak spełznąć na niczym, o ile nie zmieni się nastawienie władz Korei Północnej, a na to na razie się nie zanosi.

Pjongjang testuje

Wiadomość Trumpa pojawia się dosłownie kilka dni po tym, jak Korea Północna przeprowadziła testy rakiety balistycznej średniego zasięgu. Jeden z testowanych pocisków (w sierpniu reżim Kima wystrzelił dwa pociski balistyczne) został wystrzelony 12 sierpnia z Wonsan (we wschodniej części kraju) w kierunku Morza Wschodniego (inaczej Japońskiego) i przed wpadnięciem do wody miał przelecieć około 700 kilometrów.

Warto zauważyć, że podobne manifestacje Pjongjangu pojawiały się już kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich lat przy okazji wspólnych ćwiczeń Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej. Czas pokaże, czy pojednawcze gesty prezydentów USA i Republiki Korei jakkolwiek wpłyną na zmianę polityki reżimu w Pjongjangu.

Dzisiaj bardziej prawdopodobne niż „uspokojenie” Kim Dzong Una wydaje się za to pogorszenie relacji na linii Waszyngton–Seul. Decyzje Trumpa mogą mieć tu niebagatelne znaczenie i mogą wywoływać szereg bardzo istotnych konsekwencji. Rozluźnienie amerykańsko-południowokoreańskich więzi może zadecydować m.in. o powrocie do rozważania nad pozyskaniem przez Koreańczyków własnej broni jądrowej.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować