Defence24.pl - wojsko, przemysł, bezpieczeństwo, geopolityka

Dlaczego „Saphir” mógł „zatopić” amerykański lotniskowiec? [ANALIZA]

Dowód skuteczności ataku – zdjęcie lotniskowca HMS „Illustrious” widziane przez peryskop kanadyjskiego okrętu podwodnego HMCS „Corner Brooks”. Fot. Royal Canadian Navy
Dowód skuteczności ataku – zdjęcie lotniskowca HMS „Illustrious” widziane przez peryskop kanadyjskiego okrętu podwodnego HMCS „Corner Brooks”. Fot. Royal Canadian Navy

Według niepotwierdzonych przez Amerykanów źródeł francuski okręt podwodny “Saphir” przedarł się przez siły osłony i „zatopił” w czasie ćwiczeń połowę amerykańskiej grupy lotniskowcowej. Takich przykładów zabójczej skuteczności okrętów podwodnych jest o wiele więcej, jednak większość z nich została objęta tajemnicą. Wyjaśnieniami o tym, jak to było możliwe, są bowiem bardzo mocno zainteresowani Rosjanie i Chińczycy.

Wbrew pozorom informacje na temat skuteczności działań okrętów podwodnych w czasie ćwiczeń pojawiają się dosyć często. W większości przypadków takich newsów się jednak nie potwierdza, ani tym bardziej nie wyjaśnia, w jaki sposób podwodnikom udało się przedrzeć przez siły osłony i wykonać zadanie.

Ostatnio szczególnie głośno było o „wyczynach” francuskiego, atomowego okrętu podwodnego „Saphir”, który uczestnicząc od 22 stycznia do 5 lutego 2015 roku w ćwiczeniach COMPTUEX (C2X) miał podobno zatopić połowę grupy lotniskowcowej CSG 12 (Carrier Strike Group) w składzie: lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt”, krążownik rakietowy typu Ticonderoga USS „Normandy” (CG 60) oraz niszczyciele rakietowe typu Arleigh Burke: USS „Winston S. Churchill” (DDG 81), USS „Forrest Sherman” (DDG 98) i USS „Farragut” (DDG 99). Jak się później okazało skutecznym sposobem działania francuskich podwodników zainteresowali się przede wszystkim Chińczycy licząc, że w ten sposób znajdą słabe punkty w systemie obrony amerykańskich lotniskowców.

image
Okrętowy zespół osłony lotniskowca USS „Theodore Roosevelt” w czasie ćwiczenia COMPTUEX – zdjęcie z 12 stycznia 2015 r. Zespół ten został „zatopiony” kilka dni później przez francuski okręt podwodny „Saphir”. Fot. Rodney Davidson/US Navy

Działaniom „Saphira” poświęcono w Chinach nawet specjalny artykuł w periodyku naukowym nr 8/2015 „Ordnance Industry Science and Technology” pod tytułem „Pojedynczy atomowy okręt podwodny „zatapia ”połowę bojowej grupy lotniskowcowej”. Na szczęście dla Amerykanów francuska relacja na temat tego wydarzenia z 2015 roku została bardzo szybko usunięta z ogólnodostępnych źródeł i jak się okazuje nie tylko z powodu chińskiej oraz rosyjskiej marynarki wojennej. Chodziło bowiem również o prestiż amerykańskich sił morskich, który został w ten sposób poważnie naruszony.

Sytuację pogarszał fakt, że źródłem zamieszania był okręt – właśnie francuskiej marynarki wojennej, która niesłusznie jest lekceważona przez bardzo wielu analityków - w tym amerykańskich. Dodatkowo był to pierwszy przypadek, gdy okręt podwodny z Francji został zaproszony jako „agresor” do wspólnych manewrów z grupą lotniskowcową i od razu wykazał nieskuteczność całego systemu osłony.

„Saphir wkradł się dyskretnie do serca ekranu utworzonego przez amerykańskie fregaty chroniące lotniskowiec, unikając przy tym wykrycia i przeciwdziałania ze strony wszechobecnych środków powietrznych. Rankiem ostatniego dnia, został wydany rozkaz otwarcia ognia, pozwalając Szafirowi fikcyjnie zatopić USS „Theodor Roosevelt” i większość jego eskorty”.

Relacja francuskiej marynarki wojennej z 2015 roku

 image

Lotniskowiec USS “Theodore Roosevelt” w asyście krążownika rakietowego USS “Bunker Hill” i śmigłowcowca desantoweho USS “Germantown” podczas przejścia przez Pacyfik 15 lutego 2020 r. Fot. Dylan Lavin/US Navy

Tymczasem francuska marynarka wojenna i w ogóle francuskie siły zbrojne są zaliczane przez specjalistów do najlepszych na świecie (po amerykańskich) jeżeli chodzi o przygotowanie do faktycznych działań operacyjnych. Świadczą o tym nie tylko liczne misje wojskowe (w tym głównie w Afryce północnej i środkowej), ale również bez przerwy prowadzone rejsy operacyjne strategicznych i uderzeniowych okrętów podwodnych. W tym przypadku Francuzi są w elicie i ich sukces nie powinien być traktowany przez Amerykanów jako ujma na honorze, ale jako cenna lekcja ucząca przeciwdziałania takim sytuacjom.

W Stanach Zjednoczonych panowała jednak cisza na ten temat (w tym na oficjalnej stronie lotniskowca USS „Theodor Roosevelt”), a amerykańska marynarka wojenna jedynie pochwaliła francuskiego „Saphira” za jego zdolność do „penetrowania obrony”. Sprawą zainteresowali się jednak Chińczycy, ponieważ lotniskowiec USS „Theodor Roosevelt” (i nie tylko) został „zatopiony” przez stosunkowo stary okręt podwodny. „Saphir” został bowiem wprowadzono do służby 6 lipca 1984 roku i w 2015 roku miał już ponad 30 lat (został zresztą wycofany cztery lata później). Dodatkowo jest to najmniejszy uderzeniowy okręt podwodny na świecie (2670 ton), co z jednej strony może być zaletą, ale jest również dużym utrudnieniem (jest mniejsza przestrzeń na zabranie odpowiedniego wyposażenia sonarowego i wyciszenie pokładowych systemów wewnętrznych poprzez ich separację od kadłuba).

W warunkach oceanicznych większe jednostki mogą więc być skuteczniejsze, o czym świadczy np. budowa przez Rosjan serii wielkich krążowników podwodnych projektu 949 (wg. NATO typu Oscar) o wyporności 19400 ton. Amerykanie już się na pewno zastanawiają, co by się stało gdyby Francuzi „zaatakowali” ich grupę lotniskowcową wykorzystując właśnie wprowadzane, nowej generacji okręty podwodne typu Barracuda (o wyporności podwodnej 5300 ton i nowej generacji systemach uzbrojenia), a więc jednostki uważane obecnie za najlepsze w swojej klasie na świecie.

image
Niszczyciele grupy lotniskowcowej w czasie ćwiczenia COMPTUEX na chwilę przed tym, jak francuski okręt podwodny “Saphir” “zatopi” chroniony przez nie lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt” (zdjęcie z 22 stycznia 2015 r.). Fot. Rodney Davidson/US Navy

Oczywiście ćwiczenia nie można porównać do prawdziwych działań bojowych, gdy wszyscy rzeczywiście walczą o życie. W czasie wojny dowódcy okrętów podwodnych nie myślą bowiem tylko o wykonaniu zadania, ale również o konieczności zapewnienia sobie drogi ucieczki. Dodatkowo zatopienie kilku jednostek jest możliwe tylko wtedy, gdy one nie wiedzą o wykonywanym ataku. W czasie pokojowych ćwiczeń było to łatwe, ponieważ w zespole okrętowym nikt nie mógł dostrzec wzrokiem (np. po wybuchach), że poszczególne okręty są skutecznie atakowane. W normalnych działaniach już pierwsze trafienie torpedy lub rakiety wywołałoby natychmiastową reakcję sił osłony i wtedy okręt podwodny przestaje być „myśliwym” a staje się „zwierzyną”.

To zamieszanie (w tym poprzez zaburzenie środowiska hydroakustycznego) może być jednak przydatne w planowaniu ucieczki, szczególnie, gdy atak następuje z dużych odległości. Chińczycy analizujące całe zdarzenie przypuszczają jednak, że skuteczny atak „Saphira” jest wynikiem przede wszystkim nowoczesnych, francuskich systemów obserwacji zainstalowanych na tym okręcie oraz dużego doświadczenia jego dowódcy, który potrafił maksymalnie wykorzystać złożone warunki hydroakustyczne panujące w rejonie ćwiczeń (koło Florydy). Chińscy specjaliści wymieniają wśród z nich takie zjawiska jak:

  • „strefa konwergencji” („convergence zone”), w której dochodzi do styku różnych prądów powietrznych. W rejonie ćwiczeń z „Saphirem” szczególnie użyteczna dla podwodników mogła być tzw. strefa konwergencji tropikalnej;
  • „gradienty prędkości dźwięku” („sound speed gradients”) – określające szybkość zmiany prędkości dźwięku wraz ze zmianą głębokości. Odpowiednie wykorzystanie tego parametru pozwala m.in. na wykrycie warstw wody od których odbija się fala akustyczna z sonarów okrętów znajdujących się na powierzchni (poniżej okręty podwodne mogą stać się „niewidoczne”);
  • „zimny wir” („cold eddy”) – czyli wiry oceaniczne z zimnym rdzeniem o średnicy nawet ponad 10000 km, które oddzielają się od prądów oceanicznych i przemieszczają się do wód strukturalnie jednorodnych;
  • „efekt popołudniowy” („afternoon effect”) – zjawisko pogorszenia się parametrów sonarów pojawiające się godzinach popołudniowych i wieczornych podczas spokojnych, słonecznych dni.
image
Atomowy okręt podwodny „Saphir”, któremu udało się „zatopić” amerykański lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt”. For. Marine nationale

W rzeczywistości takich sprzyjających okrętom podwodnym zjawisk i „sztuczek” jest na pewno o wiele więcej i każda marynarka wojenna chroni je jako gwarancję skuteczności swoich okrętów podwodnych. Dlatego tak ważne dla Chińczyków stało się określenie, jak to się stało, że francuskim podwodnikom udało się przedrzeć przez wielowarstwową obronę amerykańskiego lotniskowca. I jak się okazuje - nie tylko francuskim.

Okrety podwodne ciągłym zagrożeniem dla lotniskowców. I nie tylko lotniskowców

Sukces „Saphira” był tym większy, że Amerykanie teoretycznie powinni być przygotowanie na zagrożenie ze strony tego rodzaju jednostki pływającej. Dziesięć lat wcześniej Stany Zjednoczone poprosiły bowiem Szwecję, o wypożyczenie na rok czasu jednego okrętu podwodnego typu A19 Gotland o wyporności podwodnej 1600 ton, by z jego pomocą można było szkolić amerykańskie siły ZOP (zwalczania okrętów podwodnych). Rząd szwedzki wyraził na to zgodę i w 2005 roku do Stanów Zjednoczonych na pokładzie statku transportowego został wysłany HSwMS „Gotland”. Współpraca okazała się tak korzystna, że umowę przedłużono o rok i ostatecznie Szwedzi wrócili z San Diego na Bałtyk dopiero w lipcu 2007 roku.

Amerykanie mieli więc rzeczywiście dobrą okazję do nauki, ponieważ HSwMS „Gotland” w tamtym czasie był uważany za jeden z najlepszych okrętów podwodnych w swojej klasie na świecie. Tak dobra opinia wynikała z wieloletniego doświadczenie szwedzkich stoczni w budowaniu tego rodzaju jednostek pływających, z dobrego wyszkolenia szwedzkich podwodników, z nowoczesnego wyposażenia i uzbrojenia (w większości szwedzkiego) jak również z niezawodnego napędu niezależnego od powietrza (opartego o silnik Stirlinga), który pozwala na nawet kilkunastodniowe przebywanie w zanurzeniu.

Szczegółowe dane na temat zadań realizowanych przez Szwedów w Stanach Zjednoczonych nie są znane, ale wiadomo na pewno, że HSwMS „Gotland” w czasie jednego z ćwiczeń na Pacyfiku przedarł się przez zespół ochrony i niezauważony sfotografował przez peryskop lotniskowiec USS „Ronald Reagan” (co w manewrach morskich jest dowodem na przeprowadzenie skutecznego ataku). Amerykanie wiedzieli więc, że niewielkie okręty są w stanie ominąć ich linie obrony i dzięki szwedzkiej pomocy mieli czas by się przed tym lepiej zabezpieczyć.

image
Szwedzki okręt podwodny HSwMS „Gotland” typu A19 w czasie parady morskiej w bazie San Diego w Kalifornii 1 października 2005 roku. W tle widoczny amerykański lotniskowiec USS „Ronald Reagan”, który kilka miesięcy później w czasie ćwiczeń został przez Szwedów „zatopiony” pomimo całego systemu ochrony. Fot. Michael Moriatis/US Navy

Francuski „Saphir” pokazał, że pomimo wprowadzonych od tego czasu rozwiązań to zagrożenie jest cały czas bardzo poważne. Szczególnie niebezpieczne wydają się być okręty mogące przez długi okres czasu przebywać pod wodą (z napędem atomowym lub napędem AIP niezależnym od powietrza). Pierwsza linia obrony amerykańskich zespołów lotniskowcowych obejmuje bowiem środki obserwacji powietrznej, które pozwalają na wykrywanie wynurzonych okrętów, peryskopów lub chrapów. Jeżeli okręt nie podnosi się do pewnej granicy głębokości to jego wykrycie przez statek powietrzny jest możliwe tylko przy nieprawdopodobnym szczęściu (gdy śmigłowiec opuści sonar nad okrętem lub pława hydroakustyczna zostanie zrzucona dokładnie na trasie tego okrętu).

image
Strona tytułowa branżowego pisma francuskiej marynarki wojennej „Cols-bleus”, w którym opisano sukces okrętu podwodnego „Saphir” w czasie amerykańskich ćwiczeń COMPTUEX. Fot. Marine nationale

To właśnie dlatego „Saphir” o napędzie atomowym mógł wpłynąć niezauważenie w głąb amerykańskiego systemu obrony pomimo, że latał nad nim morski samolot patrolowy P8 Poseidon, reklamowany jako najlepszy na świecie. Takich „wpadek” zespołów osłonowych lotniskowcowych było zresztą wcześniej o wiele więcej i to nie tylko amerykańskich.

W 2007 roku głośno stało się o sukcesie kanadyjskiego okrętu podwodnego HMCS „Corner Brook” o napędzie diesel-elektrycznym (typu Upholder o wyporności 2400 ton), który „zatopił” w czasie ćwiczeń na Atlantyku brytyjski lotniskowiec HMS „Illustrious” (o wyporności 22000 ton). Kanadyjczycy by udowodnić na jaką odległość udało się podejść do brytyjskiego okrętu, zrobili mu zdjęcie przez peryskop, które potem opublikowała kanadyjska marynarka wojenna.

Podobny sukces w odniesieniu do tego samego lotniskowca miał prawdopodobnie amerykański okręt podwodny o napędzie atomowym typu Los Angeles USS „Dallas” (o wyporności 6900 ton) w czasie manewrów w Zatoce Omańskiej 3 października 2013 r. W tym przypadku nie opublikowano jednak wyników ćwiczenia nie chcąc ujawniać, że siły osłony brytyjskiej jednostki były niewystarczająco skuteczne. Sukces w tym przypadku jest jednak o tyle prawdopodobny, że Amerykanie mieli lepszy okręt od Kanadyjczyków, a ponadto ich załoga na pewno była lepiej zgrana (przebywając wielokrotnie dłużej na morzu).

Nie tylko „ataki” własnych okrętów podwodnych, ale również potencjalnego przeciwnika

Okręty podwodne zawsze były uważane za niezwykle niebezpieczne dla dużych okrętów nawodnych. Ocenia się, że w czasie II wojny światowej były one przyczyną zatonięcia co najmniej siedemnastu lotniskowców (z czego osiem były ofiarami Amerykanów). Cały czas więc pracowano nad ulepszaniem systemu ochrony tych cennych jednostek, po wojnie zdobywając doświadczenia w czasie ćwiczeń i licznych „incydentów”.

Tych incydentów wbrew pozorom było bardzo dużo, szczególnie ze strony Związku Radzieckiego. Władze ZSRR wydały bowiem rozkaz swoim uderzeniowym okrętom podwodnym, by w miarę możliwości ćwiczyły ataki na amerykańskie zespoły lotniskowcowe. Na morzach toczyła się więc swoista zabawa „w kotka i myszkę”, w której Rosjanie byli zarówno stroną atakująca, jak i tropioną. Rosyjscy podwodnicy chwalili się później, że udawało im się śledzić lotniskowce US Navy i to nawet przez kilka dni. Robili to na różne sposoby - np. poruszając się z tą samą prędkością i kursem jak poszukujące ich jednostki nawodne, których sonary były wtedy niewystarczająco skuteczne.

image
Francuski lotniskowiec „Charles de Gaulle” w asyście australijskiego okrętu podwodnego HMAS „Collins” podczas ćwiczeń La Perouse w Zatoce Bengalskiej (zdjęcie z 22 maja 2019 r. Fot. Jimmy Ong/US Navy

Może to być prawdą, ponieważ w marcu 1984 r. radziecki, atomowy okręt podwodny projektu 671 „K-314” rzeczywiście tropił amerykański lotniskowiec USS „Kitty Hawk” na Morzu Japońskim. Zdarzenie to o mały włos nie zakończyłoby się zresztą tragicznie, ponieważ Amerykanie ostatecznie stracili kontakt z rosyjską jednostką i doszło do kolizji dwóch kilkunastokrotnie różniących się wypornością jednostek pływających (4830 ton w porównaniu do 82000 ton). Ostatecznie w kadłubie amerykańskiego lotniskowca pozostała część jednej ze śrub sowieckiej jednostki oraz powłoki tłumiącej fale akustyczne, a „K-314” był widziany przez japoński samolot patrolowy, gdy uszkodzony płynął na powierzchni w kierunki swojej bazy.

image
Radziecki okręt podwodny typu Victor, który „staranował” amerykański lotniskowiec USS „Kitty Hawk”. Fot. Wikipedia/US Navy

„Nękani” przez Sowietów byli również Brytyjczycy, których lotniskowiec HMS „Illustrious” przepłynął w listopadzie 1984 roku w odległości około pięćset metrów od radzieckiego okrętu projektu 641B (według NATO typu Tango).

Po zakończeniu Zimnej Wojny w tej rywalizacji na morzu przewagę uzyskali Amerykanie. Rosjanie nie mają już bowiem wystarczających środków finansowych, by uczestniczyć w tak kosztownym wyścigu. Rosja nie może więc już zbudować w odpowiedniej ilości następców dla tak nowoczesnych w swoim czasie okrętów jak: projekt 671 (według NATO typu Victor), projekt 971 (według NATO typu Akuła), czy projekt 945 (według NATO typu Sierra).

image
Chiński okręt podwodny typu Song. Fot. Wikipedia

Wyścig się jednak nie skończył, ponieważ w miejsce Rosjan coraz poważniej zaczynają wchodzić Chińczycy. Jak na razie oficjalnie znany jest jeden przypadek skutecznego „ataku” przeprowadzonego przez chińską marynarkę wojenną. W październiku 2006 roku okręt podwodny z napędem diesel-elektrycznym typu 039 (według NATO typu Song) o wyporności 2250 ton wynurzył się na wodach między Japonią a Tajwanem w odległości dziewięciu mil morskich od lotniskowca USS „Kitty Hawk”. Było więc wystarczająco blisko by trafić torpedą w amerykańską jednostkę.

Amerykanie mieli się potem tłumaczyć, że ich zespół ochrony rzeczywiście nie wykrył chińskiego okrętu, ale było to w czasie, gdy nie było napięcia na arenie międzynarodowej. W przeciwnym wypadku na pewno nie pozwoliliby Chińczykom na zbliżenie się tak blisko do ich lotniskowca.

Aktywne w tego rodzaju „podchodach” są zresztą nie tylko Chiny ale również inne kraje wykorzystujące okręty podwodne. Dowodem na to może być przypadek algierskiego okrętu podwodnego projektu 877EKM, który podobno wynurzył się nagle w środku zespołu amerykańskich okrętów – prawdopodobnie z powodu błędu jednego z członków załogi, któremu nie udało się utrzymać jednostki na głębokości peryskopowej. Ale znany jest również przypadek „zaginięcia” trzech irańskich jednostek projekty 877EKM, które podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej wypłynęły na morze i alianckim siłom ZOP nie udało się ich wytropić.

„Atakowani” są zresztą nie tylko Amerykanie. W 2007 roku Rosjanie poinformowali, że zespół ochrony ich jedynego lotniskowca „Admirał Kuzniecow” (dwa niszczyciele ZOP „Admirał Czabanienko” i „Admirał Liewczenko”) przez pół godziny tropił niezidentyfikowany okręt podwodny, który miał się za bardzo do nich zbliżyć. Oczywiście żadne z państw nie przyznało się, by to ich okręt próbował przechytrzyć Rosjan i z jakim skutkiem (chociaż wiadomo, że w czasie ucieczki użyto wabików).

Podobnym zainteresowaniem, przede wszystkim ze strony amerykańskich okrętów podwodnych, cieszy się na pewno chiński lotniskowiec „Liaoning”. I to właśnie dlatego Chińczycy wysyłają swój największy okręt tylko w silnej osłonie swoich okrętów podwodnych typu 091 (według NATO typu Han) i 039, które w tym czasie zawsze ćwiczą działania ZOP.

Wszystkie te przypadki są dowodem na to, że nowoczesne i dobrze uzbrojone okręty podwodne są nadal najlepszym środkiem do prowadzenia wojen morskich na pełną skalę. Są też prawdopodobnie największym zagrożeniem dla najpotężniejszych obecnie na świecie okrętów nawodnych – lotniskowców.

Komentarze (44)

  1. Veritas

    Warto byłoby wspomnieć pewne mało znane zdarzenie, które miało miejsce na Morzu Barentsa w 1992 roku. Amerykański okręt podwodny USS Baton Rouge typu Los Angeles, podczas tajnej misji w rejonie wyspy Kildin na Północ od Półwyspu Kolskiego, zderzył się z radzieckim okrętem podwodnym Kostroma, projektu 945. Amerykański okręt podwodny po zderzeniu wymagał kapitalnego remontu, a następnie w 1993 roku został przeniesiony do rezerwy i ostatecznie jako pierwsza jednostka swojego typu, został wycofany ze służby w 1995 roku. Dla porównania radziecki okręt podwodny o tytanowym kadłubie, doznał w wyniku tej kolizji jedynie niewielkich uszkodzeń, które zostały szybko naprawione i jednostka wróciła do służby. Amerykański okręt podwodny USS Baton Rouge (SSN-689) doznał poważnych uszkodzeń, w tym pęknięcia kadłuba ciśnieniowego. US Navy na początku bagatelizowała ich skalę, ale następnie przyznała, że przywrócenie okrętu do służby wymagałoby przeprowadzenia kapitalnego remontu. Koszty okazały się jednak tak wysokie, że ostatecznie zrezygnowano z przeprowadzenia naprawy. Amerykański okręt został został zdezaktywowany w dniu 1 listopada 1993 roku w stoczni Mare Island w Vallejo w stanie Kalifornia, a następnie zezłomowany w stoczni Puget Sound w Bremerton w stanie Waszyngton. K-276 Kostroma została skierowana do remontu w stoczni Nerpa w Snieżnogorsku w Obwodzie Murmańskim, który zakończył się w dniu 29 czerwca 1992 roku. Radziecki okręt po tym incydencie otrzymał cyfrę 1 namalowaną na kiosku, zgodnie z tradycją morską wskazującą liczbę zwycięstw...

  2. Obserwator

    Eksperci wojskowi zwracają uwagę na fakt, że okręty podwodne stanowią poważne zagrożenie nawet dla największych potęg morskich. Amerykanie przez dłuższy czas przekonani byli o tym, że liczą się tylko jednostki o napędzie atomowym. Jednak okazało się, że konwencjonalne okręty podwodne o napędzie diesel-elektrycznym są nadal groźnym przeciwnikiem i to nawet dla najnowocześniejszych jednostek nawodnych. Warto wspomnieć, że szwedzki okręt podwodny Gotland, typu A-19 wyszedł zwycięsko z niemal wszystkich pojedynków z okrętami wojennymi US Navy podczas wspólnych ćwiczeń morskich na Pacyfiku. W symulowanych starciach “zatopił “ prawie wszystkie typy jednostek amerykańskich - od lotniskowców typu Nimitz, po okręty podwodne typu Los Angeles. Szwedzi byli w stanie zmylić poszukujące go zespoły lotniczo-morskie Amerykanów i z bardzo małej odległości symulować odpalenie torped w kierunku lotniskowca USS "Ronald Reagan", co w warunkach bojowych równałoby się jego zatopieniu. Oczywiście w trakcie manewrów morskich szwedzki okręt podwodny zamiast salwy torped wykonał przez peryskop jedynie zdjęcia atakowanego amerykańskiego lotniskowca. W związku z tym USA uważnie przyglądają się flotom morskim swoich potencjalnych przeciwników, którzy posiadają okręty podwodne o napędzie konwencjonalnym i nie tylko...

  3. Ślązak

    Czytałem kiedyś że podczas któregoś Baltopsu nasz okręt podwodny typu Foxtrot tak wirtualnie upolował krążownik Ticonderoga

    1. Jaro

      Raczej nie chce mi się w to wierzyć, może chodziło o o typ Kilo, który nawet na dzisiejsze czasy jest bardzo dobrym okrętem podwodnym

    2. chateaux

      Jest całkowicie przestarzałym okrętem, którego system zarządzania walką jest w stanie prowadzić walkę z jedynie dwoma celami jednocześnie, tymczasem systemy zarządzania walką amerykańskich jednostek typu Sturgeon i wczesnych Los Angeles, już na przełomie lat 60. i 70., zdolne były prowadzić walkę z 9 celami jednocześnie.

    3. Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      Okręt jest tak dobry jak dobre ma torpedy a tu lipa.

  4. Fanklub Daviena

    A Rosjanie co stosują, "znafco"? Są gorsi w materiałach wybuchowych od USA? Od kiedy? :)

  5. Jabadabadu

    Nasz Orzeł, kiedy jeszcze pływał, wynurzał się przy burcie komodora w środku polującej na niego eskadry, która w dodatku wiedziała, że pod wodą jest Orzeł. Dla nie zorientownych: to Warszawianka w zubożonej wersji i dość stary egzemplarz. Pozdrawiam wszystkich, którzy twierdzą że ta technika to złom.

    1. Marek

      A jak Orzeł radził sobie z nowoczesnymi OP ? Bo to jest istotne. Wojnę na morzu rozstrzygną okręty podwodne między sobą. Okręty nawodne wejdą do akcji gdy będzie w miarę czysto pod wodą.

    2. Użytkownik

      Serio?

  6. klaun-szyderca

    A czy ktoś może mnie uświadomić, na którym oceanie znajdują się te zimne wiry o średnicy dziesięć tysięcy kilometrów, czyli 1/4 maksymalnego obwodu Ziemi i półtora średniego promienia naszej planety ?

  7. Zorro

    A polska okrętów podwodnych unika ?

    1. Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      A jak taki okręt podwodny dostarczyć na defiladę? Wisła za płytka no i zapora we Włocławku przeszkadza.

  8. Zbigniew

    W treści tego artykułu jest zawarte uzasadnienie dlaczego agentura rosyjska tak wytrwale zwalcza polskie starania o uzyskanie silnie uzbrojonych okrętów podwodnych. Polska ma środki na budowę ale pomimo starań bezskutecznie szuka zleceniobiorcy. To dlatego że Rosja serio obawia się takich okrętów na Bałtyku.

    1. CdM

      Ty tak poważnie? To chyba niemożliwe... Jest bowiem dokładnie odwrotnie: mimo zainteresowania wielu potencjalnych zleceniobiorców, Polska obecnie zrezygnowała ze starań o taką broń.

    2. dim

      Jak wiadomo Bałtyk, z jego dużymi głębokościami, a przy polskim brzegu także licznymi wyspami skałkami i zakamarkami dna, to wcale nie jest płytka i piaszczysta kałuża. A polskie, głęboko ukryte w górotworze, bazy także stanowiłyby bezpieczne schronienie dla op. Z drugiej strony, to na pewno przez Bałtyk szłoby rosyjskie zmasowane uderzenie na Warszawę i COP. I zwyczajnie, nieprawdą jest, że cały Bałtyk - w kwestii statków flot transportowych, cały, po Świnoujście, jest w zasięgu rakiet z OK. Przy tym nieprawda, że rozśrodkowanych i bazowanych w dziesiątkach indywidualnych schronów. A zresztą, nawet gdyby to była prawda z rakietami i schronami, to przecież zniszczymy je skrycie podpływając naszymi op. Podobnie jak dzięki op utrudnimy przeprawy przez Bug, czy zablokujemy Zatokę Gdańską, uniemożliwiając desant. Słowem tak, czy owak najlpszy stosunek koszt/efekt naszych zdolności obronnych, to właśnie okręty podwodne, nie żadna tam opl czy p/panc. - czy to chciałeś napisać ?

    3. Racjonalnie Myślący

      Nieprawdą również jest, że ze względu na skomplikowane warunki hydrologiczne i stratyfikację wód Bałtyk zapewnia okrętom podwodnym doskonale warunki do skrytego działania . Nieprawdą też jest, że skuteczny zasięg rakiet p-okręt zależy od zdolności wykrywania celów, w tym horyzontu radiolokacyjnego. Nieprawdą też jest, że gros polskiego importu idzie przez Bałtyk. Nieprawdą też jest, że OP nie mają możliwości penetrowania baz morskich nieprzyjaciela ("Whiskey" on the rocks to wymysł zachodniej propagandy). Nieprawdą też jest, że sama obecność OP ma duże znaczenie operacyjne, czy wręcz strategiczne (działania w trakcie IIWŚ na Bałtyku, czy wojna o Falklandy wcale tego nie dowodzą). Nieprawdą też jest że najlepszym środkiem zwalczania OP są OP.

  9. FIEDIA

    cóż megalomania zabija bo wszystko co wielkie to i łatwe do odstrzelenia ... ....i pomyśleć coby było gdyby Rosjanie natrafili na Amerykańską Armadę i wysłali swoje Jasienie ,Oskary , Boreje ...czy niezwykle skuteczne Kambały klasy Karp czy OP Ottomara Gerna...powstałaby nam nowa sztuczna rafa

    1. Pim

      Jeżeli spędzają dostatecznie dużo czasu na morzu, to mogą stanowić zagrożenie. Jak grzecznie stoją w porcie bo na ich utrzymanie forsy brak, to stanowią zagrożenie przede wszystkim same dla siebie. Patrz "Konsomolec" czy ostatni wypadek super-hiper miniaturowego specjalnego OP. To że się ma OP, to absolutnie o niczym jeszcze nie świadczy.

    2. sfdsfdsfgdgdf

      Wynik jest na razie nie znany, a strategicznym celem Rosji nie jest zatapianie floty Amerykańskiej. Bo to Rosji może bardziej zaszkodzić niż pomóc.

  10. AlS

    Miała być analiza, a wyszła jedna z cyklu "morskich opowieści", typu - pływał raz marynarz który.. Tak się składa, że z racji pracy w UK często spotykam się z byłymi podwodniakami Royal Navy. Wszyscy zgodnie twierdzą, że najgorszym przeciwnikiem dla ich okrętów były zawsze amerykańskie niszczyciele Arleigh Burke. Mój obecny kolega z pracy, który przez parę lat służył na HMS Trafalgar, mówi że nie mieli sposobu na te okręty i zawsze kiedy już udawało im się je wykryć, było po przysłowiowych ptokach - sami byli już dawno wykryci. Maskowanie akustyczne, nazywane przez Amerykanów Praire Masker, działa najlepiej właśnie na tych niszczycielach, inne okręty pomimo iż też je posiadają, nie są już tak zabójczo skuteczne. Jestem skłonny bardziej wierzyć kilkakrotnie potwierdzonej wersji brytyjskich podwodniaków, niż opowieściom Francuzów. Póki nie wiemy jakie były ROE na tych ćwiczeniach, możemy jedynie dywagować. Co do Chińczyków, to położyli się na dnie przy wyjściu z portu na Tajwanie, zarządzili ciszę i tak leżeli parę dni, jedząc ryż z puszki. W takich warunkach nie ma żadnego sposobu, aby wykryć OP.

    1. Are

      Amerykanie nie mają żadnych powodów by atakować Brytyjczyków, łącznie z tym, że Brytyjczycy mają mnóstwo powodów by być sojusznikami Amerykanów. Ale Amerykanie mają powody by uważać Chińczyków za zagrożenie, przy czym chińskie niszczyciele raczej nie stanowią zagrożenia dla USA, chociażby z tego względu, że póki co Amerykanie mają dobrze rozwinięty zwiad satelitarny. Kłopot w tym, że póki co satelity nie mają skutecznej metody by namierzyć okręty podwodne. Trwają jakieś prace i analizy bazujące na mierzeniu nierówności powierzchni oceanu (ponoć działa, przynajmniej jak się okręt podwodny przemieszcza), ale to nie daje gwarancji.

    2. Pim

      Detektor anomalii magnetycznych?

    3. AlS

      Chińczycy mają kilka stacji rozmagnesowania OP, więc pewnie przed wypłynięciem rozmagnesowali tamten okręt. Jak zapewne wiesz, obiekt który nie porusza się, nie magnesuje się na nowo, więc detektory miałyby dość trudne zadanie z namierzeniem Chińczyka. @Are, chodzi o ćwiczenia, choć w nich też było trochę anglo-amerykańskiego współzawodnictwa. Jedni mają coś do udowodnienia drugim, dlatego żadna strona nie obija się przy tego typu manewrach. Brytyjskie OP znane są z dbałości o wyciszenie, więc fakt iż Trafalgary w pozorowanej walce nie radziły sobie najlepiej z DDG-51 jak najlepiej świadczy o tych drugich.

  11. idc

    "W normalnych działaniach już pierwsze trafienie torpedy lub rakiety wywołałoby natychmiastową reakcję sił osłony i wtedy okręt podwodny przestaje być „myśliwym” a staje się „zwierzyną”." Właśnie dlatego okręty podwodne mają zdolność do atakowania kilku(nastu) celów jednocześnie, a ich torpedy mają zasięgi kilkudziesięciu km. Jak już okręt podwodny zajął pozycję do strzału to odpala całą salwę torped do wielu okrętów naraz.

    1. chateaux

      A który okręt podwodny ma kilkanaście wyrzutni, aby mógł zaatakować kilkanaście celów na raz?

    2. Kola wiadro i po wodę

      Jak to który? Wszyscy wiedzą przecież, że nawet malutka 865 Piranja kilkanaście ma. Każdy większy ruski okręt ma ich kilkadziesiąt.

    3. Użytkownik

      Nieważne. Tak mu napisali na sputniku.

  12. Palmel

    Szkoda że nie ma wiadomości z morza śródziemnego kiedy to dwa lata temu okręty NATO szukały Rosyjskich okrętów które przeszły cieśninę Gibraltarską i jak Rosjanie szybko znaleźli Duński czy holenderski okręt podwodny niedaleko wybrzeży Syrii

    1. chateaux

      Nie musiały szukać. W czasach zimnej wojny, 24/7 pilnowały cieśniny co najmniej dwa atomowe okręty podwodne - jeden po jednej, drugi po drugiej stronie. Radzieckie okrety podwodne nie miały cienia szansy niezauważonego przejścia, nawet korzystając z podwodnych prądów morskich płynących z Atlantyku na Morze Śródziemne. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że teraz jest podobnie samo.

    2. Ekonomista

      Wiadomosc z kilku dni jak to Amerykanie wpłynęli na Indonezję w sprawie zakupu odrzucenia zakupu su-35 ponieważ zakłuci równowagę sił Australii i Singapuru ! Ja jestem coraz bardziej przekonany ze te całe NATO lub USA to jeden wielki blef i szeroko zakrojona propaganda bo w razie konfliktu pomiędzy USA -Rosją to ruskie tak im by dupe skopali jak w Wietnamie

    3. Keras

      Cieśnina Gibraltarska jest tak opomiarowana, że nawet sardynka nie przepłynie niezauważona. To samo Bosfor i Dardanelle. I nie są to ruskie systemy.

  13. Marek

    LGU nie służą do walki z okrętami podwodnymi. Nie służą do walki z flotą przeciwnika wcale. Lotniskowce oraz lotnicze okręty desantowe to głównie jednostki do projekcji siły na ląd. Wchodzą do akcji, gdy flota przeciwnika jest już unieszkodliwiona. W US NAVY walka z okrętami podwodnymi to głównie zadanie własnych okrętów podwodnych. Podejście LGU przez okręt podwodny nie jest żadną sensacją. W takiej konfrontacji OP jest zwykle na mocno uprzywilejowanej pozycji. Niepokojące byłoby, gdyby np amerykańskie Virginie dwałay się łatwo podejść. Kolega z pracy, były oficer na amerykańskim bumerze, opowiadał mi kiedyś że na ćwiczeniach okręty nawodne nie potrafiły ich wykryć nawet gdy celowo walili młotkiem w jakieś żelastwo.

  14. mądrala z pomorza

    Nie wiem czym tu sie podniecać. Nasz Ptaszek robił to samo z amerykanami w latach 90 czy tez po 2000, juz nie pamiętam dokładnie. Jak ich szukali pod woda to sie wynurzali i bosakami wyciągali boje akustyczne, jak atakowali to szli pod wodę i przenikali w sam środek zespołu uderzeniowego. Starzy podwodniacy mają sporo ciekawych historii, tak więc cała ta flota to nadaje się tylko do walki z krajami III świata. Nie bez powodu hamerykanie chcieli odkupić naszego ptaszka. zresztą szwedzi mieli podobne doświadczenia. Tak przy okazji przed interwencja NATO w Serbii, testowano przenikanie AH-64 przez naszą OPL na naszych poligonach. Stare Osy zdjęły wszystkie Apache. To był koniec interwencji lądowej w Serbii. Tyle w temacie

    1. Marek

      Tylko, że czym innym są takie ćwiczenia, czym innym zaś jest wojenna rzeczywistość. W tym drugim przypadku nie robi się fotografii przez peryskop tylko trzeba strzelać torpedem albo rakietami demaskując okręt. Poza tym tak się składa, że grupie lotniskowca towarzyszą własne myśliwskie okręty podwodne.

    2. Użytkownik

      Co nie zmienia tak naprawde niczego. Fakty są takie jak opisał mądrala. No zapomniał jeszcze tylko dopisać co z AH-64 zrobili serbscy snajperzy.

    3. Piki

      A co zrobili? Bo brzmi to na ciekawą opowieść A faktycznie coś musiało być na rzeczy że ich nie użyli.

  15. Are

    Ale czy argument że okręt podwodny jest cenną i skuteczną bronią wystarczy by przekonać decydentów do skutecznego rozkręcenia (wreszcie) programu jego zakupu? Oj wątpię, przy tylu sztywnych wydatkach budżetowych, przy tylu drogich wyborach? No i co, że się kończą, i że od połowy 2020 będą trzy lata bez wyborów. Obietnice trzeba realizować, wydatki spłacać.

    1. endrju

      A czyją flotę proponujesz tymi okrętami atakować? Amerykańską? Czy polowanie na tego biednego Kuzniecowa byś chciał urządzać???

    2. chateaux

      Polowanie na rosyjskie okręty podwodne na Bałtyku które w 2015 roku ćwiczyły odpalanie pocisków manewrujących tuż spod polskich wód terytorialnych - o czym polska Marynarka Wojenna dowiedziała się.... z zachodnich mediów. Oraz rosyjskie korwety i fregaty na tym akwenie.

    3. k

      A po co na niego polować? On przecież sam tonie.

  16. Kilo

    Dlatego okręty spalinowo-elektryczne (pod wodą cichsze i trudniejsze do wykrycia niż atomowe) nadal mają sens, nawet we flotach oceanicznych. Ich autonomiczność jest wystarczająca do skrytego podejścia do lotniskowca i zatopienia go. Nic dziwnego że Rosja nadal inwestuje w takie projekty jak 636.

    1. Pim

      Pod warunkiem, że zapewnisz napęd niezależny od powietrza. Akurat Rosyjska MW ma z tym napędem problem. A Francuski OP opisywany w tekście to klasa Rubis. Okręty o napędzie atmowym, tylko najmniejsze w swojej klasie.

    2. Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      Atomowe są wystarczająco ciche bo źródłem hałasu jest głównie śruba/pędnik, a atakowane mogą uciekać z dużą prędkością.

    3. chateaux

      Źródłem hałasu w dobrze zaprojektowanych i jeszcze lepiej wykonanych okrętach podwodnych z napędem jądrowym, jest turbina i pompa chłodziwa pierwszego obiegu. Dobrze wykonana śruba czy tym bardziej pędnik wodnoodrzutowy nie wywołują żadnego hałasu, o ile okręt nie znajduje się na niewielkiej głębokości i nie powstaje w związku z tym zjawisko kawitacji.

  17. Ech

    Gdyby to byl artykol o Rosjanach to by mial tytul "Zenada, komprmitacja, degrengolada, objawinie gupoty Rosjan" - a jako ze jest o marynarce USA to jakos tak delikatnie, z symaptia....ze wlasciwie to powinnsmy jako POlska kupic okrety podwodne ale wlasciwie to USa nawet jak przegrywa to wygrywa:)

    1. Kola wiadro i po wodę

      No to może popiszemy o tym ruskim lotniskowcu, który kopcił jak stary kalosz z kotłownią na węgiel, a teraz nawet torpedować go nie trzeba bo popsuty stoi w doku?

  18. Fanklub Daviena

    Chińczycy nie muszą korzystać z francuskich wzorów - znana jest kompromitacja amerykańskiej LGU w pobliżu Okinawy gdy 11 listopada 2006 do czasu wynurzenia się pośrodku niej nie zauważyli chińskiego okrętu podwodnego (taki mały pokaz Chińczyków dla Amerykanów), który niezauważony przedarł się przez okręty eskorty oraz parasol ochronny z helikopterów i samolotów ZOP i wynurzył się "mniej niż pięć mil" (wg komunikatu USA) od USS Kitty Hawk... Teraz USA rozpacza z powodu nowych chińskich "min" (o ile to można jeszcze nazwać miną, bo to się praktycznie dron podwodny robi) morskich: mają spoczywać na dnie lub dryfować na dużej głębokości, z zaprogramowanymi charakterystykami akustycznymi celów (w tym i lotniczych!) a następnie gdy wykryją zaprogramowany cel... wypływać na powierzchnię i odpalać przeciw niemu... RAKIETĘ i nadać pozycję. Chińczycy się chwalą, że mogą takie miny rozmieścić w ilości 2000 szt. na dobę (mają konforemne zasobniki takich min na okręty podwodne, kilkunastokrotnie zwiększając zabieraną ilość a nawet przewidują dostosowanie statków rybackich do ich stawiania) i "Pierwszy Łańcuch Wysp" zamknąć dla amerykańskiej marynarki i... lotnictwa w ciągu 48-72 godzin takimi polami minowymi! A jak pokazały manewry US Navy ma problemy z rozminowywaniem nawet pól minowych na poziomie II WŚ... Te nowe chińskie "miny" ogromnie komplikują działania US Navy, bo dotąd było "założenie", że akweny głębokowodne są bezpieczne od min, a teraz US Navy może się ich spodziewać wszędzie, skrycie rozmieszczonych. :)

    1. chateaux

      Gdzie w tym kompromitacja? Mieli go zatopic zanim sie wynurzyl? Naprawde? Czy w jaki inny stosob go zatrzymac? Wyglada na to ze przyjdzie mi zalozyc Twoj wlasny fanklub.

    2. chateaux

      Amerykanie maja za to miny samobiezne Mark 67, ktore samodzielnie moga wplynac do chinskiego portu.

    3. fifi

      Olaboga. I wysadzą kontenerowce z towarem dla USA ?Nawet jesli to będą mundury i buty dla amerykanskiej armii :)?Przeraża mnie poziom produkujacych się pod tekstami na tym portalu.

  19. VC

    Trafić amerykański lotniskowiec być może się da, nawet przez francuski okręt podwodny. Ale jak miałyby tego dokonać przestarzałe (względem Zachodu) okręty Chin lub Rosji? W warunkach wojny za każdym komunistycznym okrętem plynąłby okręt USN. I w razie potrzeby natychmiast go zatopił.

    1. bropata

      A za każdą rakietą wystrzeloną w kierunku amerykańskiej bazy poleci przeciwrakieta. :-)) Bajania o zacofaniu chińskiej i rosyjskiej techniki wojennej są tyle samo warte, co i bajania o zacofaniu kubańskiej medycyny.

    2. Voodoo

      A jakby miał go znaleźć...."ruscy" w technice tzn "dziury w wodzie" wyprzedzają USN o dekadę

    3. Bosmanz Pucka

      Orzeł trafiony regularnie co kwartał Hahahaha

  20. Maciek

    W czasie ćwiczeń zwykle nie jest stosowana standardowa taktyka zabezpieczenia zespołu okrętów, bo zwyczajnie nie ma na to miejsca. A polega ona na tym, że w odległości 70-100km od zespołu tworzona jest bariera z boi hydroakustycznych. Kiedy zespół do niej dotrze, śmigłowce stawiają następną w podobnej odległości, a ta pierwsza chroni zespół od tyłu (lotniskowce zwykle utrzymują ok. 30 w. więc trudno je dogonić.) Zespół jest chroniony przez barierę i środki zop z niszczycieli. W warunkach pokojowych takich rzeczy się nie robi, bo to zbyt kosztowne i zabiera olbrzymi kawał oceanu. Natomiast w bojowych okręt podwodny musiałby dużo szczęścia, żeby się przedrzeć. Nie znaczy, że to niemożliwe, ale litości, w czasie II w. św alianci od ok. 1943r. byli w stanie w orientacyjnie określić położenie ubotów i zmienić kurs konwoju, albo skierować grupę poszukiwawczą. Dziś też nikt by nie czekał, aż wrogi okręt pojawi się w odległości 30km. Opisana sytuacja jest możliwa czysto teoretycznie, a dla op to misja samobójcza. Po udanym ataku, jeśli jego położenie znane byłoby z dokładnością do 20km, nie zdołałby uciec.

    1. Marek1

      wymiana OP, nawet atomowego na ogromny atomowy lotniskowiec ? Opłaca się jak nic ...

    2. Hektor

      Mogli to robić tylko dlatego, że czytali wtedy już swobodnie depesze maszyny szyfrującej Enigma w wersji używanej przez Kriegsmarine.

    3. Użytkownik

      Szczególnie załodze.

  21. Rejtan

    dlatego warto inwestować w op: na Bałyku przydatne są op średniej wielkości, 2-4 tys t wyporności. Oczywiście nowa generacja op ( A26, U216, Scorpene czy Soryu ) to drogie rozwiązania, ale skuteczne i na pewno maja dużą wartość odstraszająca .

    1. Pim

      2-4 tys wyporności na Bałtyk? A gdzie on się zanurzy w tej naszej swojskiej sadzawce?

    2. Marek

      216 to okręt oceaniczny i dlatego ma wyporność taką, jaką ma. Soryu to także jest okręt oceaniczny. A26 i Scorpene to okręty, które mają mniejszą wyporność o tej, którą sobie winszujesz. Takie jak one właśnie mają sens na Bałtyku.

    3. gnago

      Przewodniczący UE donek? Pana twierdzenia o bałtyckiej sadzawce już wielokrotnie zanegowały największe statki świata cumując w polskich portach i pływają po Bałtyku. Taki do tych trzech pięter max znajduje się miejsce w kilku flotach

  22. Ron

    "Są też prawdopodobnie największym zagrożeniem dla najpotężniejszych obecnie na świecie okrętów nawodnych – lotniskowców." Rosjanie twierdzą, że mają już hipersoniczne rakiety z taktycznymi ładunkami jądrowymi i to może być większym zagrożeniem. Pociski te mogą być odpalane z myśliwców, setki kilometrów od celu.

    1. BACUL

      Twierdza też że są bogatym demokratycznym narodem jak również że są słowianami i że Polska nie ma alternatywy dla Rosyjskiego gazu, że wojna zaczęła się 1941 że mają samoloty 5 generacji i super nowe czołgi. Więc może też mają supersonic atomówkę.

    2. Marek

      Sęk w tym, że oni lubią różne rzeczy twierdzić. Na przykład że zegarki wymyślił rosyjski uczony Zegarkow a konserwy wymyślił inny Rosjanin o wdzięcznym nazwisku Puszkin.

    3. Orthodox

      Mają też najszybsze zegarki i największe mikroprocesory.

  23. Andrzej

    Po pierwsze żadna torpeda / rakieta nie została odpalona , tylko zrobiono zdjęcia. W razie rzeczywistego ataku na sonarach / radarach lub innym sprzęcie zobaczyć można co i z skąd zostało wystrzelone , a systemy obronne skierowane przeciwko torpedom / rakietom nie zostały aktywowane ( uruchomione) Nikt z nas nie wie do końca co na obrone własną ma taka grupa bojowa

  24. Strusiu

    Co znaczą same okręty podwodne pokazały działania naszej floty podwodnej w 1939 (wówczas bardzo nowoczesnej) Której jedynym sukcesem było to ,że się nie dała zatopić.Nie mówię tu o postawionych minach bo tego nie robi się w styczności z nieprzyjacielem.Zapominacie też ,że stres bojowy jest znacznie większy od tego na ćwiczeniach mogły by się więc pojawić głupie błędy .A musicie przyznać ,że stres na okręcie podwodnym atakującym samotnie zespół lotniskowcowy jest chyba dość duży.

    1. Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      Wyciągasz blednę wnioski, po pierwsze stres jest sprawą pomijalną profesjonalista robi swoje a stresuje się później, po drugie czasy II wojny były zupełnie inne od realiów po wojennych, broń jądrowa zmieniła wszystko i nie potrzeba już wielu torped żeby zadać duże straty wystarczy jedna nawet nie celna.

    2. Marek

      Co znaczą same okręty podwodne pokazały działania niemieckiej floty podwodnej. Mało brakowało do tego, żeby całkowicie odcięły Wielką Brytanię. Gdyby nie rozszyfrowanie enigmy i gdyby U-booty od początku posiadały proFuMB 1 oraz proste urządzenie zwane Biskayakreutz, kto wie jak Bitwa o Atlantyk by się dla Anglików skończyła. Nadużyciem też jest twierdzenie, że Polska w 39r. miała nowoczesną flotę podwodną. Nowoczesny był ORP Orzeł i ORP Sęp. Trzy pozostałe okręty to były leciwe francuskie stawiacze min. Co gorsza w polskich okrętach podwodnych nie było czegoś, co nazywa się zlekceważono coś, co nazywa się hydroakustyka. Mimo tego z powodu zagrożenia spowodowanego przez okręty podwodne od 1 września 1939r. nie popłynął żaden niemiecki statek z Vaterlandu do Prus Wschodnich.

    3. Zbigniew

      Nie ma sensu porównywanie roku 1939 do współczesności, wówczas okręty nie dysponowały bronią zagrażającą dalekosiężnie przeciwnikowi na lądzie, nie było dalekosiężnych rakiet manewrujących.

  25. BRUIL

    To że okręt podwodny to broń prawie idealna, wiedziałem już dawno i jestem ich wielkim zwolennikiem. Tylko tak jak już ktoś zauważył, w warunkach ,,przyjacielskich'' ćwiczeń załoga nie ma właściwie stresu, co innego w warunkach realnej wojny, wtedy jest sporo nerwowości nawet u najlepiej wyszkolonych załóg, wkradają się błędy a i strona która mogłabybyć zaatakowana, jest bardziej skupiona. To tak w kilku słowach, ale nie zmienia to faktu i nie jest żadną nowością że nawet lotniskowce amerykańskie nie są niezatapialne. A właściwie jedynym okrętem który byłby w stanie zbliżyć się wystarczająco blisko i je zatopić albo przynajmniej mocno uszkodzić jest właśnie okręt podwodny. Tylko co dalej ? Myślicie że w przypadku jakiejś wojny i zatopienia lotniskowca amerykanie w żaden sposób by na to nie odpowiedzieli ? Moim zdaniem odpowiedź by była i to bardzo znacząca, myślę że w grę wchodziłaby również odpowiedź atomowa.