Royal Navy: systemy bezzałogowe zamiast niszczycieli min [ANALIZA]

29 maja 2021, 12:48
Zdj łodzie Wilton
Piętnastometrowa łódź motorowa RNMB „Hebe” oraz jedenastometrowa łódź RNMB „Harrier” wykorzystywane w ramach projektu WILTON do nadzoru szlaków wodnych. Na rufie oby jednostek widoczny system zdalnego opuszczania holowanej „ryby” z sonarem obserwacji bocznej. Fot. Atlas Elektronik UK
Reklama

Brytyjska marynarka wojenna zamierza do 2031 roku wymienić wszystkie swoje niszczyciele min na zdalnie sterowane lub autonomiczne systemy przeciwminowe, zainstalowane na niewielkich, bezzałogowych, motorowych jednostkach pływających. Brytyjczycy, podobnie jaki wcześniej Belgowie, Francuzi i Holendrzy działają więc inaczej niż Marynarka Wojenna RP.

W wydawanym cyklicznie przez brytyjski rząd dokumencie „The Integrated Review of Security, Defence, Development and Foreign Policy” (Zintegrowany Przegląd Bezpieczeństwa, Obrony, Rozwoju i Polityki Zagranicznej) potwierdzono wcześniej pojawiające się sygnały, że brytyjska marynarka wojenna zamierza stopniowo zastępować pozostałe jej trzynaście niszczycieli min zdalnie sterowanymi lub autonomicznymi systemami przeciwminowymi przenoszonymi na małych łodziach motorowych MAS (Maritime Autonomous Systems).

Co więcej, proces ten w Royal Navy jest przyśpieszany, ponieważ prace nad systemami klasy MAS postępują szybciej, niż wcześniej przewidywały harmonogramy. Wymiana w pierwszym momencie ma dotyczyć siedmiu niszczycieli min typu Sandown, które planuje się wycofać w okresie od 2023 do 2031 roku. Brytyjczycy pozbędą się więc okrętów, które wprowadzono do linii od 1998 do 2001 roku – a więc jednostek młodszych o 10 lat od trałowców projektu 207 – wykorzystywanych obecnie w polskiej Marynarce Wojennej.

image
Pomimo nowoczesnego wyposażenia przeciwminowego niszczyciele min typu Hunt mają być zastąpione systemami bezzałogowymi do 2031 roku. Fot. M.Dura

Brytyjskie plany zakładają również wycofanie do 2031 roku sześciu pozostałych niszczycieli min typu Hunt, z tym że proces ten zacznie się później niż w przypadku okrętów typu Sandown – bo w 2029 roku. Jest to o tyle zaskakujące, że okręty te wprowadzano do służby w latach 1981-1985, a więc są prawie dwukrotnie starsze od wycofywanych wcześniej niszczycieli min typu Sandown. Może to oznaczać, że Brytyjczycy planują jak najszybciej sprzedać swoje młodsze niszczyciele min, stawiając jako niewątpliwy atut ich wiek plus nowoczesne wyposażenie.

Następców obu typów brytyjskich niszczycieli min wyłoniono w ramach programu MHC (Mine countermeasures and Hydrographic Capability), realizowanego od 2014 roku i mającego zapewnić zdolności do zdalnego zwalczania min i prowadzenia prac hydrograficznych. Po wstępnych analizach, testach i demonstracjach Brytyjczycy mieli już pewność, że w pełni autonomiczny proces zwalczania min będzie mógł już być prowadzony w Royal Navy przed 2033 rokiem.

Mniej kategoryczne założenia przyjęto w odniesieniu do okrętów hydrograficznych i oceanograficznych SVHO (survey vessel - hydrographic oceanographic): HMS „Echo” i HMS „Enterprise”. Tutaj ostrożniej zakłada się zamontowanie na tych jednostkach autonomicznych systemów pomiarowych do połowy lat dwudziestych XXI wieku oraz wycofanie obu okrętów badawczych od połowy lat trzydziestych XXI wieku.

Proces eliminowania załogowych okrętów przeciwminowych w Wielkiej Brytanii jest jednak realizowany bardzo ostrożnie. By zmniejszyć ryzyko niepowodzenia, Brytyjczycy opracowali szereg demonstratorów technologii, a także przeprowadzili wiele prób, testów i badań. Były one skupione w trzech głównych projektach:

  • WILTON – prowadzenie nadzoru przeciwminowego nad szlakami wodnymi;
  • SWEEP – szybkie trałowania systemami zdalnie sterowanymi;
  • MMCM – bezzałogowe odszukiwanie, klasyfikacja oraz zwalczanie min.

Nadzór nad torami wodnymi baz morskich – projekt WILTON

WILTON to projekt już wdrożony do Royal Navy i to w bardzo ważnym dla Brytyjczyków miejscu – w bazie Faslane w Szkocji, gdzie stacjonują brytyjskie atomowe okręty podwodne z rakietami balistycznymi typu Vanguard. W ramach tego projektu wdrożono w skład pierwszej eskadry przeciwminowej (1st Mine Countermeasures Squadron) grupę trzech łodzi motorowych: piętnastometrowej łodzi RNMB „Hebe” oraz dwóch jedenastometrowych łodzi RNMB „Harrier” i RNMB „Halcyon”. Każda z nich może przenosić na swoim pokładzie:

  • Małe autonomiczne pojazdy podwodne REMUS 100;
  • Średnie autonomiczne pojazdy podwodne REMUS 600;
  • Holowany sonar obserwacji bocznej wysokiej rozdzielczości;
  • Zdalnie sterowany robot podwodny M500 ROV (Remotely Operated Vehicle).

Zadaniem tej „minieskadry” jest autonomiczne sprawdzanie szlaków wodnych RTSV (Route Survey), którymi poruszają się okręty podwodne i nawodne, wychodząc z portów szkockich na pełne morze i wracając do baz. Sprawdzanie to polega na regularnym, szczegółowym mapowaniu dna morskiego, co pozwala na bardzo szybkie wykrywanie nowo pojawiających się obiektów, a w dalszej kolejności na ich identyfikację i ewentualną neutralizację.

image
Piętnastometrowa łódź motorowa RNMB „Hebe” oraz jedenastometrowa łódź RNMB „Harrier” wykorzystywane w ramach projektu WILTON do nadzoru szlaków wodnych. Na rufie oby jednostek widoczny system zdalnego opuszczania holowanej „ryby” z sonarem obserwacji bocznej. Fot. Atlas Elektronik UK

Wszystkie te operacje są realizowane z łodzi sterowanych zdalnie dzięki komendom wysyłanym z rozmieszczonego na lądzie przenośnego centrum operacyjnego POC (Portable Operation Centres) lub ze stanowiska kontroli, który zawsze można zorganizować na większej, przystosowanej do zaokrętowania kilkuosobowej załogi, piętnastometrowej łodzi motorowej RNMB „Hebe”.

Tak realizowane zadanie RTSV, jest szczególnie ważne w przypadku zabezpieczenia działalności operacyjnej boomerów wchodzących w skład brytyjskich sił nuklearnego odstraszania. Brytyjczycy zastrzegają się przy tym, że zespół WILTON, stacjonuje na stałe w bazie w Faslan, z łatwością będzie można przetransportować drogami lądowymi i wykorzystać go w dowolnym miejscu Szkocji i całej północnej Anglii. Tym bardziej że ten sposób sprawdzania szlaków wodnych okazuje się być znacznie tańszy i prostszy w regularnym stosowaniu, niż gdy wykorzystuje się załogowe jednostki pływające. Cały zespół WILTON liczy bowiem tylko około piętnastu osób, które zapewniają realizację zadań operacyjnych RTSV przez co najmniej 100 dni w roku, jak również wykonują 60 dni prób i testów rocznie (dzięki czemu zdobywane są doświadczenia w pracach nad dalszymi rozwiązaniami klasy MAS). Tych piętnastu specjalistów ma zresztą również inne zadania zajmując się np. opracowywaniem struktur organizacyjnych, doktryny oraz standardowych procedur operacyjnych dla systemów bezzałogowych.

Szybkie trałowanie szlaków morskich – projekt SWEEP

Kolejną zdolnością uzyskaną w brytyjskiej marynarce wojennej jest zdalnie sterowane trałowanie torów wodnych poprzez wykorzystanie holowanych, kombinowanych trałów niekontaktowych CIS (Combined Influence Sweeping). Pierwsze takie systemy zostały zamówione w styczniu 2021 roku przez Royal Navy w firmie Atlas Elektronik UK za 25 milionów funtów.

W ramach kontraktu firma ta ma zbudować trzy autonomiczne kompleksy trałowania SWEEP (Combined Influence Minesweeping system) przeznaczone do wykrywania i niszczenia cyfrowych min morskich. Każdy taki kompleks ma się składać z autonomicznego pojazdu nawodnego ASV (autonomous surface vehicle), holującego za sobą zespół generatorów pól, mających wzbudzić reakcję zapalników min morskich nowej generacji i w efekcie doprowadzić do ich aktywacji.

image
Zdalnie sterowana łódź motorowa wykorzystywany w systemie ARCIMS. Na rufie widoczny opuszczany do wody, holowany opływnik z sonarem obserwacji bocznej. Fot. M.Dura

Zamówienie to jest efektem zakończonych powodzeniem trzyletnich prób systemu trałowego ARCIMS (ATLAS Remote Combined Influence Minesweeping System), dostarczonego dla Royal Navy przez Atlas Elektronik w 2018 roku. Jego głównym elementem jest zdalnie sterowana łódź motorowa holująca moduł SWEEP, w skład którego wchodzą różnego rodzaju efektory, w tym np.: 3 małe platformy nawodne ze wzbudnikiem elektrycznym CAB (Coil Auxiliary Boats); pływający wzbudnik magnetyczny oraz generatory szumów (symulujące poruszający się okręt) i sygnału akustycznego (imitującego impulsy z sonaru okrętowego).

image
Zdalnie sterowany system trałowy SWEEP podczas testów. Fot. Atlas Elektronik UK

Całość została rozmieszczona w czterech łatwych do transportu kontenerach ISO, zawierających: łódź USV, moduł SWEEP oraz przenośne centrum dowodzenia PCC (Portable Command Centre). Dzięki temu specjalnie powołany przez Royal Navy zespół testowy MASTT (Maritime Autonomous Systems Trials) mógł gruntownie sprawdzić i zweryfikować możliwości systemu ARCIMS, w tym podczas pływania w bardzo niskich temperaturach (w Kanadzie w styczniu 2020 r.) i w wysokich temperaturach (w Zatoce Perskiej w październiku 2020 r.).

Zdalne niszczenie min morskich - MCMM

Prace nad zdalnym zwalczaniem min w Royal Navy rozpoczęły się faktycznie w 2016 roku. To właśnie wtedy podpisano umowę na realizację fazy demonstracyjno-testowej francusko-brytyjskiego projektu MCMM/SLAMF (Maritime Mine Countermeasures/ Système de Lutte Anti-Mines Futur). Specjalnie w tym celu utworzono konsorcjum, w skład którego weszły firmy: Thales Underwater Systems (lider), ECA (Francja), BAE Systems, L3Harris, Wood & Douglas i brytyjska filia szwedzkiego koncerny SAAB.

Pomimo pandemii, próby udało się z powodzeniem zakończyć przed terminem w listopadzie 2020 roku i od razu podpisano z konsorcjum kontrakt za 184 miliony funtów na osiem kompleksów: cztery dla Royal Navy i cztery dla Marine nationale. Umowa zakłada, że pierwszy system będzie dostarczony do końca 2022 roku i zostanie przetestowany przed osiągnięciem tzw. wstępnej zdolności operacyjnej IOC (Initial Operating Capability).

image
Zdalnie sterowana łódź nawodna USV opracowana przez firmę Thales dla programów przeciwminowych. Fot. M.Dura

Każdy z tych ośmiu systemów ma się składać z czterech głównych elementów. Podobnie jak w projektach SWEEP i WILTON i tutaj głównym elementem wykonawczym mają być bezzałogowe, zdalnie sterowane łodzie motorowe USV (o długości 12 m). Zostały one opracowane wspólnie przez firmy Thales i L3Harris. Każdy z ośmiu zamówionych kompleksów ma wykorzystywać dwie takie łodzie, które będą przenosiły wyposażenie niezbędne do detekcji i niszczenia min.

Do wykrywania, klasyfikacji i lokalizacji min ma służyć opuszczany z łodzi USV holowany pojazd T-SAM (Towed Synthetic Aperture Multiviews) przenoszący sonar z syntetyczną aperturą SAMDIS (Synthetic Aperture & Mine Detection Imaging Sonar). Brytyjczycy chwalą się, że pomimo mniejszego zapotrzebowania na energię i mniejszych rozmiarów jest to rozwiązanie o większych możliwościach niż specjalistyczne stacje hydroakustyczne wykorzystywane na niszczycielach min typu Hunt i Sandown.

Z kolei do niszczenia min każda łódź USV ma być wyposażona w system odszukiwania i neutralizacji min MuMNS (Multi-Shot Mine Neutralization System). Składa się on z trzech, opuszczanych do wody, samobieżnych dronów - ładunków jednorazowego użytku Sea Fox (opracowane przez Atlas Elektronik), które już od kilku lat są na wyposażeniu Royal Navy. Brytyjczycy zakładają jednak, że będą one używane kilkakrotnie dzięki nakładanym na nie specjalnym nakładkom Cobra z aluminium i tworzyw sztucznych, wypełnionych materiałem wybuchowym. Nakładki te są transportowane przez Sea Fox do niebezpiecznego obiektu, przyczepiana do min i detonowana zdalnie w momencie, gdy dron zostanie wydobyty na powierzchnię.

image
Samobieżny, zdalnie sterowany pojazd neutralizujący miny Sea Fox z dodatkową nakładką niszczącą Cobra. Fot. M.Dura

Do kierowania działaniami co najmniej trzech łodzi USV ma służyć opracowane przez Thalesa przenośne centrum operacyjne POC (Portable Operation Center). Łączy się on z łodziami realizującymi zadania na morzu poprzez zabezpieczone łącze komunikacyjne MITL (Man In The Loop) i wykorzystuje specjalne oprogramowanie zarządzania misją oraz analizy danych.

Z morza czy z lądu?

Wielka Brytania jest już piątym krajem, który oficjalnie zamierza zrezygnować z niszczycieli min na rzecz systemów bezzałogowych. W Europie są to Belgia, Niderlandy i Francja. O ile te trzy, europejskie państwa chcą jednak działać głównie w oparciu o specjalnie zaprojektowane okręty przeciwminowe, które będą bazami dla systemów bezzałogowych, to Wielka Brytania nie ma jak na razie w planie budowy tego rodzaju jednostek pływających.

Brytyjczycy zakładają za to, że takie rozwiązania jak WILTON, SWEEP i MCMM będą działały głównie w oparciu o brzeg, dowożone do miejsca działań drogami lądowymi lub dostarczane do akwenu operacyjnego z wykorzystaniem niespecjalistycznych jednostek pływających, posiadających jedynie odpowiednie miejsce na pokładzie (w tym fregaty, pełnomorskie okręty patrolowe lub nawet odpowiednio przystosowane statki cywilne).

image
Brytyjczycy nie planują na razie budowy „okrętów-matek” dla bezzałogowych systemów przeciwminowych, ale chcą te systemy wykorzystywać z już dostępnych lub budowanych jednostek pływających, w tym z pełnomorskich okrętów patrolowych typu River, które mają na rufie odpowiednio duży pokład zadaniowy. Fot. M.Dura

Takie rozwiązanie ma jednak swoje zalety, ale również wady. Zaletą jest to, że Brytyjczycy nie muszą utrzymywać „okrętów-matek” tylko po to, by co jakiś czas przetransportować potrzebne systemy przeciwminowe do określonego miejsca i gdzie te systemy będą później działały zupełnie samodzielnie – i to przez często długo okres czasu. Użycie niespecjalistycznego okrętu pozwoli na jego szybie uwolnienie do innych zadań, związanej np. z ochroną rejonu operacji.

Z drugiej jednak strony „okręty-matki” całkowicie uniezależniają siły przeciwminowe od infrastruktury brzegowej. Obsady kierujące systemami WILTON, SWEEP i MCMM nie muszą więc się martwić o zakwaterowanie i wyżywienie, jak również są wsparte technicznie przez części zamienne i wyposażenie pokładowe goszczących je na stałe jednostek. Brytyjczycy zwracają też uwagę na równie cenną jak zdolności bojowe wartość, wynikającą z samej obecności okrętów pod brytyjską banderą w danym rejonie świata. Tej obecności nie zapewnią systemy bezzałogowe, a mogłyby wielozadaniowe – „jednostki matki”, które w razie konieczności można by było wykorzystywać do takich operacji jak: pomoc humanitarna czy zwalczanie piratów i przemytu narkotyków.

Dlaczego bezzałogowe a nie załogowe?

Tak szeroko zakrojone plany bezzałogowego wykonywania zadań minowych są przez Brytyjczyków tłumaczone na kilka sposobów. W pierwszej kolejności zwraca się uwagę na bezpieczeństwo – czyli działanie zgodnie z koncepcją „zero strat”. Wykorzystanie systemów bezzałogowych pozwala bowiem na praktycznie całkowite wyeliminowanie zagrożenia dla ludzi, którzy cały czas pozostają poza akwenem, na którym potencjalnie mogłoby być pola minowe. Dodatkowo, nie trzeba utrzymywać okrętów załogowych (niszczycieli min i trałowców) w regionach, gdzie są one narażone na atak rakietowy z powietrza lub z wody.

Równie ważną zaletą takiego rozwiązania dla Brytyjczyków jest jego mniejszy koszt zakupu i eksploatacji. W Wielkiej Brytanii już oszacowano, że zastąpienie trzynastu, obecnie wykorzystywanych w Royal Navy niszczycieli min kosztowałoby Brytyjczyków grubo ponad miliard funtów. Już zauważono, że niszczyciele min typu Sandown, ze swoim specjalistycznym wyposażeniem i konstrukcją minimalizującą pola fizyczne, były najdroższymi okrętami, jakie kiedykolwiek zbudowano dla brytyjskiej marynarki wojennej (biorąc pod uwagę koszt jednej tony oddanej jednostki pływającej).

Tymczasem szacuje się, że jeden zestaw MMCM kosztuje około 20 milionów funtów każdy, a przy zwiększonej produkcji ta cena może się jeszcze zmniejszyć. Zastąpienie niszczycieli min systemami bezzałogowymi pozwoli więc przynieść oszczędności dochodzące nawet do 70%. Do tego należy jeszcze doliczyć kilkakrotnie mniejsze koszty eksploatacji. Załoga niszczyciela min typu Sandown liczy np. do 40 osób, podczas gdy jeden zestaw WILTON obsługuje jedynie 15 osób.

Brytyjczycy zwracają też uwagę na większą dostępność i „elastyczność” systemów bezzałogowych. Remont niszczyciela min automatycznie wyłącza na czas prac stoczniowych całe wyposażenie znajdujące się na jego pokładzie. W przypadku systemów bezzałogowych można tak rozplanować harmonogram zabezpieczenia logistycznego, by zawsze część danego kompleksu była w gotowości do działań. Dodatkowo przez dobór odpowiedniej ilości zestawów klasy RTSV, CIS i MMCM można elastyczniej reagować na zmieniającą się sytuację geopolityczną (nastawiając się np. w danym momencie głównie na nadzór szlaków wodnych – RTSV).

Systemy bezzałogowe są również łatwiejsze do modernizacji w celu sprostania nowym zagrożeniom. O wiele łatwiej jest bowiem dostarczyć do specjalistycznych zakładów niewielką łódź motorową niż prawie tysiąctonowy okręt. Z tą zdolnością do transportu wiąże się kolejna zaleta wprowadzanych przez Brytyjczyków systemów bezzałogowych – większa mobilność.

Niszczyciele min i trałowce to jednostki o niewielkiej autonomiczności i prędkości (w przypadku okrętów typu Sandown to maksymalnie 13 w). Dotarcie do rejonu działań zajmuje więc tym jednostkom dużo więcej czasu niż systemom bezzałogowym. Systemy te mogą być bowiem dostarczone również drogami lądowymi, koleją, samolotami oraz na innych okrętach. Brytyjczycy wskazują, że dla potrzeb systemów przeciwminowych będzie można zaadaptować pokład zadaniowy fregat Type 26 a być może również fregaty Type 32.

Daje to zupełnie nowe możliwości wykorzystania własnych zespołów okrętowych, które dla działania w danym akwenie nie będą już musiały czekać na przybycie wolnych niszczycieli min, ale będą mogły same sprawdzić obszar. Istnieje również możliwość wcześniejszego wysłania bezzałogowych systemów minowych, które na swój sposób przygotują rejon operacji dla pozostałych sił.

Badania prowadzone przez brytyjską marynarkę wojenną wykazały dodatkowo, że takie sprawdzenie będzie się odbywało szybciej niż w przypadku załogowych okrętów przeciwminowych. I tu warto zacytować brytyjskie media: „Royal Navy twierdzi, że jej nowe, bezzałogowe systemy przeciwminowe już dowiodły, że są również znacznie szybsze w działaniu i mogą znajdować miny, nawet w najgorszych warunkach, pięć do dziesięciu razy szybciej niż obecne niszczyciele min”.

Problemy związane z wprowadzeniem systemów bezzałogowych

Wymieniając zalety przeciwminowych systemów bezzałogowych, nie można jednak zapomnieć o ich wadach. Brytyjczycy w pierwszej kolejności wskazują na „bezbronność” tego rodzaju rozwiązań – czyli cechę jaką posiadają wszystkie kompleksy działające zdalnie lub autonomicznie. Praktyka pokazuje bowiem, że systemu bezzałogowe są o wiele bardziej narażone na ataki niż okręty z załogami.

image
Wizja belgijsko-niderlandzkiego okrętu przeciwminowego opartego na systemach bezzałogowych. Fot. BNR

W czasie współczesnych działań wielokrotnie dochodziło do niszczenia dronów, co jednak nie wywoływało tak dramatycznej eskalacji konfliktu, do jakiej by doszło np. w wyniku ataku na okręt załogowy. To właśnie dlatego systemy bezzałogowe są stosunkowo łatwe do zniszczenia, a nawet do kradzieży, nie mając jak na razie żadnych zdolności do samoobrony.

Kolejnym problemem do rozwiązania w nowej koncepcji działań przeciwminowych są większe wymagania jeżeli chodzi o niezawodność. Należy pamiętać, że podczas działania w tak trudnych warunkach, jakie panują na morzu, zawsze może dojść do awarii jakiegoś systemu: i to zarówno w przypadku okrętów załogowych jak i systemów bezzałogowych. O ile jednak na okrętach zawsze istnie możliwość przeprowadzenia naprawy przez załogę (nawet jeżeli jest to jedynie tymczasowe usprawnienie), to na dronach takiej możliwości już nie ma.

Dlatego systemy bezzałogowe muszą być wyjątkowo niezawodne, działając nawet w najtrudniejszych warunkach pogodowych. Wymaga to zdublowania wielu urządzeń w taki sposób, aby np. zdalnie sterowana łódź motorowa mogła samodzielnie powrócić do okrętu-matki lub do wskazanego miejsca na wybrzeżu.

Niewątpliwą wadą systemów bezzałogowych jest również ich podatność na zakłócenia. Zdalnie sterowane łodzie motorowe muszą bowiem cały czas utrzymywać łączność z operatorem, który nadzoruje działania przeciwminowe i co najważniejsze – kontroluje ruch danego pojazdu w środowisku, gdzie często działa wiele innych, cywilnych i wojskowych jednostek pływających.

Przeciwnik na pewno będzie więc się starał przejąć kanał łączności, uzyskując nie tylko kontrolę nad znajdującymi się na dronie urządzeniami, ale również materiałami wybuchowymi, wykorzystywanymi do niszczenia min. Może więc to być tylko typowe zakłócanie elektromagnetyczne, ale również wyrafinowany cyberatak, nakierowany na przejęcie kontroli nad systemem. W przypadku okrętów załogowych takie niebezpieczeństwo jest niewątpliwe o wiele mniejsze.

image
Reklama 
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 10
Reklama
Piotr ze Szwecji
wtorek, 1 czerwca 2021, 10:26

Nie mam nic przeciwko 3-4 Kormoranom w MW, lecz co do całych flotylli trałowców w MW, około 18 sztuk jeśli dobrze pamiętam, to zawsze widziałem ich likwidację. Nikt nigdy nie przedłożył żadnej koncepcji ich logicznego użycia w razie wojny. Nie ma F-16 w Lotnictwie Morskim. Polska z limitu na 460 samolotów bojowych utrzymuje ledwie 91 sztuk, które są przykrótką kołderką na potrzeby na lądzie. Tutaj zaś MW zamiast inwestować w piechotę morską w 3/4 szkoloną nie w operacjach na morzu, lecz do walki rzecznej, inwestuje w utrzymywanie całej floty 18 trałowców, które bez eskorty innych okrętów i osłony lotniczej nie są w stanie nawet wyjść samodzielnie z portu. Wszystko podczas, kiedy Rosjanie inwestują w nowe jednostki nawodne i podwodne Floty Bałtyckiej z potencjałem rakietowego uderzenia rakietami Kolibr w głąb lądu.

Pukpuk
sobota, 29 maja 2021, 16:40

To było dość oczywiste: od dość dawna było do przewidzenia, że wraz z postępem systemów dronopodobnych kormorany w XXI wieku nie mają sensu. Podobnie jak pancerniki, czasy się zmieniają, panowie admirałowie.

dim
niedziela, 30 maja 2021, 01:18

A czy inaczej jest z op, na morzu małym, przy tym płytkim, jak Bałtyk ?

ito
piątek, 9 lipca 2021, 19:06

Bałtyk oprócz tego, ze mały i płytki jest dość specyficzny hydrograficznie, co sprawia, że jest niemal idealnym akwenem dla okrętów podwodnych.

X
niedziela, 30 maja 2021, 13:47

Tu akurat jest inaczej.

Tomasz
sobota, 29 maja 2021, 22:28

Tureckie systemy bezzałogowe Ulaq już są gotowe

Dalej patrzący
sobota, 29 maja 2021, 16:00

Autonomiczny Hugin Endyrance w ciągu jednej pełnej misji [15 dni] - jest w stanie przeszukać obszar 1100 km2. Dla porównania w 2020 prototypowy Kormoran II w ciągu całego roku przeszukał 1800 km2. Relacja koszt/efekt po prostu miażdżąca na korzyść dronów. Generalnie pod wodą winny operować liczne drony - zarówno dla linii blokadowych [np. z maskowaniem dennym - jak Spartaqs Deep Guard] jaki i z aktywnym przeszukiwaniem. Plus drony lotnicze [lub szybkie nawodne] - które w rejon wykrycia zagrożenia - przetransportują efektory niszczące - czy to miny - czy wrogie OP. Np. ILX-27 - jako nosiciel magnetometru, czy boi nasłuchowych czy mikrotorped. - czy np. pozahoryzontalnych kppanc [nie tylko na jednostki na morzu - ale oczywiście i przeciw celom lądowym - w tym do przełamywania rosyjskich A2/AD - które stanowią strategicznie najwyższy poziom Armii Czerwonej umożliwiający jej projekcję siły. [Z jednej strony drony zapewniają duża liczbę jednostek i pokrycie obszaru strategicznego stałym dozorem [wysoka dyspozycyjność - w przeciwieństwie do systemów załogowych] - z drugiej ich użycie - ze względu na liczność - jest obarczone niskim ryzykiem - także z uwagi na bezzałogowość. Strata jednego drona z licznej floty [najlepiej w rojach] - to nie problem - ale strata jednego Kormorana II - to strata 1/3 nowoczesnych niszczycieli min. Zresztą podobnie wygląda przewaga sieciocentrycznie spiętych, małych, za to licznych systemów dronowych/rakietowych plus licznych szybkich CB90 z wszechstronnym wyposażeniem misyjnym. Koszt ataku dla przeciwnika zaporowo podniesiony o dwa rzędy wielkości - przy jednoczesnej naszej przełamującej saturacji ataku - i zwykłej przewagi szybkiej obecności "fleet in being" - zwłaszcza w wojnie podprogowej. Ale na razie do takiego myślenia sieciocentrycznego i wszechdomenowego nasza admiralicja [i generalicja] - i wszelcy "eksperci" i "specjaliści" na urzędach - mają całe lata świetlne do odrobienia...dalej tkwią w zimnej wojnie, a w wielu aspektach - w II w.św. Dopiero fakty, które trudno obalić - np. zniszczenie 70% celów ormiańskich przez drony TB2 - albo właśnie zastąpienie systemami zdalnie sterowanymi/dronami załogowych niszczycieli min przez Royal Navy - dopiero wtedy po czasie jest u nas jakaś spóźniona reakcja, zwykle dość powierzchowna i po linii najmniejszego oporu, aby się "wykazać" i utrzymać stołek najmniejszym wysiłkiem... Tymczasem to jest zaledwie początek rewolucji RMA, która całkowicie zmieni wszystkie domeny, strategię i taktykę - a przede wszystkim - przestarzałe myślenie. Problemem nie jest brak pieniędzy w WP - problemem jest zaporowa postawa "starej gwardii", która chce za wszelką cenę utrzymać stary system i struktury - opierając się o systemy załogowe, które dają etaty i awans - czyli nastawieni są na "modernizację" przez ekstensywny rozrost stanów, przy pozornej modernizacji technicznej, polegającej na wymianie starych samolotów na nowe, starych czołgów na nowe, starych okrętów na nowe - ale wszystko ma być używane po staremu... Ponieważ na czele MON i WP stoją laicy z cywila, którzy nie wiedzą, o co naprawde chodzi w REALNYCH zdolnościach i wymaganiach obecnego i przyszłego pola walki Polskiego teatru Wojny - więc ten SYMULACYJNY proceder "modernizacji" SZ WP trwa i trwa...ku uciesze polityków na defiladach i w przemówieniach i w wywiadach - gdzie jesteśmy MEDIALNIE "silni, zwarci, gotowi"... Ostatnio rozmawiałem z pewnym generałem, który [zupełnie jak gen. Mika] w rozmowie zadeklarował, że "czołgi to podstawa na polu walki". Gdy zapytałem go, jakim sposobem, skoro czołgi to broń do walki ogniem bezpośrednim, zaś obecne wszelkie precyzyjne efektory pozahoryzontalne są o dwa rzędy wielkości tańsze od czołgu, więc relacja koszt efekt jest dwa rzędy wielkości bijąca na głowę czołgi, nawet najnowocześniejsze [nawet z systemami aktywnej obrony - bo już są na to głowice w testach - a taki drogi system aktywnej obrony tylko pogarsza na niekorzyść czołgów relację koszt/efekt względem precyzyjnych efektorów pozahoryzontalnych] ....to zaczął mi cytować ad hoc jakieś nieskładne wyuczone regulaminowe ogólniki, po czym stwierdził, że...się nie znam i on wie lepiej... I taka to jest rozmowa "merytoryczna" z naszymi "fachowcami" SZ RP. Ponieważ miałem już x-naście podobnych rozmów z różnymi "specami" na różne tematy militarne [i w kuluarach i na konferencjach i na spotkaniach bilateralnych] - przyjąłem tę "standardową odpowiedź merytoryczną" Pana Generała z głębszym zrozumieniem i pokorą - jako dopust Boży na Polskę. Pozostaje modlitwa o wewnętrzną przemianę duchową naszych elit - albo obudzimy się kopiąc studnię do pożaru - na zasadzie pospolitego ruszenia - czyli rozpaczliwej prowizorki...

olo
niedziela, 30 maja 2021, 13:26

niestety , ale my, jak każde zacofane koncepcyjnie społeczeństwo - czy też moż raczej jego specjalizowany odłam czyli MON - szykujemy się na przeszłe wojny a nie te przyszłe. Skutkuje to dziś nadmiarowym drenażem publicznego pieniądza a w przyszłości nadmiarowymi stratami personelu wojskowego.

Kris
niedziela, 30 maja 2021, 13:06

Porównanie na początku tekstu Kormorana i Hugina Endurance to albo celowa manipulacja albo ignorancja. Przypominam, że Kormoran ma Hugina 1000 na pokładzie z takim samym sonarem Hisas 1032 co Hugin Endurance, więc juz choćby to powoduje, że jego możliwości przeszukania są bardzo zbliżone (mniejsza autonomiczność Hugina 1000 gra rolę drugorzędną - baterie można podładować i wysłać pojazd na kolejną misję, w tym czasie zgrać dane i poddać je analizie). Dane z Hugina Endurance otrzymasz po 15 dniach i drugie tyle bedziesz je analizował. Poza tym Kormoran oprócz Hugina ma jeszcze inne środki do poszukiwania min. Jak często bywa pozornie wszystko wygląda bardzo oczywiście, ale diabeł tkwi w szczegółach.

rozkaz NKWD 00485
niedziela, 30 maja 2021, 02:27

that's pretty good,thx pełen szacun

Tweets Defence24